Archiwum bloga

sobota, 16 grudnia 2017

Nieskończona woda samotności


Nieskończona woda samotności


Ból rośliny

Jorge Carrera Andrade

Samotność tkwiła wewnątrz lasu.
We mnie trwał lasu obraz cały.
Ból drzew ogołoconych z liści
w półcienia kości wchodził twardy.
W mym lesie słyszę lot obłoków,
ścieżki szukają towarzyszek drogi
w pobliżu nieukojonego źródła,
samotność wypłakując, nieskończoną wodę.

Przełożył Marek Baterowicz

14 myśli nt. „Nieskończona woda samotności”

  1. Skoro wewnątrz lasu tkwi samotność, jakże samotny musi być ów ktoś, kto ten las nosi w sobie. Jednostka naznaczona samotnością jak piętnem, nawet wśród ludzi, nawet w chwilach bliskości, zasklepiona gdzieś w sobie. Drzewa ogołocone z liści, człowiek ogołocony z nadziei i pragnień. Lot obłoków, kuszących wyzwoleniem się z okowów świata, droga prowadząca na drugą stronę, a wreszcie źródło szemrzące zachęcająco złudną obietnicą szybkiej i bezbolesnej śmierci. A może droga wiedzie do źródła samotności, do wnętrza jestestwa. Lecz nawet mając owo przed sobą, nie sposób wypłakać całego żalu.
  2. Uważam, że powinnaś skosztować herbatki z alg morskich. Przepyszne glony stanowią tylko niewielką jej część, reszta to z pewnością zdrowe i lecznicze zioła (aczkolwiek rzeczywiście: a fu!). :)
  3. Pod wpływem gorącej wody algi morskie w herbatce obficie się rozwijają i tworzą apetycznie wyglądające zielone wstęgi…
  4. Apetyczne zielone wstęgi wijące mi się w trzewiach – nie, dziękuję, niezbyt kusząca perspektywa, bynajmniej z algami się nie kojarząca :)
  5. Cieszę się bardzo, że dziś Ci nieco lepiej.
    Algi morskie zawierają zbawienną spirulinę, leczą wszelkie możliwe choroby i stresy, odmładzają, są polecane przez medycynę chińską, o wielu ich walorach znajdziesz w necie, tak, że nic tylko zamawiać…
    Ale obrzydlistwo…
    Ja też nie lubię zielonej herbaty, tylko niekiedy snobuję się, sącząc taką senchę z ryżem do sushi, ogólnie też wolę czarną, poleciłam ci zieloną, ponieważ jakoby jest zdrowa. Tej czerwonej to trzeba hektolitry wypić, żeby się odchudzić, próbowałam puh-er w kostkach, okropne.
    Psychopatką jestem pierwszej wody, na szczęście nie mam obowiązku, żeby o wszystkim opowiadać.
    Wiesz, rozterki i cierpienia miłosne są zapewne Twoim przeznaczeniem. Już Ci poniższy tekst pisałam, nie lubię powtarzać, ale wygląda na to, że powinnam:
    Nie oczekuję, że będziesz szczęśliwa czy radosna, lecz tylko tego, że nie wyrządzisz sobie trwałej krzywdy, nie uczynisz tego, czego nie będzie można naprawić. Jeszcze raz: tak więc, proszę, nie popadaj w histerię z powodu kłopotów relacyjnych, nie bierz za wiele lekarstw, nie popijaj ich alkoholem, nie tnij się – wszystko się może jeszcze odwrócić. Jak Ci bardzo źle, to spaceruj (zimne powietrze orzeźwia), przyjaźnij się z przyjaciółmi, schowaj się do łóżka, odwiedź rodziców, pośpiewaj w chórze, ale się nie niszcz, ponieważ naprawdę nie warto, a upływ czasu Cię wzmocni. A jak będzie naprawdę źle, to uciekaj do szpitala. Pomogą Ci tam, a może jeszcze jakieś mleko się trafi…
