Archiwum bloga

czwartek, 14 grudnia 2017

Kornelia liczy na Putina




W moim blogu konsekwentnie unikam bieżących spraw tego świata, w którym jestem całkowicie obca, cierpiąca i znalazłam się w nim wbrew swej woli. Nie mówię też właściwie nic o ludziach, którzy są dla mnie jak parzące boleśnie meduzy. Poświęcam uwagę tylko własnym przeżyciom wewnętrznym, swym godnym pożałowania przygodom, a przeważnie tylko wstawiam wiersze. Tym niemniej z uwagi na niezwykłe znaczenie problemu postanowiłam dziś uczynić wyjątek. Wiele się znów ostatnio mówi o wojnie nuklearnej. Barbarzyński przywódca wielkiego, słowiańsko-azjatyckiego narodu, ludu, którego nie zdołali ucywilizować nawet jego wielcy poeci, grozi atomowym orężem. Cóż, nie miałabym nic przeciwko temu, żeby ten opętany żądzą władzy despota, przypominający zadżumionego szczura w ludzkim ciele, spopielił cały ten obrzydliwy świat wraz ze z mną. Co więcej, znam osoby, które żywią podobną nadzieję na unicestwienie ludzkości, dokonane przez naszych słowiańskich braci (siostry jak zwykle nie są pytane o zdanie).

Wiem, że jestem potworem, tym niemniej potworem obowiązkowym. Zdaję sobie sprawę, że prawie wszyscy ludzie, z wyjątkiem garstki psychopatów podobnych do mnie, cieszą się życiem. Mimo wypadkowego poobijania byłam dziś na spacerze, widziałam szczęśliwe pary trzymające się za ręce, rodziców ze śmiejącymi się dziećmi. Gdybym mogla, z pewnością powstrzymałabym nuklearną zagładę. Ale nie mogę powstrzymać własnych pragnień, myśli i marzeń. A oto stosowny wiersz:
Wiele słońc świeciło
Werner Aspenström
Wiele słońc świeciło ponad górą,
nieruchomo, kapiąc ogniem.
Jedno dziesięciokrotnie większe od innych
ogromniejsze, gniew
milczący i bezlitosny.
Ludzie spieszyli do chłodnego lasu.
Jak żałośnie biegli równiną:
mężczyźni w rozwianych płaszczach, kobiety
z garnkami i koszykami w objęciach,
dzieci, nic nie widzące i tańczące,
starcy błądzący tam i z powrotem.
A w lesie wszyscy spłonęli.
Mój brat i siostra byli pośrodku śmierci,
długo słyszałem skowyt mego pieska,
i nieustannie napływały nowe tłumy
ku tym przerażającym latarniom.
Przełożył Andrzej Krajewski-Bola

5 myśli nt. „Kornelia liczy na Putina”

  1. Jak nie nazwać psychopatką osobę pragnącą wojny atomowej!!!???
    Takie osobowości mam na myśli. Może pragnący końca świata bardziej matafizycznego są normalniejsi.
    Grubo przesadziłam z tym wpisem. Przeze mnie wariujesz????
    Podjęłam decyzję – 15 września, w rocznicę, biorę lekarstwa i wysadzam blog w powietrze. Nie mogę tak dłużej. Ty też uciekłaś na dwa miesiące przed komputerem, a ja z powodów zawodowych nie mogę.
    Podobno idą deszcze i burze. Widzisz coś takiego? Tutaj przerażająco jasno. Określiłabym tę pogodę bardzo nieładnym słowem.
  2. Nie, nie przez Ciebie! Nie o wpis chodzi! Dopadło mnie coś złego wewnętrznie, poza tym czuję się bardzo dotkliwie opuszczona przez kilka osób, z którymi przez ostatnie miesiące byłam bardzo blisko. W ogóle czuję się odrzucona, z każdej strony. Źle mi w sobie. I w świecie.
  3. Nie musisz wysadzać w powietrze bloga, zawsze możesz na niego wracać pomimo lekarstw. Wczoraj były burze, owszem, acz się z nimi minęłam. Jak nie możesz dłużej?
  4. Jakby były chmury, byłabym spokojniejsza. Nie ma żadnych? Wysłałam Ci prywatną wiadomość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...