Czarną krwią omotana
Paul Celan
KUREWSKIE POZA TYM. I wieczność
czarną krwią omotana.
Zakotwiczona
przed twym gliniastym kosmykiem
moja wiara.
Dwa palce, odległe o dłoń,
wywiosłowują błotnistą
przysięgę.
Przełożył Marek Śnieciński
8 myśli nt. „Czarną krwią omotana”
Tak mi dzisiaj boleśnie źle, jakby walił się świat.
Każdy weekend? Dostrzegasz w tym jakąś prawidłowość? To nie są problemy sercowe, a przynajmniej nie takie, jakie nasunąć by się mogły jako pierwsze. Noc się dopiero zaczyna, nie mam się do kogo odezwać, tabletki nie niosą snu …
Inni wywodzą, że Bóg nikogo nie potępia, tylko ludzie sami, nawet po śmierci, nie chcą przejść na stronę dobra.
Ale ja tak czy inaczej okropnie się boję.
Weekendy ogólnie są trudniejsze, trzeba jakoś je wypełnić, wypada się bawić, być aktywnym… Tak mi się wydaje, że zwłaszcza weekendowo cierpisz. Tabletki nasenne są wyjątkowo szkodliwe, nie bierz tego, sen w końcu przyjdzie. Śpij spokojnie
Czytałam jakiś czas temu książkę, w której autorka dowodziła, że dusze swój czyściec noszą w sobie. I że niebo/piekło to jedynie stan umysłu.
Oczywiście, że niczego nie można być pewnym. Tak naprawdę można by powiedzieć, że ilu ludzi, tyle przekonań.
Rozmyślania o Bogu wywołują we w mnie trwogę. Bóg z samej swej definicji jest doskonały, a więc i miłosierny. Czy więc mógł stworzyć taki wstrętny świat? Może materia to dzieło Złego Demiurga? Albo raczej świat jest dobry i tylko ja jestem wariatką? Inni ludzie sprawiają wrażenie w miarę zadowolonych, siedzą w ogródkach piwnych, całują się, „wygląda, jakby nikt się nie przejmował”. Nie wiem, jak zniszczyć swoje istnienie.
Nie jesteś wariatką, bo dostrzegasz jak bolesna jest egzystencja. To większość ludzi jest szalonych, że tego nie widzi
„Przywiązanie do życia jest przywiązaniem do cierpienia. Kochamy to co zadaje nam ból. Taka jest nasza natura”. NM
Ale uważanie się za kobietę, to jest identyfikowanie się z tymi paroma kośćmi, obłożonymi mięsem, no to już akurat normalne nie jest
Jeszcze raz przepraszam, a tym którym nie spodobał się zbyt brutalny wiersz w ramach przeprosin chciałbym zadedykować wiersz Ligottiego, ale to w innym poście, bo przyznam, że nie jestem pewny, być może też jest zbyt mocny, w innym co prawda stylu …
Gdy wszyscy, których kiedykolwiek kochałeś, wreszcie przeminą
Gdy wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłeś, zostanie wreszcie dokonane
Gdy wszystkie twe koszmary zostaną na moment zasłonięte
Jakby przez lśniący, bezmózgi znak
czy oślepiające zaćmienie licznych upiornych kształtów tego świata
Będąc spokojnym i radosnym
i nareszcie całkowicie sam
wtedy w wielkiej nowej ciemności
Wreszcie wypełnisz swój szczególny plan
Trzeba mieć plan, rzekł ktoś kto osunął się w cienie
I kto, jak wierzyłem, skonał lub śnił
Wyobraź sobie, rzekł, całe mięso które jest pożerane
Zęby weń się wdzierające
Język delektujący się jego smakiem
oraz głód tego smaku
A teraz odsuń to mięso, powiedział
Zabierz zęby i język
Smak i głód
Odsuń to wszystko jakim jest
To był mój plan
mój własny, szczególny plan dla tego świata
Słuchałem tych słów, nie zastanawiało mnie jednak wcale
czy ta istota o której myślałem że nie żyje czy śpi, kiedykolwiek urzeczywistni tę wizję
choćby w swych najgłębszych snach
albo najtrwalszej śmierci
ponieważ słyszałem wcześniej o takich planach, takich wizjach
i wiedziałem, że nie sięgają one dostatecznie daleko
bo to, bez czego żaden plan nie ma racji bytu
musi przekraczać język i zęby i głód i mięso
musi przekroczyć kości i sam proch z kości i sam wiatr nadciągający by rozwiać ten proch
I tak począłem unaoczniać mrok, który istniał na długo przed ciemnością nocy
i dziwacznie błyszczące światło
Nie będące nic winne światłu dnia
Tamten dzień mógł wydawać się jak wiele innych dni
po raz kolejny czuliśmy drobne pełzające drżenie
po raz kolejny oplatał nas wielki zgrzytający lęk
Lecz ten dzień nie będzie miał po sobie kolejnych
Ani nie nastąpią po nim żadne kolejne światy jak ten
ponieważ mam plan
Nader szczególny plan
Żadnych więcej światów jak ten
Żadnych więcej dni jak ten
Można umrzeć na zaledwie cztery sposoby, powiedział mi kiedyś diabelski duch
jest umieranie które następuje względnie gwałtownie
jest umieranie które następuje względnie stopniowo
jest umieranie które następuje względnie bezboleśnie
jest śmierć która jest pełna bólu
takoż różnymi sposobami są one złączone:
nagła i stopniowa
bezbolesna i bolesna
by dać nie więcej jak cztery sposoby by umrzeć
i nie ma żadnych innych
Nawet kiedy głos przestał mówić
nasłuchiwałem, czekając aż odezwie się ponownie
i po minionych godzinach i dniach i latach
ciągle nasłuchiwałem dalszych słów
lecz słyszałem jedynie echo dudniące na granicy słyszenia, przypominające mi
nie ma żadnych innych
nie ma żadnych innych
Czy to wtedy właśnie zacząłem budować dla tego świata
Szczególny plan?
