Kołysanka
Dla Mercedes, umarłej
Federico García Lorca
Już cię widzimy w uśpieniu
Z drewna jest twoja łódź u brzegu.
Biała księżniczko nicości,
Śpijże, śpij w ciemnościach nocy!
Śnieżna ziemia, ciało śnieżne.
Śpijże, śpij, gdy świt nadejdzie!
Już się oddalasz w uśpieniu.
Mgłą i snem jest łódź twa u brzegu!
Przełożyła Irena Kuran Bogucka
Dzisiaj moja osoba fizycznie czuje się kiepsko, a więc i ton rozmowy jest inny. Wiesz, obolały człowiek nie ma siły pogardzać bliskimi, raczej szuka współczucia. Jakkolwiek sama wolałabym cierpieć cielesne katusze, duchowo czuję się dziś możliwie nieźle. Chwilowa przerwa od słownego poniewierania, a i zazdrość nie doskwiera, w momencie gdy ktoś leży w łóżku i się męczy. A ponieważ wiem, że to nic poważnego i wkrótce minie, to i martwić się nie mam czym.
Nie kupiłam książki. Wypożyczę z biblioteki, nie ma sensu gromadzić przedmiotów.
Miłej pracy, miłego dnia. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, zważywszy na stan ducha, w którym się znajdujemy – gdy raczej nic nie bywa miłe, a jedynie znośne.
To świetnie, że Ty się dziś masz dobrze. Rzeczywiście nie należy gromadzić przedmiotów, zwłaszcza, jak nie ma się ich gdzie trzymać ale ja bardzo lubię mieć nowe książki. Zamówię sobie nowy tomik wierszy Bukowskiego i coś przepiszę (aczkolwiek w ten sposób to blog nigdy się nie skończy)..
Mężczyzna jak jest nawet lekko chory to jest okazem cierpienia, szukającym współczucia i pielęgnacji, tak, że możesz wystąpić w roli miłosiernej Samarytanki, chociażby przez telefon.
Tak właśnie wyobrażałam sobie wiadomą instytucję i słodkie życie we wspólnocie. Właściwie mleczny komunizm powinien był stać się tematem zajęć, jako, że systematyczne przywłaszczanie sobie cudzego mleka i plądrowanie lodówki ma bez wątpienia bardzo zawiłe psychologiczne przyczyny, może nawet przemocowe.
Mercedes był prawdziwa, ale wspaniały hiszpański poeta wolał kochać się z mężczyznami (turpizm do kwadratu). Tym niemniej twórczość wprost boska. Wiersz niezwykły, oniryczny, mglisty i senny.
Pozdrowienia sobotnie
Od książek uginają się półki, ale uwielbiam mieć ich dużo, kocham ich zapach, szelest kartek. Lecz niektóre okresy w życiu nie sprzyjają chęci posiadania.
Tematem zajęć był inny komunizm – otóż niektórym ludziom zaczęła przeszkadzać spora grupka osób (do której należałam), żyjąca bardzo „wspólnotowo”. Nieco mi to ważyło nastrój i atmosferę, gdyż mam w sobie bardzo silną potrzebę chronienia tego, co emocjonalnie dla mnie ważne i jakieś wyolbrzymione poczucie lojalności.
Szkoda biednej Mercedes, skoro tak ewidentnie nie trafiała w preferencje poety.
Jestem pewna, że skoro twoja relacja jest chora, będziesz miała kilka spokojnych dni…
Rozumiem doskonale, że skoro skończyłaś analizować zawiłe losy Żwirka i Muchomorka, to na filozoficzną głębię Musierowicz jest najwyższy czas. Jakoś nie potrafię wracać do książek mojego dzieciństwa, chociaż większość z nich jest u rodziców. Jakby wyblakły, odpłynęły, straciły swój blask.
Tak, wyobrażam sobie te zwaśnione grupy, fakcje i koterie w sławnej instytucji leczniczej. I tak dobrze, że jakaś współlokatorka z pokoju, także przecież cierpiąca na ból świata, nie świsnęła Ci pasty do zębów
Wyjdź sobie trochę na spacer, tylko na ławce nie siedź, zimno. Wracam zaraz, może zdążę się przejechać.
