Archiwum bloga

środa, 13 grudnia 2017


Czarną krwią omotana


Paul Celan

KUREWSKIE POZA TYM. I wieczność
czarną krwią omotana.
Zakotwiczona
przed twym gliniastym kosmykiem
moja wiara.
Dwa palce, odległe o dłoń,
wywiosłowują błotnistą
przysięgę.

Przełożył Marek Śnieciński
8 myśli nt. „Czarną krwią omotana”

  1. Głównym założeniem chrystianizmu jest miłosierdzie. I tutaj rodzi się pytanie, czy miłosierny Bóg byłby skłonny kogokolwiek potępić. Jeśli tak, to wszechdobroć stoi pod znakiem zapytania, jeśli nie, wychodzi na to, że piekło musi być puste. Czasem sobie myślę, że może życie na tym świecie jest swego rodzaju próbą, którą każdy z nas musi przejść.
    Każdy weekend? Dostrzegasz w tym jakąś prawidłowość? To nie są problemy sercowe, a przynajmniej nie takie, jakie nasunąć by się mogły jako pierwsze. Noc się dopiero zaczyna, nie mam się do kogo odezwać, tabletki nie niosą snu …
  2. Niektórzy optymistyczni teologowie rzeczywiście twierdzą, że piekło jest puste, a Kościół reformowany (dawny kalwiński) nawet ogłosił, że piekła nie ma. Ale przecież nic pewnego nie możemy wiedzieć.
    Inni wywodzą, że Bóg nikogo nie potępia, tylko ludzie sami, nawet po śmierci, nie chcą przejść na stronę dobra.
    Ale ja tak czy inaczej okropnie się boję.
    Weekendy ogólnie są trudniejsze, trzeba jakoś je wypełnić, wypada się bawić, być aktywnym… Tak mi się wydaje, że zwłaszcza weekendowo cierpisz. Tabletki nasenne są wyjątkowo szkodliwe, nie bierz tego, sen w końcu przyjdzie. Śpij spokojnie :)
  3. Rozumiem, że się boisz. Poza tym mam wrażenie, że jest wiele spraw, których Ty sama sobie nie potrafisz wybaczyć.
    Czytałam jakiś czas temu książkę, w której autorka dowodziła, że dusze swój czyściec noszą w sobie. I że niebo/piekło to jedynie stan umysłu.
    Oczywiście, że niczego nie można być pewnym. Tak naprawdę można by powiedzieć, że ilu ludzi, tyle przekonań.
  4. Do errorous: Niestety, uznałam za konieczne usunięcie Twojego komentarza. Teksty, które przysłałeś wcześniej, bardzo mi się podobały. Lubię egzaltować się opowieściami o bezsensie istnienia, depresjach, melancholii etc., ale ta historia o Apaczach była okropna. Jestem nadwrażliwa, nie znoszę opowieści o bólu fizycznym, tej czaszki do końca życia nie zapomnę, nie mogę narażać siebie i moich kilku czytelników na takie koszmary.
    Rozmyślania o Bogu wywołują we w mnie trwogę. Bóg z samej swej definicji jest doskonały, a więc i miłosierny. Czy więc mógł stworzyć taki wstrętny świat? Może materia to dzieło Złego Demiurga? Albo raczej świat jest dobry i tylko ja jestem wariatką? Inni ludzie sprawiają wrażenie w miarę zadowolonych, siedzą w ogródkach piwnych, całują się, „wygląda, jakby nikt się nie przejmował”. Nie wiem, jak zniszczyć swoje istnienie.
  5. Przepraszam, nie chciałem nikomu sprawić przykrości :(
    Nie jesteś wariatką, bo dostrzegasz jak bolesna jest egzystencja. To większość ludzi jest szalonych, że tego nie widzi :)
    „Przywiązanie do życia jest przywiązaniem do cierpienia. Kochamy to co zadaje nam ból. Taka jest nasza natura”. NM
    Ale uważanie się za kobietę, to jest identyfikowanie się z tymi paroma kośćmi, obłożonymi mięsem, no to już akurat normalne nie jest :) Słowa normalne używam w sensie, zdrowe, wolne od choroby, a nie w sensie statystycznym, gdzie normę wyznacza większość. W tym zresztą tkwi odpowiedź na pytanie, jak położyć kres, czemuś tak absurdalnemu i bolesnemu jak egzystencja. Ciało to przegrana sprawa i tylko ci co się z nim nie identyfikują, mogą uwolnić się od cierpienia. Tacy goście jak Ligotti to farbowane lisy, udają tylko pesymistów, w rzeczywistości, nawet gdyby pisali jak najmroczniejsze kawałki, to zwykli optymiści, którzy wierzą, że kulka w głowę, albo cyjanek potasu, może rozwiązać ich problem…