Nie ma sposobu na ucieczkę z tego świata
wnika on nawet w twój sen
I stanowi jego substancję
Jesteś schwytany w swe własne śnienie
w którym nie ma przestrzeni
przetrzymywany na wieczność w miejscu, w którym nie istnieje czas
Nie możesz uczynić nic, czego nie kazano ci zrobić
I nie ma nadziei na ucieczkę z tego snu
Który nigdy nie był twój
Same nawet słowa które wypowiadasz stanowią tylko jego słowa
A mówisz jak zdrajca
Poddany jego nieustannym torturom
Jest wielu, którzy mają zamysł dla tego świata
I śnią o dzikich i rozległych reformacjach
Słyszałem jak mówią przez sen
o eleganckich mutacjach
i przebiegłych anihilacjach
Słyszałem jak szepczą po rogach koślawych domów
i w alejkach, i ciasnych tylnych uliczkach tego koślawego, zgrzytającego wszechświata
które to Oni poprzez ich Nowe Zamysły przemieniliby w proste i zgrabne
lecz każdy z tych nowych i pochopnych zamysłów
jest w swym sercu pomylony
jako że postrzegają oni świat jakoby był jedyny i niepowtarzalny
kiedy ten jest jednym z wielu, niepoliczalnych innych
a jego wszystkie koszmary dawno zostały już poprzedzone
jak w ohydnym ogrodzie wyhodowanym z jednego ziarna
Słyszałem tych śniących mówiących przez sen
I stoję gotów, czekając na nich
Jak zaciemniony szczyt spiralnych schodów
Nic o mnie nie wiedzą
Ani o tajemnicach mego szczególnego planu
Podczas kiedy ja znam ich każdy koślawy, zgrzytający krok
Był to głos kogoś, kto czekał na mnie pośród cieni
Spoglądając na księżyc czekał aż skręcę na rogu
wejdę w ciasną uliczkę
i stanę z nim w tępej poświacie księżyca
Rzekł wtedy do mnie
Szepnął
Że mój plan był oparty na błędnym założeniu
Że mój szczególny plan dla tego świata był przeraźliwą pomyłką
ponieważ, rzekł, nie ma nic do zrobienia, ani miejsca, do którego można pójść
Nie istnieje nic czym można być, ani nikt, kogo można poznać
Twój plan to pomyłka, powtórzył
Ten świat to pomyłka, odparłem
Dzieci zawsze za nim szły
Jak tylko zobaczyły jak przechodzi
śmieszny chód
śmieszny człowiek
śmieszny śmieszny śmieszny człowiek
czasem sprawiał że się śmiały
rozśmieszał je czasem o tak
o tak o tak o tak
o, jakże pękały ze śmiechu
pewnego dnia zabrał je w pewne miejsce
znał pewne szczególne miejsce
i opowiedział im tam rzeczy o tym świecie
tym śmiesznym śmiesznym śmiesznym świecie
które sprawiły, że czasem się śmiały
rozśmieszał je, o tak
o tak o tak o tak o tak
o, jakże pękały ze śmiechu
wtedy ten śmieszny człowiek, który ich tak rozbawił
rozśmieszał czasem, o tak
odkrył przed nimi swój szczególny plan
jego nader szczególny śmieszny plan
wiedząc że zrozumieją
i może czasem się uśmieją
rozśmieszył je
uśmiały się, o tak
o tak o tak o tak o tak
Źrenice rozszerzyły się pod ich powiekami
o, i jakże pękały ze śmiechu
Pierwszych faktów nauczyłem się od szaleńca
w ciemnym i cichym pomieszczeniu, które czuć było zatęchłym czasem i przestrzenią
Nie ma żadnych ludzi
Nic takiego nie istnieje
Człowiek to nic więcej niż suma ciasno zwiniętych warstw iluzji
Z których każda unosi się na skrzydłach ostatecznego obłędu:
Przekonania, że istnieją jakieś osoby
Podczas kiedy wszystko co może być, to bezmyślne lustra
Które śmieją się i wrzeszczą, paradując w tę i z powrotem
w swym bezkresnym śnie
Lecz gdy spytałem szaleńca czym jest ów sen
Ten zaklął się we wnętrzu tych luster
Maszerujących bez końca w zatęchłym czasie i przestrzeni