    Niektóre wiersze Bukowskiego są okropne, poeta przeklina jak szewc, jest obrzydliwym seksistą, zamieszczam je wszakże, ponieważ potrafił znakomicie oddać absurd i pustkę życia. Zazdroszczę mu trochę tych alkoholowych seansów, ja po ostatnim koszmarny sylwestrze prawie nie piję, stany lękowe mam potem za silne, nie warto. A Bukowski mógł i jeszcze wiersze pisał. Nie ma sprawiedliwości na tym złym świecie…
    Spacerowałam w lesie, piękny śnieg przyciągnął narciarzy, kijkarzy, psiarzy, emerytki, zakochanych, pijaków, karmiące matki, na szczęście teraz deszcz pada i jutro będzie w miarę pusto.
  6. Gdy tylko przez chwilę poczuję ulgę, zaraz od nowa zwala się ból. W sobotą mamy się spotkać, bo mam odebrać dyktafon. Miał zostać przekazany kurierom, ale mówi, że nie ufa kurierom, a ja doszukuję się w tym pretekstu do spotkania. Specjalnie wybrałam sobotę, 14. A później jedzie do babci na tydzień (weekend ze mną odwołany, z powodu braku czasu). Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć.
    Jest Ci mnie szkoda, więc nie jesteś psychopatką. Psychopata jest niezdolny do empatii.
    Próbuję panować nad autoagresją, ale to już jest swojego rodzaju nawyk. Gdy tylko pojawia się najlżejsze napięcie, niepewność, czuję przymus cięcia, nie czuję wtedy fizycznego bólu, tylko ulgę, gdy wylewa się krew. Boję się początków bulimii, bo i z tym ostatnio mam problem.
    Dogadałam się ze współlokatorami, dziewczyna jest całkiem miła.
    Lubię Bukowskiego, bo w tej całej swojej wulgarności był cholernie autentyczny ze swoim bólem. Piszę nieskładnie, wiem, ale chciałam się odezwać, dać znać, że żyję, zupełnie mi się słowa nie składają.
  7. Naprawdę lepiej bym się czuła, Magnolio, gdybyś szukała pomocy w szpitalu, takie cięcia to objawy poważnych zaburzeń, a jeszcze za głęboko się potniesz i wszystko, z relacją włącznie, stanie się czasem przeszłym dokonanym
    Wydaje mi się, że jasno przedstawiłam odpowiednie zasady zachowania dla Ciebie – ech, strasznie biedna jesteś, a tak pięknie piszesz, prawie genialnie.
    Może za każdym razem, jak masz się skrzywdzić to wyjdź „na pole’, jak to w Centusiowie mówią – może chłodne powietrze jakoś Ci pomoże.
    Byłam rano w lesie, mokro, szaro i prawie pusto, tak, jak lubię. Schłodziłam sobie skronie.
    Gratuluję pojednania z współlokatorką – lepiej późno, niż wcale. Jakbym miała mieszkać z obcymi, to bym uciekła do mamusi, a Ty bardzo dzielna jesteś.
    Wobec Twoich problemów miłosnych jestem bezradna, nie o Was nie wiem, do nikogo nic nie czuję – mam wrażenie, że Twój przyjaciel będzie utrzymywał jakiś kontakt, ale czy ostatecznie to dobrze?
    W każdym razie spróbuj jednak jakoś panować nad sobą, nie uszkadzać młodego organizmu, chodzić na spacery, wszystko jeszcze może być dobrze. :)
    Jak tam kariera chórzystki?
  8. Może w przyszłości poszukam pomocy w szpitalu, ale na razie mam parę powodów, żeby tego nie robić. Po pierwsze, najważniejsze, kontakt z moją relacją utrzymuję głównie internetowy. Po drugie – studia. No i ostatnie – obecność przyjaciół mnie trzyma, oni nie mają telefonu, nie chcę z nimi stracić kontaktu. Zastanawiają się nad zamieszkaniem w moim mieście i znalezieniem tu pracy, ale to jeszcze nic pewnego.