Jeśli chodzi o książki z dzieciństwa, mam odmienne wrażenie – przechowują wszystkie dobre wspomnienia. Smaki, zapachy, emocjonalne stany. Dlatego nieraz z perspektywy czasu nie potrafię spojrzeć obiektywnie na ich wartość literacką, przez co polecam mojej Relacji, która po przeczytaniu krzywi się z niesmakiem, tudzież uśmiecha z pobłażaniem, wytykając mnóstwo wad, które mnie w ogóle nie przeszkadzają.
Oj, miałam ja świśnięte współlokatorki! Szczególnie jedną – gdy teraz o niej myślę, dochodzę do wniosku, że ona nie mogła mieć normy intelektualnej. Kiedyś wpadła do pokoju i z impetem zaczęła grzebać w koszach na śmieci. Na moje skonsternowane pytanie o przyczynę tegoż działania, wysyczała, że ktoś jej zabrał z lodówki monte i sprawdza, czy przypadkiem nie zjadł go ktoś z naszej sali. Innym razem oskarżyła mnie o kradzież avonowej mgiełki. Relacjonując swoje samopoczucie na zajęciach zawsze omawiała je w kontekście aktualnej pogody i poczynionych zakupów ubraniowych. Spazmatycznie płakała opowiadając, że gdy pracowała u zakonnic nie mogła nosić krótkich spódniczek i biżuterii. A w tym całym swoim antypatycznym zachowaniu, starała się być lubiana – jednego dnia powiedziała mi, że skoro ja czytam, a ona nie, to da mi kilka książek, które akurat ma w domu, bo jej i tak są niepotrzebne. I dała – nastolatkową sagę o wampirach, najwidoczniej wychodząc z założenia, że jeśli ktoś czyta, to wszystko mu jedno, jakie treści
Pobyłam dziś trochę z kotą w ogrodzie – mój ofutrzony ideał po raz pierwszy wszedł na drzewo, próbując upolować ptaka, z czego jestem dumna, gdyż dotąd bała się innych zwierząt
Udanej przejażdżki! Nie szalej zbytnio na tym rowerze, pamiętaj że połamane kości powodują jednak pewien dyskomfort.
O, nie wiedziałam, że masz kotę. Jak ma na imię? Ale to u rodziców jesteś? Czy w mieście studiów masz ogród i futrzaka?
Może ta antypatyczna pensjonariuszka „domu wczasowego” próbowała znaleźć jakąś bliskość i nie wiedziała, jak? Złożone są te międzyludzkie interakcje, może lepiej unikać. W takim pensjonacie zresztą niełatwo o normalność. Jeśli pokoje były wieloosobowe, to jak się przebierałaś? Można się było gdzieś schować?
Jestem starsza, nic nie pamiętam, z mojej przeszłości, wydaje mi się, że te pożółkłe książki miała w rękach inna osoba, wydają mi się sentymentalne, naiwne, sztuczne, nie mogę już ich czytać. Będę się jeszcze rozkoszować się tym światem przez pół wieku, ale osobowość mi się rozpada, intelekt nie działa, chcę przeczytać jak najwięcej poważniejszych książek, dopóki jeszcze mogę (a coraz mniej mogę). Ale, zdaje się, kiedyś czytałam z przyjemnością. „Kłamczucha”, „Przez ciebie, Drabie”…
Przejechałam, lecz krótko, w zmierzchu niedobrze widzę. Zawsze wolno jeżdżę, nie mam siły i pod liśćmi nie widać korzeni. Nigdy nie połamałam kości, chociaż wiele razy poważnie się potłukłam. Raz wjechałam w smycz, innym razem w pieska, który wyrwał się za kotem, raz przewróciło mnie stado wiejskich psów, ponadto na lodzie i na błocie, ostatnio na prostej drodze. Ale zawsze może być pierwszy raz. Jak złamię kark, to przyjemnie trzaśnie…
Zastanawiam się, czy to będzie bolało? Jak sądzisz? „Oszczędź mi, Panie Boże, cierpień fizycznych, te duchowe zniosę”, jak powiedział pewien cynik.
