Ostrze wchodziło we mnie
Krzyczałem w nocy
Tadeusz Różewicz
Krzyczałem w nocy
Umarli stali
W moich oczach
Cicho uśmiechnięci
Ostrze ciemności
Wchodziło we mnie
Zimne martwe
Otwarło
Moje wnętrzności
******
Komentarz Kornelii: Nawet nie ma po co komentować. Poeta miał prawo krzyczeć w nocy po krwawym wojennym koszmarze. Ale wiersz także o mnie. Nie chciałam, żeby to się stało. Niczego nie pamiętam. To nie byłam ja. Nie ma mnie. Jak długo jeszcze to ma trwać?
Wiersz z gatunku, jak je nazywam „balkonowych”.
Po lekturze nic, tylko wyjść na balkon i wyć do księżyca. I scena balkonowa:
Kora na balkonie: Auuuuu! Auuuuuu!!
Księżyc: (milczy).
Sąsiad: Cicho tam! Dzieci śpią!!
****
Chyba pójdę wyć do lasu.
Wszystko pamiętasz. I na tym polega Twój koszmar.
Scena wycia do księżyca nasuwa pewną anegdotkę z moich bytności w szpitalu rehabilitacyjnym, ale nie przytoczę, gdyż zabawne opowieści nijak przystają do naszego nastroju.
Jak już zaciekawiłaś mnie anegdotą o szpitalnym wyciu, to mogłabyś opowiedzieć, jeśli masz na to siłę. Wyobrażam sobie, że jedna z wariatek, sorry, pacjentek, zaczęła skowyczeć, spostrzegłszy, że niedobrzy ludzie splądrowali cały jej prowiant z lodówki…
Trzymaj się bardzo dzielnie
Ale przebiegła ta młodzież, wyłudzała od cierpiących dzieciaczków papierosy. A dziatki, rzekomo niewinne i rehabilitowane, potajemnie się opalały, irytując pełen oddania personel…
Śpij dobrze, młoda studentko, nie zamartwiaj się
Blog nie podnosi nastroju, więc także z tego powodu właściwie nie szukam kontaktów. Jeszcze wejdzie osoba w fazie zawężenia świadomości i potraktuje to zbyt poważnie. Nie wiedziałam, że można mnie znaleźć przez Szachida z Balchu. Pozdrowienia…