Archiwum bloga

czwartek, 14 grudnia 2017

Kora bezdomna jesienią




Ach, Rilke… ten wiersz jest powszechnie znany, ale musiałam go tu zamieścić. W celu ubogacenia wpisu przedstawiam dwa tłumaczenia i oryginał…
W trzeciej zwrotce dwa pierwsze wersy powinny zgodnie z oryginałem brzmieć:

Kto nie ma domu, już go nie zbuduje
Kto jest samotny, długo nim zostanie….”

Ale nie podejmę próby przełożenia całości.
Ten wiersz budzi wzruszenie u wielu….Jest także o mnie…czy nie błądziłam po alejkach ogrodu botanicznego wśród opadających liści? Czytam, ale rzadko czuwam, nie piszę listów, tylko tworzę bez sensu aberracyjnego bloga. Może go wkrótce zamknę…Zapowiedzi jak zawsze szumne, ale w końcu się uda…


Dla mnie bezdomność to bardziej stan umysłu, brak poczucia bezpieczeństwa czy więzi z innymi, Mam troskliwych rodziców zaledwie 20 km stąd, ale jeżdżę do nich tylko wtedy, kiedy nie znajduję już pretekstu, aby odmówić. Moje uczucia rodzinne, podobnie jak wszelkie inne, nie istnieją. Albert Camus napisałby o mnie powieść: „Obca”.
Niedobrze się czuję tam, ale także w swoim mieszkanku, które nie jest dźwiękoszczelne i nie zapewnia mi spokoju…. Lęk ściga mnie wszędzie, dlatego nie mam domu i, bezsilna, już nie zbuduję…. Z palącą niecierpliwością czekam na jeszcze dłuższe noce i przede wszystkim nie mogę się doczekać zmiany czasu na zimowy. Wtedy może będzie mi lepiej, ogarną mnie makowe sny. W przeszłości zawsze ten przełom w pewnym stopniu mnie leczył… Ale może wcześniej podążę do lasu, położę się pod wielkim drzewem i niech pogrzebią mnie kolorowe liście i już nie wstanę…
A oto wiersze:

Dzień jesienny

Rainer Maria Rilke

Panie: już czas. Tak długo lato trwało.
Rzuć na zegary słoneczne twój cień
i rozpuść wiatry na niwę dojrzałą.
Każ się napełnić ostatnim owocom;
niech je dwa jeszcze ciepłe dni opłyną,
znaglij je do spełnienia i wpędź z mocą
ostatnią słodycz w ciężkie wino.
Kto teraz nie ma domu, nigdy mieć nie będzie.
Kto teraz sam jest, długo pozostanie sam
i będzie czuwał, czytał, długie listy będzie
pisał i niespokojnie tu i tam
błądził w alejach, gdy wiatr liście pędzi.
Przełożył Mieczysław Jastrun
**

Jesienny dzień

Panie: już czas. Tak silne było lato.
Już na słoneczne rzuć swój cień zegary,
a na rozłogach porozpuszczaj wiatry.
Rozkaż dojrzewać ostatnim owocom;
niech jeszcze słońce przez dwa dni im sprzyja,
aby nabrzmiały, i napędź z ochotą
ostatnią słodycz do ciężkiego wina.
Kto nie ma domu, już go nie zbuduje.
Kto jest samotny, już nie będzie inny,
ten będzie czuwał, czytał, pisał długie listy
i po alejach, kiedy mgła się snuje,
w smutku wędrował wśród pędzących liści.
Przełożył Andrzej Lam
**
Herbsttag

Rainer Maria Rilke

Herr, es ist Zeit. Der Sommer war sehr groß.

Leg deinen Schatten auf die Sonnenuhren,
und auf den Fluren lass die Winde los.
Befiehl den letzten Früchten, voll zu sein;
gib ihnen noch zwei südlichere Tage,
dränge sie zur Vollendung hin, und jage
die letzte Süße in den schweren Wein.
Wer jetzt kein Haus hat, baut sich keines mehr.
Wer jetzt allein ist, wird es lange bleiben,
wird wachen, lesen, lange Briefe schreiben
und wird in den Alleen hin und her
unruhig wandern, wenn die Blätter treiben.