Jeśli uciekniesz od świata do lasu, z pewnością wiele na tym zyskasz. Do tej pory nie udało mi się zamknąć bloga, ale mierzę w styczeń.:)
Świat zwierzęcy, nie zawsze jest bardzo bolesny fizycznie. Mój pies spędził czternaście lat w ciepłym mieszkanku, z gwarantowaną dostawą żarcia i dwoma spacerami do lasu każdego dnia. Tyle, że mama jest co nieco nerwowa i na niego czasami krzyczała. Obecnie to już staruszek, ale na takie cierpienie są skazani wszyscy co się urodzili, starość i śmierć są raczej mniej lub bardziej bolesne. Los oszczędził mi jednak obserwowanie jego starości, wiem tyle co mi mama napisze …
Nie jestem telepatą, ale nie wydaje mi się, żeby z Kornelią było tak źle, i jej los praktycznie przypieczętowany. Charakter człowieka nie jest czymś stałym i może być kształtowany. Negatywne stany mogą być neutralizowane przez rozwijanie pozytywnych, inaczej chyba prawie wszyscy kończyliby w niższych światach. Są czyny, które nieuniknienie sprowadzają w dół, takie jak zabicie ojca czy matki, ale tego Kornelia chyba nie popełniła
Co do pewności, to że nie wiemy na pewno, absolutnie nie można klasyfikować jako szczęście. Powód jest prosty, ma to wpływ na nasze działania. Człowiek, który wiedziałby na pewno, że oszukanie kogoś przyniesie mu spory ból, większy niż korzyści, które chce osiągnąć oszukując, nie zrobiłby tego.
Poza tym „nie wiemy tego na pewno”, ten opis akurat mnie nie dotyczy :). Fakt, że nie wiem, ale wierzę „na pewno”.
Dodatkowo, pochlebiam sobie, że co prawda może sam nie jestem zbyt inteligentny, ale potrafię dostrzec inteligencję u innych. I tak jak to widzę, za tekstami w które pokładam wiarę kryje się olbrzymia, wręcz „nieludzka” inteligencja, co widać choćby po żelaznej logice wypowiedzi. Dam Kornelii przykład:
„Chodź Książę, obal doktrynę pustelnika Gotamy, a dobra wieść rozniesie się o tobie w taki sposób: ‚Książę Abhaya obalił doktrynę pustelnika Gotamy, który jest tak potężny i mocny”. „Ale jak czcigodny panie mogę obalić jego doktrynę?” „Książę, idź do pustelnika Gotamy i powiedz: ‚Czcigodny panie, czy Tathagata może wygłosić mowę, która byłaby niechciana i niemiła innym?’ Jeżeli pustelnik Gotama, będąc tak zapytanym odpowie: ‚Tathagata, o Książę, może wygłosić mowę która będzie niechciana i niemiła dla innych’, wtedy powiedz mu: ‚Zatem czcigodny panie, jaka jest różnica pomiędzy tobą a zwykłą osobą? Gdyż zwykła osoba również może wygłosić mowę, która jest niemiła i niechciana przez innych’. A jeżeli pustelnik Gotama będąc tak zapytany odpowie: ‚Tathagata, o Książę, nie może wygłosić mowy która byłaby niechciana i niemiła dla innych, wtedy powiedz mu: ‚Zatem czcigodny panie, dlaczego zdeklarowałeś o Davadattcie: ‚Devadatty przeznaczeniem jest piekło, Devadatta pozostanie w piekle przez eon, Devadatta jest nie do skorygowania’? Devadatta był zagniewany i niezadowolony z powodu twojej mowy”. (…)
„Czcigodny panie, czy Tathagata może wygłosić mowę, która byłaby niechciana i niemiła dla innych?” „Nie ma na to jednostronnej odpowiedzi, Książę”. „Zatem, czcigodny panie, tu Nighantowie są stratni”. „Dlaczego Książę mówisz: ,Zatem, czcigodny panie, tu Nighantowie są stratni’?” Książę Abhaya zdał sprawę Zrealizowanemu z całej konwersacji z Nighantą Nataputtą.
