Czemu tutaj żyć muszę?
Pieśń uschniętego drzewa pomarańczy
Dla Carmen Morales
Federico García Lorca
Drwalu.
Cień mój zetnij.
Jak mam żyć bez pomarańcz?
Uwolnij mnie z tej męki.
Czemu tutaj żyć muszę?
Dzień mnie obraca w zwierciadłach,
a noc mnie naśladuje
we wszystkich swoich gwiazdach.
Chcę żyć, nie widząc siebie.
Niech w mych snach pajęczyny
i mrówki będą liśćmi
i ptakami moimi.
Drwalu.
Cień mój zetnij.
Jak mam żyć bez pomarańcz?
Uwolnij mnie z tej męki.
Przełożyła Irena Kuran-Bogucka
Komentarz Kornelii: Wiersz wspaniały, absolutnie depresyjny, przesycony beznadziejnością, perfekcyjna alegoria mojego pozbawionego sensu, uczuć, powodów, radości, bytu.
Czemu tutaj żyć muszę?
Dzień mnie obraca w zwierciadłach
w lustrach, w których widzę swą bezbrzeżną żałosność.
Uschłe drzewo bez pomarańczy – dla niektórych symbol rozpaczy kobiety bezpłodnej. Rozumiem, że dla licznych bezdzietnych niewiast to tragedia, co sądzę o mechanizmie i urokach prokreacji, rozsądnie przemilczę.
Dla mnie ten wiersz jest właśnie obrazem ostrej depresji, egzystencji jałowej, gorzkiej, daremnej, przedstawienie martwoty, śmierci za życia. Nawet nie śnię o pomarańczach czy liściach.
Drzewo wzywa drwala, ja tez nie mam odwagi sama się zabić, z powodów, które już wyłuszczałam. Nie będę spieszyć się przed trybunał, który i tak mnie nie minie.
Przypominam sobie kazanie pewnego pryncypialnego księdza podczas rekolekcji wielkopostnych: „Tam od razu ściągną ci portki, tam nikt nie będzie rozmawiał”.
Ale tęsknię za drwalem. Nie mam nawet zgromadzonych zapasów tabletek, musiałabym chodzić do lekarza, a nie chce mi się. Właściwie pigułki szczęścia czekają w aptece, ale nie wiem czy wystarczy, ponadto wiele jest już przeterminowanych, mogą nie zadziałać.
Żywię nadzieję, że gdy moją twarz oplotą już głębokie zmarszczki, dostępna będzie eutanazja bez recepty, tak dziś jak tabletka „dzień po”.
Zastanawiam się, czy gdybym pokazała w Belgii ten blog na dowód, że cierpię udręki psychiczne bez widoków na wyleczenie, to by mnie uśpili.
Ale wiersz cudny.
Przejeżdżam dziś do mamusi i tatusia, wypiję wino, prześpię w ciszy weekend. Cóż mogę uczynić więcej? Pójdę i jeszcze trochę wezmę kilka oddechów.
Przypomina mi się smętna refleksja Emila Corana. „Wałęsam się wśród dni jak dziwka w świecie bez trotuarów”. W dzisiejszym świecie filozof ciemności nie miałby racji: Nowoczesna córa Koryntu nie potrzebuje trotuarów, internet wystarczy. Mogłabym opowiedzieć o tym niejedną bajkę. Ale myśl znakomita, tak do mnie pasująca, jakbym sama ją napisała. Kora, dziwka w świecie bez trotuarów…
Przykre, że postrzegasz siebie jako istotę żałosną. I nie rozumiem, dlaczego, z jakiego powodu. Nawet na uschniętej gałęzi może zakiełkować listek nadziei, nawet uschnięte drzewa wypuszczają świeże pędy na wiosnę. I to nie nadziei na śmierć, lecz na … życie. Bez sensu muszą brzmieć te wszystkie słowa pisane przez kogoś takiego, jak ja. Ale naprawdę wierzę, że w Twoje istnienie nie jest stracone. Zbyt surowo siebie osądzasz …
Ogrzej się w atmosferze rodzinnego domu. I może nie rozmyślaj tak wiele. Czasem myślenie bywa jak samobiczowanie średniowiecznych pokutników.