2 myśli nt. „Kora bezdomna jesienią”

  1. Witaj Kornelio
    Przypomniałaś mi się dzisiaj swoim wpisem. Miałam przerwę, właściwie to jeszcze trwa. Czekam…. Wakacje się prawdopodobnie skończyły. / Piękny ten Rilke, ale mnie trochę rozłożył / Muszę go przenieść do siebie… tylko kiedy…tylu poetów czeka w kolejce. Poza tym unikam otwierania się poprzez poezję… nie zawsze mi się to udaje, nieraz coś przemycam.
    Przejęłam się Twoim wpisem,i NIEZNAJOMĄ STARSZĄ PANIĄ… Ale to może już jutro. Jest późno..
    Mimo depresji, która jak czytam prawie Cię nie opuszcza, przejmujesz się losem innych…Z tym się człowiek rodzi. Bardzo Cię za to lubię.
    Ps. Przekład Jastruna bardziej mi się podoba,
  2. Dlaczego założyłaś, że Twoja rozmówczyni z bloga nie żyje? Może istnieje jakiś sposób by się dowiedzieć… Jej blog jest świetny… aż się nie chce wierzyć, że ten wpis z kwietnia jest jej ostatnim. Szkoda, że nie wymieniłyście się adresami mailowymi. Ja 3 lata temu, po odejściu męża poprzez swój blog nawiązałam bliską, korespondencyjną znajomość z moim czytelnikiem, który znalazł się w podobnej sytuacji. 20 lat młodszy, więc bez żadnego podtekstu.. Te listy między nami to była mieszanka rozpraw naukowych / prawie /, zwierzeń o małżonkach, o tęsknocie za nimi, życiu, Bogu, literaturze, poezji, o wspólnych zainteresowaniach, a właściwie o wszystkim…. To mnie uratowało. Do tej pory mam jego adres, choć nie korespondujemy już… odpisywanie na listy zaczęło się robić obowiązkiem. Wymieniamy krótkie, okazjonalne wiadomości Dlaczego o tym piszę…. Bo gdy napotkałaś osobę nadającą na tych samych falach warto może było dowiedzieć się o niej coś więcej, choć to też nie wiele by dało. Jeśli Jej nie ma pozostanie tylko zagadka.
    Takich blogów urywających się nagle jest więcej w internecie… nie lubię ich, bo są martwe.
    Wiersz „Lament” piękny…. Prawie zawsze, nie wierzymy, że nasi bliscy, ukochani, nawet wrogowie mogą umrzeć, tylko to picie krwi – można je tłumaczyć na różne sposoby…. Również jako symbol, tylko czego?
    Poszukam poezji Muldoona. Wydaje mi się, że nic jego nie czytałam… a może
    Dlaczego pierwsze słowa w wierszu wypowiada mężczyzna, a dalej „ stara, sucha kobieta?” Czy złe tłumaczenie?
    Tu mam jeszcze jeden wiersz wpadający w nastrój Twojego bloga.
    Michał Maczubski
    Wyjęte z pamięci
    Wyjęte z pamięci lata wędrowania
    Znikają cierpieniem wartości prawd
    Pytania stawiane codzienności
    Odchodzą w nieskończoną dal
    Bez prawa do przyszłości
    Bez chwili pożądania dalszych lądów
    Żadna odpowiedź nie ogarnie człowieka
    Który przeczuwa, domyśla się, już wie
    Że może to ostatni wers
    Ostatni świt
    Zagląda w oczy samotności
    Wyjęte z pamięci krótkich dni
    Składane w darze litanią uczuć
    Cierpienie i czekanie
    Gorące pragnienie trwania
    Zimny przypływ nocy
    Konanie i odejście
    Czy kres zabierze wszystko z życia
    Czy każdy dotknie tajemnicy
    Przepraszam za mój ponury komentarz, chyba przez to zniknięcie Pani z blogu.
    Ostatnio zbyt dużo wokół mnie wcale nie tajemniczych zniknięć.
    Ale Ty Koro za wcześnie myślisz o tych ostatecznych sprawach. Daj sobie spokój.
    Nie wierzę mimo wszystko, że zupełnie nie umiesz cieszyć się chwilami, lub chwilkami.
    Pozdrawiam
    Donka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...