    Jeszcze raz przepraszam, a tym którym nie spodobał się zbyt brutalny wiersz w ramach przeprosin chciałbym zadedykować wiersz Ligottiego, ale to w innym poście, bo przyznam, że nie jestem pewny, być może też jest zbyt mocny, w innym co prawda stylu …
    • Mam szczególny plan dla tego świata
      Gdy wszyscy, których kiedykolwiek kochałeś, wreszcie przeminą
      Gdy wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłeś, zostanie wreszcie dokonane
      Gdy wszystkie twe koszmary zostaną na moment zasłonięte
      Jakby przez lśniący, bezmózgi znak
      czy oślepiające zaćmienie licznych upiornych kształtów tego świata
      Będąc spokojnym i radosnym
      i nareszcie całkowicie sam
      wtedy w wielkiej nowej ciemności
      Wreszcie wypełnisz swój szczególny plan
      Trzeba mieć plan, rzekł ktoś kto osunął się w cienie
      I kto, jak wierzyłem, skonał lub śnił
      Wyobraź sobie, rzekł, całe mięso które jest pożerane
      Zęby weń się wdzierające
      Język delektujący się jego smakiem
      oraz głód tego smaku
      A teraz odsuń to mięso, powiedział
      Zabierz zęby i język
      Smak i głód
      Odsuń to wszystko jakim jest
      To był mój plan
      mój własny, szczególny plan dla tego świata
      Słuchałem tych słów, nie zastanawiało mnie jednak wcale
      czy ta istota o której myślałem że nie żyje czy śpi, kiedykolwiek urzeczywistni tę wizję
      choćby w swych najgłębszych snach
      albo najtrwalszej śmierci
      ponieważ słyszałem wcześniej o takich planach, takich wizjach
      i wiedziałem, że nie sięgają one dostatecznie daleko
      bo to, bez czego żaden plan nie ma racji bytu
      musi przekraczać język i zęby i głód i mięso
      musi przekroczyć kości i sam proch z kości i sam wiatr nadciągający by rozwiać ten proch
      I tak począłem unaoczniać mrok, który istniał na długo przed ciemnością nocy
      i dziwacznie błyszczące światło
      Nie będące nic winne światłu dnia
      Tamten dzień mógł wydawać się jak wiele innych dni
      po raz kolejny czuliśmy drobne pełzające drżenie
      po raz kolejny oplatał nas wielki zgrzytający lęk
      Lecz ten dzień nie będzie miał po sobie kolejnych
      Ani nie nastąpią po nim żadne kolejne światy jak ten
      ponieważ mam plan
      Nader szczególny plan
      Żadnych więcej światów jak ten
      Żadnych więcej dni jak ten
      Można umrzeć na zaledwie cztery sposoby, powiedział mi kiedyś diabelski duch
      jest umieranie które następuje względnie gwałtownie
      jest umieranie które następuje względnie stopniowo
      jest umieranie które następuje względnie bezboleśnie
      jest śmierć która jest pełna bólu
      takoż różnymi sposobami są one złączone:
      nagła i stopniowa
      bezbolesna i bolesna
      by dać nie więcej jak cztery sposoby by umrzeć
      i nie ma żadnych innych
      Nawet kiedy głos przestał mówić
      nasłuchiwałem, czekając aż odezwie się ponownie
      i po minionych godzinach i dniach i latach
      ciągle nasłuchiwałem dalszych słów
      lecz słyszałem jedynie echo dudniące na granicy słyszenia, przypominające mi
      nie ma żadnych innych
      nie ma żadnych innych
      Czy to wtedy właśnie zacząłem budować dla tego świata
      Szczególny plan?
      Nie ma sposobu na ucieczkę z tego świata
      wnika on nawet w twój sen
      I stanowi jego substancję
      Jesteś schwytany w swe własne śnienie
      w którym nie ma przestrzeni
      przetrzymywany na wieczność w miejscu, w którym nie istnieje czas
      Nie możesz uczynić nic, czego nie kazano ci zrobić
