Archiwum bloga

niedziela, 10 grudnia 2017



Halucynacja


Dora Gabe

Halucynacja
  Dora Gabe


Siedzę w sercu zegara, śledzę sekundy, minuty i godziny i widzę, jak kołem toczą się miesiące. Na zewnątrz biją w moje okno dźwięki, tony, dzwonienia, brzęczy w niebie samolot, wystrzelona rakieta w tej chwili się unosi wokół ziemskiej orbity i swój własny czas ściga. Czemu tu trwam nieruchoma z moją myślą wbitą jak wróbel pod strzechę? Już nie mogę dłużej, nie chcę powolnego ruchu czasu mierzonego sekundami, kiedy nawet rzucony kamień rwie się do lotu! Łokciami rozbiję ściany zegara, polecę i niech mnie wyciągną spod tramwaju, ze zwieszonymi rękami, z odrzuconą głową, z próżnym sercem, w którym już nie ma ani wskazówek, ani czasu…
tłum. z bułgarskiego Jan Zych

Nie ma dla mnie okrętu

 Miasto
Konstandinos Kawafis

Powiedziałeś: „Pojadę do innej ziemi, nad morze inne.
Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś lepsze miejsce.
Tu już wydany jest wyrok na wszystkie moje dążenia
i pogrzebane leży, jak w grobie, moje serce.
Niechby się umysł wreszcie podźwignął z odrętwienia.
Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnę,
ruiny mego życia czarne
widzę, gdziem tyle lat przeżył, stracił, roztrwonił”.
Nowych nie znajdziesz krain ani innego morza.
To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach
będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją.
Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach
Nie ma dla ciebie okrętu – nie ufaj próżnym nadziejom –
nie ma drogi w inną stronę.
Jakeś swoje życie roztrwonił
w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.

Lecz gdy tak wielu zmarło


Lecz gdy tak wielu zmarło, tak wielu i w takim tempie, Żadne miasto nie czekało na ofiary.
Odkręcali tabliczki z roztrzaskanych drzwi I zabierali je razem z trumnami.
Potem place i parki wypełniło krasomówstwo młodziutkich cmentarzysk:
Zapach świeżej ziemi, prowizoryczne krzyże
I wszystkie nieprawdopodobne napisy w brązie i emalii.

James Fenton
Tłum. Jerzy Jarniewicz

Życie jest powieścią idioty



Powieść idioty



Życie współczesne jest to powieść idioty;

płaskie jak deski, z fryzowaną głową,

kobiety bezpłciowe, przesiąknięte chemią

i roztrzęsione mięczaki — młodzieńcy jeszcze bardziej bezpłciowi

i higieniczne dzieci w wielkich kadłubach wózków, podobnych do trumien.

Wielki zbiorowy idiota, wyznać to trzeba,

mówi nudne, bez sensu, brzydkie opowieści

i powtarza się niby strumień wody spuszczanej z W.C.
 
David Herbert Lawrence


Metro czyli poranna makabra


Metro
Codziennie wchodzę do trumny
wraz z innymi ludźmi, których nie znam.
Naprędce wbijam gwoździe
we własną trumnę…
A potem jadę w stronę miasta,
by zostać żywcem pogrzebanym.

Sakamoto Etsuro

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...