Archiwum bloga

środa, 13 grudnia 2017

Jak ciemne kałuże



Skok z miejskiego horyzontu

David Harsent
Pierwszy krok
i jego twarz znalazła się w słońcu.
Odwracając się, spadł
przez lustrzaną salę
gdzie jego powieki posrebrzyły się
i blask
przebiegł po twarzy
jak światło na morzu.
To była chwila
ostatniego spojrzenia na niebo:
pęknięty błękit i chmury
jak ciemne kałuże zalewające jego inne życia.

Przełożył Jarosław Anders

Strzępy I


„…maszt z wikliny, nie złamie go burza…”
Komentarz Kornelii: To są strzępy wspomnień. Podejmuję wysiłki w celu powstrzymania postępującego rozpadu osobowości. Nie wiem, kim jestem. Próbuję ocalić fragmenty przeszłości, przypominając sobie fragmenty wierszy, które mi czytano, kiedy byłam bardzo mała.

Motyl trupia główka


Melancholia

Vladimír Reisel

Zamyślona jak Erynia
W melancholijnym tańcu
Jesteś jak kometa uwieszona na palcach wierzb płaczących
Jesteś jak grób
W który trumnę składają jak perły słowika
W którego wrzucamy wszystko
Swoje życie
Klepsydrę smutku
Granice spleenu
Jesteś jak błyskawica która wryła się w noc
Jesteś jak sama noc
Jak klamra snu
Brązowa zielona bladawa i niebieska
Pogorzelisko miłości
Trupia główka motyl który już nigdy nie wróci
Przełożyła Danuta Abrahamowicz

Niech krwawię, albo niech zasnę!


Maki w lipcu

Sylvia Plath

Maki, małe płomyki piekła,
Czy nie zrobicie mi krzywdy?
Płoniecie. Nie mogę was dotknąć.
Wkładam ręce między płomienie. Nie parzą.
Męczy mnie patrzenie na was,
Kiedy tak płoniecie, pomarszczone i jasnoczerwone jak skóra na wargach.
A wargi właśnie krwawiły,
Zakrwawione spódniczki!
Są opary, których dotknąć nie mogę.
Gdzie są wasze leki makowe, gdzie wasze mdlące kapsułki?
Niech krwawię, albo niech zasnę!
Niechby na taką ranę przystały moje usta!
Lub wy sączcie we mnie swoje soki, w tej szklanej kapsułce
Upijcie mnie i uciszcie.
Ale bez barwy. Bez barwy.
Przełożyła Julia Hartwig

Martwe

BARKA GRUZU

Paul Celan

Godzina wody, barka gruzu
przewozi nas do wieczoru, nam,
jak jej, się nie śpieszy, martwe
Dlaczego stoi na rufie.
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
Odciążone. Płuco, meduza
rozdyma się do dzwonu, brązowa
wypustka duszy osiąga
jasno oddychające Nie.
Przełożył Ryszard Krynicki

Nic nie zostanie z tych wszystkich ludzi

Letnie wakacje

Robinson Jeffers

Kiedy rozlega się słońce i jest mrowie ludzi,
Przychodzą na myśl wiek kamienia, wiek brązu
I wiek żelaza; kruchy metal żelazo;
I stal jak żelazo niestała; miasta spiętrzone po niebo
W plamy rdzy się obrócą na pagórkach ruin.
Korzenie nieprędko przebiją sobie drogę,
Ale w deszczu łaskawym znajdą ocalenie.
Wtedy nic nie zostanie z wieku żelaza
I wszystkich tych ludzi, chyba tylko kość jakaś gdzieniegdzie, wiersz
W umyśle świata ugrzęzły, szklane drzazgi
W pagórkach śmietnisk, betonowa tama hen w górach…
Przełożył Zygmunt Ławrynowicz

Na nagim kamieniu, kilka martwych


Kamieniarz

Tom Paulin

Kiedy pracuje obok cmentarza
W oświetlonym oknie warsztatu,
Cyzelując daty i nazwiska
Na tanich marmurowych płytach,
Jego potulna siła drażni nas.
Odwrócony tyłem do ulicy,
Żłobi w nich tę miłość
Którą umarli nie mogą się przejąć,
W swoim spranym drelichu
Jest bardziej funkcją
Niż sobą. Ludzie
Przywykli do niego
Kiedy tak ślęczy pilnie
Złocąc wycięte litery,
Wystawiony na pokaz, kamieniarz.
Doris, Ukochana Żona
I matka albo ŚP.
Agnes, ich imiona należą
Do wszystkich, ale zapominamy o nich,
Przelotnie dostrzegając tkliwość
Na nagim kamieniu, kilka martwych;
Lub, kiedy ruch gaśnie,
Słysząc jak z zakładu pogrzebowego
Obok, dyskretne postukiwanie
Wtóruje jego uważnemu kuciu.
Przełożył Piotr Sommer

Smak umierającej krwi


Erik Lindegren
I
w sali zwierciadeł gdzie nie tylko Narcyz
na kolumnie rozpaczy bez zdrady tronuje
i karmi pierś wieczności z grymasem na twarzy
nieogarniętych możliwości kraj
w sali zwierciadeł gdzie jedno skryte łkanie
oszczepem skrzyżowanym wychodzi naprzeciw
i zamienia powietrze w pył i ślubowanie
który ze wszystkich okien na całe miasto leci
w sali zwierciadeł czyn tłoczony w blasze
i tak jak jeniec niesiony w standardowej piersi
gdzie słowo harakiri ma wybuchów blask
smak trąb rozbitej porcelany i umierającej krwi
w sali zwierciadeł gdzie jeden jest tłumem
a jednak chce upadać jak rosa na grób czasu
Przełożył Zbigniew Herbert

Giniemy, znikamy w błocie

Agonia

Gábor Zsille

Jak ziarnka piasku przelatujemy
przez sita pamięci. Płaczesz, będziemy iłem.
Z nadejściem zmierzchu samotność wieńczy
nam czoła lękiem. Gdy zmierzch narasta,
wiatr rzeźbi zmarszczki na czole, mgła
zapisuje kronikę. Jak ziarenko gorczycy
otwiera nam się bok, giniemy, znikamy w błocie.

Przełożył Jerzy Snopek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...