Archiwum bloga

poniedziałek, 11 grudnia 2017


Czarne jezioro, czarna łódź


Przekraczając wodę
Sylvia Plath
Czarne jezioro, czarna łódź, dwaj czarni, tnący-papier ludzie.
Gdzie czarne drzewa idą się tutaj napić?
Ich cienie muszą przykryć Kanadę.
Słabe światło filtruje wodne kwiaty.
Ich liście nie życzą sobie byśmy się śpieszyli:
Są zaokrąglone i płaskie i pełne niezrozumiałej porady.
Zimne światy trzęsą się od wiosłowania.
Duch czerni jest w nas, jest w rybach.
Gałąź podnosi bladą rękę na pożegnanie,
Występuje w głównej roli otwarta między liliami.
Nie jesteś oślepiony przez takie syreny bez wyrazu?
To jest cisza zdumionych dusz.

Strach – Kornelia się boi


Strach
Georg Trakl
Ujrzałem siebie, szedłem przez komnaty.
– Tańczyły gwiazdy na niebieskim tle,
Po polach i ugorach głośno psy szczekały,
A w drzew konarach dziko szalał fen.
Lecz nagle: cisza! I w gorączce głuchej
Trujących kwiatów z ust mi rośnie pęk,
Z gałęzi kapie jakby z rany zgubnej
Błyszcząca rosa, tak jak krew, jak krew.
I ze zwierciadła zwodniczego próżni
Podnosi z wolna w mroku się szarówki,
Z głębokich cieni to oblicze: Kain!
Portiera aksamitna cicho szumi,
Przez okno księżyc niemo patrzy w próżni,
Sam jestem z tym mordercą moim znanym.
 przeł. Andrzej Lam

Akrobaci Kierkegaarda



István Kovács
Akrobaci Kierkegaarda
To nie jest niebo, nie błogosławi deszczem,
nie jest rajem zmartwychwstań,
nie jest jurtą
zdobytej przez ludzkość ojczyzny.
Znak na jego rozpiętym zenicie
to tylko hak paragrafu,
schizofreniczna kotwica nadziei -
wbita w nasze gardła.
Kołyszemy się
nad dyszącymi arenami,
pobrudzeni przez plamy na Słońcu,
pod nami
morze,
skalista góra,
piasek,
klingi S. O. S.-ów przebijają nam stopy,
pachwiny,
płuca.
Nadchodzą zwinni połykacze noży,
klauny;
na ich czapeczkach dzwoneczki noży,
które zagłuszają
rozkładający się w mózgu trzask broni.
Kołyszemy się
nad dyszącymi arenami,
w czas
ust Jonaszowej ryby,
wielkich mędrkowań
i polowań wielkich.
Kołyszemy się
„przy ogólnym śmiechu mądrych”,
„tak właśnie koniec świata nastąpi”.
Nie myślcie,
że „to tylko żart”,
nie myślcie, że to tylko rzężenie poezji.
przeł. Bohdan Zadura

Nasz upadek



Janos Pilinszky
OMEGA
Nasz upadek wszystko murem
otoczy na chwilę i na zawsze.
Poduszka twardsza będzie od skały,
a ciała cięższe od śmietniska.
Po to żyjemy. Może nawet
po to przychodzimy na świat.

Tłum. Szczepan Woronowicz

Blues z nieuchronną śmiercią





                                 Wystan Hugh Auden    

Miłe Panie, Panowie, którzy tu siedzicie,
Grzaniem krzeseł i czuciem, jedzeniem i piciem,
Myśleniem i czerpaniem oddechu zajęci,
Obok kogo siedzicie? Może obok Śmierci.Jak stąpająca lekko biuściasta blondyna,
Śmierć zerka na was w metrze, w kolejce do kina.
Żonaty czy kawaler, stary czy młodzieniec,
Będziesz się przed nią płaszczył na każde skinienie.Myślisz, że jesteś sprytny. A śmierć jest gliniarzem,
Pośle ci kulę w serce, na krześle usmaży.
Pracuje może wolno, lecz w końcu cię złowi,
Za samą zbrodnię bycia powitym, mój drogi.
Śmierć jako lekarz stopnie dostaje najwyższe,
Nie pobiera opłaty, świat ma na rozpisce.
Osłucha cię i powie: „Jest źle, słyszę oddech,
Lecz zaradzimy temu, nie martw się, mój chłopcze.”
Śmierć do waszych drzwi puka, by nieruchomości
Sprzedawać, co nie stracą nigdy na wartości:
To łatwe i wygodne, w starym świecie. Złożysz
Podpis na przerywanej (nieważne dochody).
Śmierć jako nauczyciel nie ma sobie równych,
Jej słowa pojmie każdy uczeń, nawet durny.
Wykłada tylko jedną dziedzinę: Mogiłę.
Lecz nikt nie chce wyjść z klasy, nikt nie siada tyłem.
Zatem czy stoisz w deszczu zupełnie spłukany,
Czy wygrywasz w pokera, spijając szampany,
Śmierć za tobą ruszyła, śmierć na ciebie czyha.
Już jutro jej wyglądaj. A może już dzisiaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...