Przy tej okazji młody niemowlak leżał na kolanie Księcia Abhaya. Wtedy Zrealizowany rzekł do Księcia Abhaya: „Jak myślisz książę? Jeżeli podczas gdy ty czy twoja pielęgniarka nie doglądalibyście go, to dziecko włożyłoby sobie patyk czy kamyk do ust, co byś z nim zrobił? „Czcigodny panie, wyciągnąłbym go. Gdybym nie mógł go wyciągnąć od razu, wziąłbym jego głowę w lewą rękę i wkładając palec mojej prawej ręki, wyjąłbym go na zewnątrz, nawet jeżeli to spowodowałoby krwawienie. Dlaczego tak jest? Ponieważ mam współczucie dla dziecka”.
„Tak też książę, takiej mowy o której Tathagata wie, że jest nieprawdziwa, niepoprawna i niekorzystna i która jest również niechciana i niemiła innym, takiej mowy Tathagata się nie podejmuje. Takiej mowy o której Tathagata wie, że jest prawdziwa, poprawna ale niekorzystna i która jest również niechciana i niemiła innym, takiej mowy Tathagata się nie podejmuje. Taką mowę o której Tathagata wie, że jest prawdziwa, poprawna, korzystna ale która jest niechciana i niemiła innym, Tathagata zna czas by użyć takiej mowy. Takiej mowy o której Tathagata wie, że jest nieprawdziwa, niepoprawna i niekorzystna i która jest chciana i miła innym, takiej mowy Tathagata się nie podejmuje. Taką mowę o której Tathagata wie, że jest prawdziwa, poprawna ale niekorzystna a która jest chciana i miła innym, takiej mowy Tathagata się nie podejmuje. Taką mowę o której Tathagata wie, że jest prawdziwa, poprawna, korzystna i która jest chciana i miła innym, Tathagata zna czas by użyć takiej mowy.
http://majjhima-nikaya.blogspot.com/2010/11/m-58-do-ksiecia-abhaya.html
U rodziców, w domu z ogrodem i kotą o wdzięcznym imieniu – Świnka. Gdy ją przywiozłam rok temu (dostałam od weterynarza), nie uzyskałam aprobaty, lecz rodzice nie potrafili jej nie pokochać i teraz jest najbardziej rozpieszczonym zwierzęciem w okręgu
Salę miałam sześcioosobową. Z przebieraniem się w obecności ludzi nie mam problemu, chyba jest mi wszystko jedno. Istnieje prawdopodobieństwo że wielokrotne pobyty w szpitalach czynią z człowieka ekshibicjonistę
Draba czytałam jako trzynastolatka, letnimi wieczorami, na leżaku rozstawionym na schodach przed domem. A więc mam z tą książką bardzo ciepłe i miłe wspomnienia.
Uwierz na słowo, że słyszeć trzask własnych łamanych kości to kiepskie uczucie i nie testuj empirycznie.
Martwi mnie, że miałaś tyle kłopotów ze zdrowiem. Spodziewam się, że posłuchasz przynajmniej teraz moich życzliwych napomnień i zaczniesz o siebie dbać – w końcu całe życie przed Tobą.
Przede mną niby też jeszcze pół stulecia, ale ja przetrwam nawet wojnę nuklearną.
Twoje wstrząsające relacje potwierdzają moją skrajnie negatywną opinię na temat zakładów zbiorowego leczenia, w których nigdy nie dam się osadzic. Nie dość, że nie potrafią zabezpieczyć mleka w lodówce, to jeszcze nie zapewniają minimum intymności. Ale przynajmniej sypialnia nie była koedukacyjna?
Ja określam się w wizytówce jako ekshibicjonistka (moralna), ale to właściwie nieprawda. W obliczu kilku czytelników nie potrafię opowiedzieć swoich historii. Zresztą już nie pamiętam.
Wcześniej miałam drobną operację, ale wykupiłam sobie w prywatnym szpitalu, dwie noce z własnym pokojem i łazienką. Ale i tak bardzo ucierpiałam – dali mi przed zabiegiem jakieś kuse wdzianko, a wiozł mnie na stół pielęgniarz, a nie, jak miałam nadzieję, pielęgniarka, i miałam wrażenie, że lubieżnie taskuje mnie wzrokiem i obleśnie się ślini.
A potem był jeszcze pan chirurg i też jakoś dziwnie zerkał, zamiast zająć się wyłącznie skalpelem. Gdyby nie to, że mnie mocno bolało, zaraz bym uciekła…
Jeszcze pamiętam taką powieść dla dziewcząt „Tak się złożyło”, zdaje się internatowa historia…
Spokojnego wieczoru, pewnie zaraz zasnę…
Z moim szczęściem, to pewnie i ja wojnę nuklearną przetrwam, gdyż jak to mówią – złego diabli nie biorą.
