Skok z miejskiego horyzontu
David Harsent
Pierwszy krok
i jego twarz znalazła się w słońcu.
Odwracając się, spadł
przez lustrzaną salę
gdzie jego powieki posrebrzyły się
i blask
przebiegł po twarzy
jak światło na morzu.
To była chwila
ostatniego spojrzenia na niebo:
pęknięty błękit i chmury
jak ciemne kałuże zalewające jego inne życia.
Przełożył Jarosław Anders
Strzępy I
„…maszt z wikliny, nie złamie go burza…”
Komentarz Kornelii: To są strzępy wspomnień. Podejmuję wysiłki w celu powstrzymania postępującego rozpadu osobowości. Nie wiem, kim jestem. Próbuję ocalić fragmenty przeszłości, przypominając sobie fragmenty wierszy, które mi czytano, kiedy byłam bardzo mała.
Nie płacz już więcej!
Motyl trupia główka
Melancholia
Vladimír Reisel
Zamyślona jak Erynia
W melancholijnym tańcu
Jesteś jak kometa uwieszona na palcach wierzb płaczących
Jesteś jak grób
W który trumnę składają jak perły słowika
W którego wrzucamy wszystko
Swoje życie
Klepsydrę smutku
Granice spleenu
Jesteś jak błyskawica która wryła się w noc
Jesteś jak sama noc
Jak klamra snu
Brązowa zielona bladawa i niebieska
Pogorzelisko miłości
Trupia główka motyl który już nigdy nie wróci
Przełożyła Danuta Abrahamowicz
Niech krwawię, albo niech zasnę!
Maki w lipcu
Sylvia Plath
Maki, małe płomyki piekła,
Czy nie zrobicie mi krzywdy?
Płoniecie. Nie mogę was dotknąć.
Wkładam ręce między płomienie. Nie parzą.
Męczy mnie patrzenie na was,
Kiedy tak płoniecie, pomarszczone i jasnoczerwone jak skóra na wargach.
A wargi właśnie krwawiły,
Zakrwawione spódniczki!
Są opary, których dotknąć nie mogę.
Gdzie są wasze leki makowe, gdzie wasze mdlące kapsułki?
Niech krwawię, albo niech zasnę!
Niechby na taką ranę przystały moje usta!
Lub wy sączcie we mnie swoje soki, w tej szklanej kapsułce
Upijcie mnie i uciszcie.
Ale bez barwy. Bez barwy.
Przełożyła Julia Hartwig
Martwe
BARKA GRUZU
Paul Celan
Godzina wody, barka gruzu
przewozi nas do wieczoru, nam,
jak jej, się nie śpieszy, martwe
Dlaczego stoi na rufie.
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
Odciążone. Płuco, meduza
rozdyma się do dzwonu, brązowa
wypustka duszy osiąga
jasno oddychające Nie.
Przełożył Ryszard Krynicki
Paul Celan
Godzina wody, barka gruzu
przewozi nas do wieczoru, nam,
jak jej, się nie śpieszy, martwe
Dlaczego stoi na rufie.
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
Odciążone. Płuco, meduza
rozdyma się do dzwonu, brązowa
wypustka duszy osiąga
jasno oddychające Nie.
Przełożył Ryszard Krynicki
Nic nie zostanie z tych wszystkich ludzi
Letnie wakacje
Robinson Jeffers
Kiedy rozlega się słońce i jest mrowie ludzi,
Przychodzą na myśl wiek kamienia, wiek brązu
I wiek żelaza; kruchy metal żelazo;
I stal jak żelazo niestała; miasta spiętrzone po niebo
W plamy rdzy się obrócą na pagórkach ruin.
Korzenie nieprędko przebiją sobie drogę,
Ale w deszczu łaskawym znajdą ocalenie.
Wtedy nic nie zostanie z wieku żelaza
I wszystkich tych ludzi, chyba tylko kość jakaś gdzieniegdzie, wiersz
W umyśle świata ugrzęzły, szklane drzazgi
W pagórkach śmietnisk, betonowa tama hen w górach…
Przełożył Zygmunt Ławrynowicz
Robinson Jeffers
Kiedy rozlega się słońce i jest mrowie ludzi,
Przychodzą na myśl wiek kamienia, wiek brązu
I wiek żelaza; kruchy metal żelazo;
I stal jak żelazo niestała; miasta spiętrzone po niebo
W plamy rdzy się obrócą na pagórkach ruin.
Korzenie nieprędko przebiją sobie drogę,
Ale w deszczu łaskawym znajdą ocalenie.
Wtedy nic nie zostanie z wieku żelaza
I wszystkich tych ludzi, chyba tylko kość jakaś gdzieniegdzie, wiersz
W umyśle świata ugrzęzły, szklane drzazgi
W pagórkach śmietnisk, betonowa tama hen w górach…
Przełożył Zygmunt Ławrynowicz
Na nagim kamieniu, kilka martwych
Kamieniarz
Tom Paulin
Kiedy pracuje obok cmentarza
W oświetlonym oknie warsztatu,
Cyzelując daty i nazwiska
Na tanich marmurowych płytach,
Jego potulna siła drażni nas.
Odwrócony tyłem do ulicy,
Żłobi w nich tę miłość
Którą umarli nie mogą się przejąć,
W swoim spranym drelichu
Jest bardziej funkcją
Niż sobą. Ludzie
Przywykli do niego
Kiedy tak ślęczy pilnie
Złocąc wycięte litery,
Wystawiony na pokaz, kamieniarz.
Doris, Ukochana Żona
I matka albo ŚP.
Agnes, ich imiona należą
Do wszystkich, ale zapominamy o nich,
Przelotnie dostrzegając tkliwość
Na nagim kamieniu, kilka martwych;
Lub, kiedy ruch gaśnie,
Słysząc jak z zakładu pogrzebowego
Obok, dyskretne postukiwanie
Wtóruje jego uważnemu kuciu.
Przełożył Piotr Sommer
Smak umierającej krwi
Erik Lindegren
I
w sali zwierciadeł gdzie nie tylko Narcyz
na kolumnie rozpaczy bez zdrady tronuje
i karmi pierś wieczności z grymasem na twarzy
nieogarniętych możliwości kraj
w sali zwierciadeł gdzie jedno skryte łkanie
oszczepem skrzyżowanym wychodzi naprzeciw
i zamienia powietrze w pył i ślubowanie
który ze wszystkich okien na całe miasto leci
w sali zwierciadeł czyn tłoczony w blasze
i tak jak jeniec niesiony w standardowej piersi
gdzie słowo harakiri ma wybuchów blask
smak trąb rozbitej porcelany i umierającej krwi
w sali zwierciadeł gdzie jeden jest tłumem
a jednak chce upadać jak rosa na grób czasu
Przełożył Zbigniew Herbert
Giniemy, znikamy w błocie
Gábor Zsille
Jak ziarnka piasku przelatujemy
przez sita pamięci. Płaczesz, będziemy iłem.
Z nadejściem zmierzchu samotność wieńczy
nam czoła lękiem. Gdy zmierzch narasta,
wiatr rzeźbi zmarszczki na czole, mgła
zapisuje kronikę. Jak ziarenko gorczycy
otwiera nam się bok, giniemy, znikamy w błocie.
Przełożył Jerzy Snopek