      I nie ma nadziei na ucieczkę z tego snu
      Który nigdy nie był twój
      Same nawet słowa które wypowiadasz stanowią tylko jego słowa
      A mówisz jak zdrajca
      Poddany jego nieustannym torturom
      Jest wielu, którzy mają zamysł dla tego świata
      I śnią o dzikich i rozległych reformacjach
      Słyszałem jak mówią przez sen
      o eleganckich mutacjach
      i przebiegłych anihilacjach
      Słyszałem jak szepczą po rogach koślawych domów
      i w alejkach, i ciasnych tylnych uliczkach tego koślawego, zgrzytającego wszechświata
      które to Oni poprzez ich Nowe Zamysły przemieniliby w proste i zgrabne
      lecz każdy z tych nowych i pochopnych zamysłów
      jest w swym sercu pomylony
      jako że postrzegają oni świat jakoby był jedyny i niepowtarzalny
      kiedy ten jest jednym z wielu, niepoliczalnych innych
      a jego wszystkie koszmary dawno zostały już poprzedzone
      jak w ohydnym ogrodzie wyhodowanym z jednego ziarna
      Słyszałem tych śniących mówiących przez sen
      I stoję gotów, czekając na nich
      Jak zaciemniony szczyt spiralnych schodów
      Nic o mnie nie wiedzą
      Ani o tajemnicach mego szczególnego planu
      Podczas kiedy ja znam ich każdy koślawy, zgrzytający krok
      Był to głos kogoś, kto czekał na mnie pośród cieni
      Spoglądając na księżyc czekał aż skręcę na rogu
      wejdę w ciasną uliczkę
      i stanę z nim w tępej poświacie księżyca
      Rzekł wtedy do mnie
      Szepnął
      Że mój plan był oparty na błędnym założeniu
      Że mój szczególny plan dla tego świata był przeraźliwą pomyłką
      ponieważ, rzekł, nie ma nic do zrobienia, ani miejsca, do którego można pójść
      Nie istnieje nic czym można być, ani nikt, kogo można poznać
      Twój plan to pomyłka, powtórzył
      Ten świat to pomyłka, odparłem
      Dzieci zawsze za nim szły
      Jak tylko zobaczyły jak przechodzi
      śmieszny chód
      śmieszny człowiek
      śmieszny śmieszny śmieszny człowiek
      czasem sprawiał że się śmiały
      rozśmieszał je czasem o tak
      o tak o tak o tak
      o, jakże pękały ze śmiechu
      pewnego dnia zabrał je w pewne miejsce
      znał pewne szczególne miejsce
      i opowiedział im tam rzeczy o tym świecie
      tym śmiesznym śmiesznym śmiesznym świecie
      które sprawiły, że czasem się śmiały
      rozśmieszał je, o tak
      o tak o tak o tak o tak
      o, jakże pękały ze śmiechu
      wtedy ten śmieszny człowiek, który ich tak rozbawił
      rozśmieszał czasem, o tak
      odkrył przed nimi swój szczególny plan
      jego nader szczególny śmieszny plan
      wiedząc że zrozumieją
      i może czasem się uśmieją
      rozśmieszył je
      uśmiały się, o tak
      o tak o tak o tak o tak
      Źrenice rozszerzyły się pod ich powiekami
      o, i jakże pękały ze śmiechu
      Pierwszych faktów nauczyłem się od szaleńca
      w ciemnym i cichym pomieszczeniu, które czuć było zatęchłym czasem i przestrzenią
      Nie ma żadnych ludzi
      Nic takiego nie istnieje
      Człowiek to nic więcej niż suma ciasno zwiniętych warstw iluzji
      Z których każda unosi się na skrzydłach ostatecznego obłędu:
      Przekonania, że istnieją jakieś osoby
      Podczas kiedy wszystko co może być, to bezmyślne lustra
      Które śmieją się i wrzeszczą, paradując w tę i z powrotem
      w swym bezkresnym śnie
      Lecz gdy spytałem szaleńca czym jest ów sen
      Ten zaklął się we wnętrzu tych luster
      Maszerujących bez końca w zatęchłym czasie i przestrzeni
      Spojrzał tylko z uśmiechem
      Potem zaśmiał się i wrzasnął
      A w jego czarnych, pustych oczach
      Ujrzałem przez sekundę, jak w lustrze
