Archiwum bloga

sobota, 16 grudnia 2017

Cierpienia po wschodzie słońca


Cierpienia po wschodzie słońca


nerwy

Charles Bukowski

szarpię się w pościeli
aby stawić czoło słońcu -
znowu czysty dramat
wolę miasto kiedy świecą neony i
nagie kobiety tańczą na blacie
baru
do tandetnej muzyki.
Przykryty pościelą
myślę
moje nerwy skrępowane są przez historię -
najważniejszą troską ludzkości
jest znalezienie odwagi by
spojrzeć na słońce nowego dnia.
miłość zaczyna się od spotkania dwojga
nieznajomych, miłość do świata jest niemożliwa. wolę zostać w łóżku i spać.
Dni, ulice i lata przyprawiają mnie o nieustany zawrót głowy.
Naciągam pościel na szyję.
Odwracam dupę do ściany.
Nikt tak nie cierpi ranków jak ja.

Przełożył Piotr Madej

Komentarz Kornelii: Oczywiście te tańczące nagie kobiety to czysty seksizm, który pryncypialnie wszyscy potępiamy i dajemy mu stanowczy odpór. Także odwracanie d… do ściany jest wulgaryzmem i nie możemy mu przyklasnąć – skromnie odwracamy się do ściany plecami. Zamieściłam ten utwór, ponieważ także nienawidzę poranków, zaś światło nowego dnia przyprawia mnie o mdłości i bezlitośnie dręczy moje nadwrażliwe nerwy. Naciągam więc kołdrę na głowę, ale nic nie pomaga, dziś świeci słońce. Nie wystarcza mi odwagi, żeby spojrzeć na słoneczny dysk nowego dnia. Noszę w sobie nóż bólu istnienia.


Jedna myśl nt. „Cierpienia po wschodzie słońca”



Momenty tuż po przebudzeniu, gdy po chwilowym trwaniu na granicy jawy i snu nagle z całą gwałtownością uderza ból świadomości, są jednymi z najtrudniejszych w ciągu dnia. Stary dobry Bukowski wiedział, o czym mówi. A i przedpołudnia nie bywają łatwe. Wieczorna włóczęga po mieście chwilowo koi, acz wizja kolejnej zbliżającej się nocy, bezsennego rzucania w pościeli, nie napawa optymizmem. Słońce bezlitośnie obnaża podkrążone oczy, podpuchnięte od płaczu powieki, razi źrenice nienawykłe do światła. Można się nim cieszyć jedynie mając do patrzenia dwie pary oczu, wtedy nawet miłość do świata jest możliwa, jak najbardziej. Wtedy kocha się wszystko i wszystkich. Tańczące nagie kobiety i wulgaryzm odzierają wiersz z patosu, dodają mu fatalizmu, stanowią przeciwwagę miłości. Całość zyskuje dzięki temu jeszcze bardziej rozpaczliwy wydźwięk, dlatego te elementy nie rażą mnie tutaj zupełnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...