Sypialnie koedukacyjne są tylko w szpitalach dziecięcych. I o ile w przypadku siedmiolatków to całkiem naturalne, o tyle w wieku lat siedemnastu może już wywoływać dyskomfort. W tychże zawsze mnie też drażniło, że przy młodszych dzieciach przez cały czas siedzieli ich rodzice – organizatorzy oddziału powinni brać pod uwagę, że coś takiego innym pacjentom przeszkadza i takie „pokoje rodzinne” urządzić oddzielnie.
Opowiadanie historii wpływa terapeutycznie wyłącznie wtedy, kiedy ktoś ich słucha …
Co do zabiegu, mogę jedynie powiedzieć: ciesz się, że dostałaś jakiekolwiek wdzianko, gdyż zwykle preferowany jest brak wdzianka. I pociesz się myślą, że dla pana pielęgniarza byłaś jedną z tysięcy pacjentek, które się przewozi z miejsca na miejsce, a następnego dnia już o nich nie pamięta, mniej więcej na podobnej zasadzie, jak zwykle ludzie nie pamiętają współpasażerów autobusu.
Tej powieści akurat nie znam, ale poszukam, bo ostatnio dobrze mi się czyta młodzieżowe. Analizując swoje aktualne preferencje czytelnicze, doszłam do wniosku, że wybierając to, co już znam, próbuję w pewien sposób powtórzyć swoje życie. Jakoś podświadomie przenieść się w czasie do momentu, kiedy byłam może niekoniecznie szczęśliwa, ale miałam przed sobą cokolwiek. A może to nadinterpretacja.
Jak dzisiaj Tobie w niedzielny poranek?
PS. To był mały, drogi, prywatny szpital. Niewiele operacji. Pielęgniarz wpatrywał się zmysłowo i uporczywie. Wdzianko jeszcze rozchylało się na obie strony, „przypadkowo” było rozpięte.
Opowiedz później, na czym byłaś i jak wrażenia
Na scenie ciemno, wielka klatka, w klatce ludzie, inni leżą, udając zwłoki, mało światła, podobało mi się, wyglądało jak w piekle (muszę się przyzwyczajać).
W teatrze mniej się boję, ponieważ ludzie są bardziej kulturalni, nie kopią w fotele, nie chroboczą popkornem, nie piszą sms-ów. Po kurtki wysłałam sponsorkę od biletów. Obawiam się, że nie wyzwolę się od promili, w przerwie wypiłam wino za 50 zł (cabernet savignon). Ale dziś się trzęsłam od 5 rano do 10, tak, że jeszcze się zastanowię nad kontynuacją alkoholizowania się.
Śpij dobrze. Zakładam, że dziś zbytnio nie cierpiałaś, ponieważ relacja chora i przyjazna…
Edgar Allan Poe
Patrz! to świąteczna noc obiaty
Powraca z wieku w wiek -
W teatrze zasiadł rój skrzydlaty
Aniołów w jasne strojnych szaty,
By śledzić sztuki bieg.
Patrzą anioły w łzach tonące:
Obok nadziei – lęk.
Z orkiestry płyną tony drżące -
Melodii sfer to dźwięk
Bogom podobne marionetki
Coś gwarzą cichy tworząc szum,
Wśród ciągłej snują się podniety -
Nieszczęsnych lalek rojny tłum.
Grą ich skrzydlate rządzą twory,
Scenerię w różny mieniąc wzór,
I krążą cicho jak upiory,
Ból z niewidzialnych sącząc piór.
Stubarwny dramat – i nie łatwo
Zapomnieć go, gdy raz się zna!
W ciągłej pogoni tłum się gmatwa,
Za nieuchwytnym widmem gna.
Po jednym kole mknie w pośpiechu,
Co znów się musi w siebie wpleść.
Dużo Szaleństwa, więcej Grzechu,
I Groza – sztuki treść.
Lecz patrz! Z ciemnego kąta sceny
Krwawoczerwony wypełzł gad.