      Kształt cienia boskości
      W locie z zatęchłej nieskończoności
      Czasu i przestrzeni, a co najgorsze
      Ze snów tego świata
      Mego planu dla śmiechu
      I wrzasków
      Udaliśmy się by zobaczyć małe przedstawienie
      Wystawiane w starej szopie
      za rogiem miasta
      Początkowo wszystko zdawało się być w porządku
      Miniaturowa kurtyna migotała w ciemnościach
      Kiedy te marionetki podrygiwały przed nami ze swymi sznurkami
      Początkowo wszystko zdawało się być w porządku
      Lecz wtedy nadszedł subtelny punkt zwrotny, dojrzany przez niektórych
      I sam mogłem być tym
      Który mógł po cichu opuścił przedstawienie
      Nie zrobiłem tego jednak
      Ponieważ widziałem dokąd rzeczy zmierzają
      Kiedy wygłupy tych lalek stały się dziwne
      Ich delikatne sznurki naprężyły się wraz z
      drobnymi pociągnięciami ich drobnych kończyn
      Zszokowani ludzie w okół mnie
      Odwrócili się i porzucili przedstawienie
      Wystawiane w starej szopie
      Za rogiem miasta
      Ja jednak chciałem być świadkiem tego, co nie mogło nigdy być
      Chciałem ujrzeć to, co nie mogło być ujrzane
      Ten absolutny moment ostatecznej katastrofy
      Marionetki zwróciły się, by spojrzeć swemu panu w oczy
      Był zmierzch, stałem w grobowej mgle przepastnego, pustego budynku
      Kiedy ciszę wypełnił wibrujący głos:
      Wszystkie rzeczy tego świata, rzekł
      To jedna zaledwie zasada
      dla której nie ma słów
      Są one większą częścią, która miała początek i będzie miała swój koniec
      I dla której słowa zostały stworzone jedynie po to, by mówić o
      drobnych, złamanych bytach tego świata, rzekł
      Początki i zakończenia tego świata, rzekł
      dla których słowa zostały poczęte tylko, by o nich mówić
      A teraz zabierz te słowa i wszystko co po nich pozostaje, prosi mnie
      Kiedy to stałem w mroku przepastnego, pustego budynku
      Lecz nie odpowiedziałem
      Pytanie odbijało się echem dalej i dalej
      Lecz ja trwałem w milczeniu, aż echo umarło
      I kiedy zmierzch obrócił się w południe, poczułem jak mój
      Specjalny plan, dla którego nie ma słów
      Rusza w kierunki większej ciemności
      Istnieje kilku, którzy nie posiadają głosu
      ani nic co kiedykolwiek przemówi
      z powodu rzeczy, które wiedzą o tym świecie
      i rzeczy, które wyczuwają o tym świecie
      z powodu myśli które wypełniają ich mózg
      Który jest uszkodzonym mózgiem
      z powodu bólu który wypełnia ich ciało
      które jest uszkodzonym ciałem
      istniejącym w innych światach
      niepoliczalnych innych światach
      Z których każdy stoi sam w nieskończonej pustej czerni
      Dla której żadne słowa nie zostały ustalone
      I w której żaden głos nie jest w stanie mówić,
      kiedy mózg wypełniony jest tylko uszkodzonymi myślami
      kiedy uszkodzone ciało jest wypełnione tylko bólem
      I które trwa samo, w świecie otoczonym przez nieskończoną pustą czerń
      W świecie dla którego nie ma żadnego specjalnego planu
      Gdy wszyscy, których kiedykolwiek kochałeś, wreszcie przeminą
      Gdy wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłeś, zostanie wreszcie dokonane
      Gdy wszystkie twe koszmary zostaną na moment zasłonięte
      Jakby przez lśniący, bezmózgi znak
      czy oślepiające zaćmienie licznych upiornych kształtów tego świata
      Będąc spokojnym i radosnym
      i nareszcie całkowicie sam
      wtedy w wielkiej nowej ciemności
      Wreszcie wypełnisz swój szczególny plan
      Thomas Ligotti
      tłumaczenie: Zaćmienie.org

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...