    Pisanie zawsze przychodziło mi z łatwością, to tylko przelewanie na papier tego, co mam w sobie. Gdy byłam szczęśliwa, też pisałam, z tym, że o szczęściu. Blokada mi się włącza tylko przy panicznym lęku.
    Zaproponowałam, że książkę jakąś trudno dostępną nagram, taką, której nie da się dostać w wersji zeskanowanej albo audio, wyciągnęłabym choćby spod ziemi i nagrała, ale nie chce … A wcześniej zachwyca się tym, że komuś tam przyjaciółka nagrała i że to takie piękne i wzruszające. Boli.
    Nie wiem, czy ostre cięcie relacji nie jest lepsze, wtedy można przeżyć żałobę i iść dalej, a te rozmowy o niczym i rzeczowa uprzejmość mrożą mi serce.
    Nie mam siły wyjść, leżę w łóżku z komputerem, trochę ćwiczę głos na smutnych piosenkach, oddających stan mojego ducha. Byłam dotychczas tylko na jednej próbie, nie jeździłam do domu, bo są tu moi przyjaciele. Do soboty mogą zostać, dogadali się ze współlokatorami.
    Dzisiaj zrobię wszystko, żeby się nie ciąć. U mnie chyba to niekoniecznie objaw głębokiego zaburzenia, raczej skrajnej bezradności. Nie mam problemu z innymi relacjami, nie uzależniłam się nigdy tak od żadnego innego człowieka, choć bywałam z ludźmi bardzo blisko. W tej diadzie funkcjonuję zupełnie jak nie ja. Choć w pewien sposób początkowo zostało to na mnie wymuszone. Nie wiem, nic nie wiem, chciałabym nie czuć tego, co czuję, a jednocześnie mam wrażenie, że straciłabym wtedy cząstkę siebie. Ciągle liczę na to, że znowu się do mnie zbliży. Skoro nie chodzi o kogoś innego, a jedynie o to, że taka bliskość była zbyt obciążająca. Gdybym miała tu jakiś las w pobliżu, poszłabym do niego.
  9. Nawet, jak nie masz lasu, to spacer z pewnością Ci pomoże, tak, że podejmij próbę wyjścia. Może zabierz przyjaciół – tak sieć kontaktów, społeczna sieć bezpieczeństwa, jest Ci bardzo potrzebna.
    Też mam wrażenie, że ostateczne zerwanie tej relacji byłoby najlepsze, ale nie wiem. Nie potrafię sobie tego wszystkiego wyobrazić moim zimnym umysłem. To nie jest zresztą normalna konstelacja. Chciałabym tylko, żebyś sobie nie szkodziła – czas przyniesie jakieś rozwiązania.
    Może zajrzyj w bliskim czasie do teatru. Widzowanie też jest przyjemne. Byłam w niedzielę i dziś też idę, może coś opiszę, jak znajdę czas i natchnienie. Jestem znużona, praca się piętrzy bez sensu..
    Na podstawie noweli Henry Jamesa „W kleszczach lęku” powstała nawet opera, a teraz będzie w USA nowy musical. Zachęta do lektury? Ale do Jamesa potrzebna jest koncentracja, trudno się czyta.
    Trzymaj się dzielnie i nie tnij. Poleciłabym zamiast zimny prysznic, ale wiem, że to brzmi prymitywnie. Ponadto: Ty się prysznicujesz, a współlokator w potrzebie dobija się do drzwi łazienki: Makabra … :)
  10. Z przyjaciółmi wychodzimy z gitarą, oni w ten sposób zarabiają. Mamy nawet karteczkę „Zbieramy na wesele”, ostatnio im ktoś zdjęcie do gazety robił :) Tylko gdy pogoda nie dopisuje zostaję w domu, albo wracam wcześniej, gdyż nie chcę znowu złapać jakiejś infekcji, a w wyniku stresu i złego odżywiania pewnie moja odporność nie wspina się na wyżyny.