Spojrzał tylko z uśmiechem
Potem zaśmiał się i wrzasnął
A w jego czarnych, pustych oczach
Ujrzałem przez sekundę, jak w lustrze
Kształt cienia boskości
W locie z zatęchłej nieskończoności
Czasu i przestrzeni, a co najgorsze
Ze snów tego świata
Mego planu dla śmiechu
I wrzasków
Udaliśmy się by zobaczyć małe przedstawienie
Wystawiane w starej szopie
za rogiem miasta
Początkowo wszystko zdawało się być w porządku
Miniaturowa kurtyna migotała w ciemnościach
Kiedy te marionetki podrygiwały przed nami ze swymi sznurkami
Początkowo wszystko zdawało się być w porządku
Lecz wtedy nadszedł subtelny punkt zwrotny, dojrzany przez niektórych
I sam mogłem być tym
Który mógł po cichu opuścił przedstawienie
Nie zrobiłem tego jednak
Ponieważ widziałem dokąd rzeczy zmierzają
Kiedy wygłupy tych lalek stały się dziwne
Ich delikatne sznurki naprężyły się wraz z
drobnymi pociągnięciami ich drobnych kończyn
Zszokowani ludzie w okół mnie
Odwrócili się i porzucili przedstawienie
Wystawiane w starej szopie
Za rogiem miasta
Ja jednak chciałem być świadkiem tego, co nie mogło nigdy być
Chciałem ujrzeć to, co nie mogło być ujrzane
Ten absolutny moment ostatecznej katastrofy
Marionetki zwróciły się, by spojrzeć swemu panu w oczy
Był zmierzch, stałem w grobowej mgle przepastnego, pustego budynku
Kiedy ciszę wypełnił wibrujący głos:
Wszystkie rzeczy tego świata, rzekł
To jedna zaledwie zasada
dla której nie ma słów
Są one większą częścią, która miała początek i będzie miała swój koniec
I dla której słowa zostały stworzone jedynie po to, by mówić o
drobnych, złamanych bytach tego świata, rzekł
Początki i zakończenia tego świata, rzekł
dla których słowa zostały poczęte tylko, by o nich mówić
A teraz zabierz te słowa i wszystko co po nich pozostaje, prosi mnie
Kiedy to stałem w mroku przepastnego, pustego budynku
Lecz nie odpowiedziałem
Pytanie odbijało się echem dalej i dalej
Lecz ja trwałem w milczeniu, aż echo umarło
I kiedy zmierzch obrócił się w południe, poczułem jak mój
Specjalny plan, dla którego nie ma słów
Rusza w kierunki większej ciemności
Istnieje kilku, którzy nie posiadają głosu
ani nic co kiedykolwiek przemówi
z powodu rzeczy, które wiedzą o tym świecie
i rzeczy, które wyczuwają o tym świecie
z powodu myśli które wypełniają ich mózg
Który jest uszkodzonym mózgiem
z powodu bólu który wypełnia ich ciało
które jest uszkodzonym ciałem
istniejącym w innych światach
niepoliczalnych innych światach
Z których każdy stoi sam w nieskończonej pustej czerni
Dla której żadne słowa nie zostały ustalone
I w której żaden głos nie jest w stanie mówić,
kiedy mózg wypełniony jest tylko uszkodzonymi myślami
kiedy uszkodzone ciało jest wypełnione tylko bólem
I które trwa samo, w świecie otoczonym przez nieskończoną pustą czerń
W świecie dla którego nie ma żadnego specjalnego planu
Gdy wszyscy, których kiedykolwiek kochałeś, wreszcie przeminą
Gdy wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłeś, zostanie wreszcie dokonane
Gdy wszystkie twe koszmary zostaną na moment zasłonięte
Jakby przez lśniący, bezmózgi znak
czy oślepiające zaćmienie licznych upiornych kształtów tego świata
Będąc spokojnym i radosnym
i nareszcie całkowicie sam
wtedy w wielkiej nowej ciemności
Wreszcie wypełnisz swój szczególny plan
Thomas Ligotti
tłumaczenie: Zaćmienie.org