W sam środek wcisnął się areny,
Między stłoczoną ciżbę wpadł.
Drżące od lęku marionetki
Pastwą się jego stają wraz.
Łkają serafy, gdy w posoce
Ząb jadowity topi płaz.
Gasną już światła, rzecz skończona,
I ponad Larw drgających wir
Z hukiem opuszcza się zasłona,
I z wolna każdy kształt, co kona,
W żałobny upowija kir.
Mówią anioły, z bladych powiek
Łzy ocierając pierw,
Że tytuł owej sztuki – „Człowiek”,
Bohater – Zdobywca Czerw.
tłumaczenie: Barbara Beaupré
Nie cierpiałam dzisiaj, relacja dziś zdrowa, acz zapracowana i zniesmaczona swoją sytuacją, nazwijmy to, rodzinno-domową. A i dla mnie znalazło się to i owo do zrobienia, jako że jej cele są również i moim świętym obowiązkiem. Cały dzień właściwie spędziłam na intelektualno-żartobliwych dyskusjach z mamą, w tym moim nieszczęsnym studenckim mieście najbardziej chyba brakuje mi żywego człowieka.
Połóż się lepiej spać, zamiast wpadać w szpony alkoholizmu. Bo konsekwencje pijaństwa zapewne już się czają, czekając na jutrzejszy poranek
Spokojnej nocy!
Nie jest tak, że masz kurs życia już wyznaczony. Właściwie wszystko przed Tobą. Ale, niestety, zasada: „Jako posiejecie, tako będziecie zbierać”, jest wciąż aktualna. Jeżeli z własnego wyboru stałaś się satelitą jednego obiektu, konsekwencje mogą być różne. No i te kłopoty zdrowotne…
Na temat kota się zastanowię – ale ja za bardzo się przemieszczam, do rodziców, czy latem na pół-urlop, a i tak się boję w komunikacji miejskiej, podróżowania z futrzakiem sobie nie wyobrażam.
Z roślin doniczkowych polecam kaktusy, są odporne.
Balet był o I wojnie światowej. Wcześniej chodziłam często do teatru. Może przezwyciężę ten marazm i znowu zacznę – jedno z postanowień noworocznych…
Głowa mnie mocno boli, może będę chora, nieszczęście….
Somatyka to dla mnie naprawdę nie problem, przywykłam, pogodziłam się.
Kaktusa miałam, zasuszyłam.
Teatr miałam od drugiej strony, ale i byciem widzem nie pogardzę, skoro cokolwiek ponadto już mi nie dostępne.
Kota możesz podróżować w ślicznym i zgrabnym wiklinowym koszyczku. Będą odgłosy kociej rozpaczy
Może za chłodno już na rower, stąd Cię coś zbiera …
Nie chcę dostarczać Kornelii szczegółowych opisów z uwagi na to, że ci Apacze to pestka … jakby Kornelia była zainteresowana jednak, to część z tych opisów zgadza się z tym co odmalował Bosch.
Kornelia ma rację, otacza nas absurdalny koszmar, problem w tym, że znaleźliśmy się w takiej a nie innej sytuacji, bo pewne aspekty tego koszmaru wydają się nam atrakcyjne, albo same w sobie, albo choćby dlatego by zasłoniły nam pełne oblicze koszmaru:
Przywiązanie do życia jest przywiązaniem do cierpienia. Kochamy to co zadaje nam ból. Taka jest nasza natura. Nisargadatta Maharaj
Miałam nadzieję, że mnie pocieszysz, a tu aż taki horror? Czy nie ma sposobu na unicestwienie osobowości bez żadnych skomplikowanych ćwiczeń??
Uciekam do łazienki trząść się ze strachu…
Parę wierszy ( w oryginale, po polsku prozą) z księżniczkami nicości.
W Sawatthi. Wczesnym rankiem mniszka Soma włożyła płaszcz, wzięła miskę oraz okrycie wierzchnie i udała się do Sawatthi po jałmużnę. Gdy powróciła z Sawatthi ze zbierania jałmużny, po posiłku udała się do Gaju Ślepców, by spędzić tam dzień. Weszła w głąb Gaju Ślepców i usiadła u stóp drzewa, by odbyć dzienne czuwanie.