    Na teatr się na razie nie zdobędę, bycie widzem byłoby chyba jeszcze zbyt bolesne. Ale bardzo chętnie przeczytałabym recenzję tego, co obejrzysz, lubię Twoje teatralne wpisy. Szkoda, że nie recenzujesz też obejrzanych filmów, mogłabym się jakoś odnieść.
    Zachęta zadziałała, bo pewnie musical zechcę obejrzeć, a oczywiście wpierw trzeba przeczytać. Koncentracja maksymalna, wyostrzenie świadomości. Nie wiem, czy to mój stan naturalny, do którego przywróciły mnie antydepresanty, czy odejście od normy. Potrafię kilkanaście stron tekstu powtórzyć z pamięci po jedno lub dwukrotnym, niezbyt uważnym przeczytaniu. Mam jakąś dziwną potrzebę chłonięcia świata, pisania, czytania, uczenia się, zupełnie jak tonący po raz ostatni nabierający tchu w płuca.
  11. Musical jest w USA – zapewne nie trafi do Polski. Może w przyszłości będzie na DVD. W ogóle u nas jest mało musicali, najwięcej może w Gdyni w Teatrze Muzycznym. Widziałam tam „Chicago”, „Kiss me, Kate”, „Rent”…
    Jak wydobrzejesz, zawsze możesz wrócić na scenę, chociażby amatorsko.Nie mam o tym pojęcia, ale wydaje mi się, że bardzo trudno jest się dostać do zawodowego teatru, absolwentów szkół aktorskich, jak się, wydaje, jest wielu.
    Do kina ostatnio nie chodzę, za bardzo się tam boję. Mam jeszcze bilety na 6 przedstawień teatralnych. Nie recenzuję spektakli, zazwyczaj opisuję tylko moje kłopoty w toalecie…
    To świetnie, że masz koncentrację, może wreszcie właściwie Ci leki dobrali. Nie mów, że to ostatni oddech, bo jeszcze w to uwierzysz. Na pewno będzie dobrze. Trzymaj się i dbaj o swoją młoda skórę :)
  12. Nie jestem absolwentką szkoły aktorskiej, ale grałam z profesjonalistami. Trafiłam na scenę, bo potrzebowali amatorów na statystów, w wyniku przesiewu ze studenckiego kółka teatralnego, właściwie przypadkiem. Spodobałam się komuś, kto miał coś do powiedzenia, później kolejnym ludziom, którzy w tej branży pewnie coś znaczą. Do teraz czasem ktoś coś mi proponuje na podstawie jakichś nagrań, albo czyjejś polecanki, choć obecnie coraz rzadziej. Brakuje mi sceny, na którą już nie wrócę. Ale nic to, nieważne, zamknięty rozdział.
    Lubię musicale z Romy, wrocławskiego Capitolu, rockową operę „Krzyżacy”. Mam mnóstwo musicalowych sountracków.
    Filmy niekoniecznie trzeba oglądać w kinie, od czego wszak są liczne torrenty i strony typu warez :)
    Moja skóra bynajmniej nie młoda, ale dziś jeszcze niekrojona, co uważam za swój mały, prywatny sukces, podobnie jak to, że zjadłam miskę płatków z mlekiem i nie poszłam od razu się ich pozbyć wkładając palec do gardła. Tyle optymistycznego.
  13. Mam nadzieję, że Twoja młoda skóra nadal nie jest uszkodzona. Pożywiaj się spokojnie, powoli i w ogóle nie myśl o bulimii. Byłam na Czechowie, Trzy siostry, Rosjanie jednak potrafią zadołować.
    Spij dobrze, jak znajdę czas, to może opisze ten spektakl niedzielny.
  14. Nie została uszkodzona i po raz pierwszy od dawna odżywiałam się dziś normalnie :)
    Dobrej nocy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...