Archiwum bloga

sobota, 16 grudnia 2017

Cienie nie przyniosą ulgi



Zimowe Drzewa

Sylvia Plath

Atrament wilgotnych świtów roztapia błękit.
Na bibularzu mgły drzewa
Wyglądają jak botaniczny rysunek -
Wspomnienia narastają, słój po słoju,
Serią wesel.
Nie znając poronień ani płodności,
Uczciwsze od kobiet,
Rozsiewają się bez trudu!
Obcując z lotnymi wiatrami
Tkwią po pas w historii
Uskrzydlone, oderwane od świata,
Są w tym podobne do Ledy.
O, matko liści i słodyczy,
Kim są te piety?
Cienie gołębic śpiewających, lecz nie dających ulgi.

Przełożyła Teresa Truszkowska

Komentarz Kornelii: Wiersz z ostatniego tomu poezji Sylvii Plath. Zima jest symbolem samotności i mroku. Według wielu interpretacji poetka odczuwa lęk przed życiem i przeklina swoją kobiecość, uzależnienie od mężczyzn, społeczeństwo, które skazuje kobiety na związek małżeński i podporządkowaną rolę w związku. Chce pozbyć się wspomnień, które narastają bezlitośnie z każdym rokiem jak słoje drzew. Sylvia odczuwa absurdalność fizjologii rozrodu i zazdrości drzewom, że rozsiewają się bez trudu. Pozostaje tylko zazdrość, bowiem drzewa, aczkolwiek piękne, nie przyniosą ulgi w niewieścim losie. Nie pomoże cała uroda krajobrazu.
Cóż mogę powiedzieć? Utwór z pewnością melancholijny, nasycony samotnością. Napisałabym wiele na temat kobiecości lecz nie chcę przeklinać i złorzeczyć. Omówiłam ten temat w pierwszych wpisach. Tyle tylko, że męskość jest zapewne również absurdalna, aczkolwiek w inny sposób, i może mniej kłopotliwa. Dla prawdziwego intelektu to obelga i zniewaga – uzależnienie od popędów swych jajników czy jąder. Prawdziwie wolny umysł nie ma genderu (pojadę może do Tajlandii, zapłacę  i polecę operacyjnie usunąć sobie to i tamto).
Sylvia żyła w społeczeństwie, które jeszcze oczekiwała od kobiety małżeństwa i macierzyństwa. Dostosowała się do tego, sama chciała zostać żoną i mamusią, wybrała tego łajdaka Teda Hughesa, który dwukrotnie ją zapłodnił, zdradził i wtrącił do grobu. Mogłabym powiedzieć złośliwie: Sama tego chciałaś, niewiasto.
Ale nie powiem, gdyż, jak wiadomo, jestem życzliwa i przyjazna wobec bliźnich. Aż trudno uwierzyć, że kobieta o tak krystalicznym umyśle uzależniła się od „ukochanego”. Zapewne zawsze tak będzie, że kobieta jest definiowana i odnajduje sens życia tylko przez mężczyznę. Czysta biologia czyli zachowania godowe lekko zmodyfikowanych szympansów. Dzięki mojej psychopatii mogę tylko z pewną ironiczną satysfakcją obserwować, jak ludzie dręczą się w związkach. Tu żona i kochanka, obie zadurzone po uszy, a małżonek chodzi do trzeciej. To dwie panie odkrywają po latach, że są „równoległymi żonami”,  a ich wybranek działa na wszystkich portalach randkowych… Ach, nie będę zajmować się tym skąpanym w płynach ustrojowych tematem, nie należę do świata…

Na samą myśl o potencjalnej ciąży dostaję mdłości. Tworzenie kolejnych niewolników materii…Los nade mną czuwał, nie stałam się aberracyjnym inkubatorem – także dlatego, że przezornie najczęściej brałam do ust. Plemniki zostały poddane anihilacji przez kwasy żołądkowe.

3 myśli nt. „Cienie nie przyniosą ulgi”

  1. No, to sobie pointerpretowałam poezję do porannej kawy (trzeciej, któż normalny dochodzi do takiej ilości o godzinie 8:00 rano; ależ będzie tachykardia, z przewrotnym uporem znęcam się nad sobą, nie wiem po co), a przy tym wierszu Plath utknęłam. Obraz z pierwszej strofy bardzo do mnie przemawia wizualnie, zresztą, nie on jeden. Malowałam muzykę, to i czemu nie poezję. Jakże wyobcowany musi czuć się ktoś, dla kogo pejzaż za oknem wydaje się rysunkiem. Rozsiewanie bez trudu, ale i bez zbliżenia, bez męki porodu, to takie czyste i piękne. Takie podniosłe.
    Znam żywot Sylvii Plath i nie powiedziałabym, że sama tego chciała. Żyła w konserwatywnym społeczeństwie i niejako było jej narzucone wpisać się w jego ramy. Rozpaczliwie próbowała znaleźć ukojenie w tym, w czym inni znajdowali szczęście. Wciąż się zastanawiała, jak żyć, by wydobyć się spod szklanego klosza i pewnie nie raz zadawała sobie pytanie „Jak mam żyć, by się wyzbyć tej osaczającej obcości?”.
    Nie uważam, żeby kobieta mogła odnaleźć szczęście i sens wyłącznie przez mężczyznę. Wszak jesteśmy ludźmi, nie zwierzętami, popędy nie determinują wszelakich naszych działań. Wciąż powołujesz się na własną psychopatię – muszę Cię rozczarować – nie jesteś psychopatką. Choć z pewnością przy psychopatii czułabyś się bardziej komfortowo. Często żony zdają sobie sprawę, że mąż ma kochankę i akceptują to, nawet nie z miłości, a ze zwyczajnej wygody, co jest jeszcze niższą pobudką, niż wszelkie żądze.
  2. Ale Ty ładnie piszesz i wiele wiesz, masz prawdziwy talent. Proszę Cię, dbaj o siebie, byłoby Cię szkoda. Może zieloną herbatę zamiast kawy?
    Wczoraj w lesie było wielu ludzi, ale potrafię znaleźć miejsca, w których jestem sama. Może dziś wyjdę w porze lunchu, śnieg pada bez sensu. Mam dużo pracy, może skomentuje Twoje komentarze wieczorem. :)
  3. Miło mi słyszeć, że ładnie piszę. Choć pewnie to głupie, próżne i jakieś tam jeszcze. Ale w tym zerowym poczuciu własnej wartości, po prostu miło :)
    Śnieg pada pięknie, pięknie! Zimowy las, cudo. Spróbuj zamknąć oczy, wziąć głęboki oddech i poczuć jedność z naturą.
    Ależ nie musisz komentować moich komentarzy :)
    Zielona herbata odpada. Za to bardzo lubię jaśminową i earl grey’a, a w przypływach odchudzania piję czerwoną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...