Wówczas Zły Mara, chcąc, by powstał w niej lęk i przerażenie jeżące włosy na głowie; chcąc, by straciła skupienie, zbliżył się i zwrócił do niej:
Tego, co chcą osiągnąć widzący,
Miejsca, do którego tak trudno dotrzeć,
Kobiety, swym lichym umysłem
Nie mogą osiągnąć.
Wtedy ta myśl ukazała się mniszce Somie: „Kto wypowiedział te słowa – istota ludzka czy nie-ludzka?” Potem ukazało się jej: „To Zły Mara wypowiedział te słowa chcąc, by powstał we mnie lęk i przerażenie jeżące włosy na głowie; chcąc, bym straciła skupienie”. Zrozumiawszy: „To Zły Mara”, odpowiedziała tymi słowami:
Cóż za różnicę robi płeć,
Gdy umysł jest skupiony,
Gdy wiedza postępuje,
I widzi się jasno, właściwie
Głębię Dhammy.
Ktokolwiek myśli: „Jestem kobietą”
Lub „Jestem mężczyzną”
Lub „Czy w ogóle kimś jestem?” –
Do tego Mara powinien się zwracać.
Wówczas Zły Mara – smutny i zdruzgotany, gdyż zdał sobie sprawę: „Mniszka Soma mnie zna” – zniknął od razu.
Marionetka
W Savatthi. Wtedy, o poranku, mniszka Sela ubrała się i zabrawszy miskę i płaszcz wkroczyła do Savatthi na żebraczy obchód. Kiedy obeszła Savatthi i powróciła z żebraczego obchodu, po posiłku, udała się do Gaju Ślepego Człowieka szukając odosobnienia. Wtedy Mara Zły, pragnąc wzbudzić w niej strach, lęk i trwogę, pragnąc wybić ją z koncentracji, podszedł do niej i odezwał się tymi wersami:
„Przez kogo ta marionetka została stworzona?
Gdzie jest twórca marionetki?
Gdzie marionetka powstała?
Gdzie marionetka odejdzie?”
Wtedy wydało się mniszce Seli: „Kto jest recytującym te wersy – czy to ludzka czy nieludzka istota?” Wtedy pojawiło się jej: „To Mara Zły, jest tym co recytował te wersy, pragnąc wzbudzić u mnie strach, lęk i trwogę, pragnąc wybić mnie z koncentracji. Wtedy mniszka Sela, zrozumiawszy: „To Mara Zły”, odpowiedziała mu wersami:
„Ta marionetka nie stworzyła się sama,
Ani ta żałość nie jest uczyniona przez innego.
Powstała ona zależnie od warunku;
Ze zniszczeniem warunku zniknie.
Jak nasienie gdy jest posiane w polu
Rośnie zależnie od pary czynników:
Wymagając zarówno odżywczej ziemi
Jak i stałego dopływu wilgoci:
Tak też agregaty i elementy,
I ta sześcioraka baza zmysłowa dla kontaktu,
Doszły do bycia zależnie od warunku;
Ze zniszczeniem warunku zniknie”.
Wtedy Mara Zły, rozumiejąc: „Mniszka Sela zna mnie”, smutny i rozczarowany, natychmiast zniknął.
SN 5: 9
Nie aprobuję narodzin
W Savatthi. Wtedy, o poranku, mniszka Cala ubrała się i zabrawszy miskę i płaszcz wkroczyła do Savatthi na żebraczy obchód. Kiedy obeszła Savatthi i powróciła z żebraczego obchodu, po posiłku, udała się do Gaju Ślepego Człowieka szukając odosobnienia. Wtedy Mara Zły, podszedł do mniszki Cala i rzekł do niej: „Czego nie aprobujesz, mniszko?” „Nie aprobuję narodzin, przyjacielu”.
„Dlaczego nie aprobujesz narodzin?
Raz urodzonym, można się cieszyć zmysłowymi przyjemnościami.
Któż ci to wmówił:
‚mniszko, nie aprobuj narodzin’?”
„Dla tego kto się urodził jest śmierć;
Raz się urodziwszy styka się z cierpieniem -
Niewolą, morderstwem, chorobą –
Stąd też nie aprobuję narodzin.
Budda nauczał Dhammy
Transcendencji narodzin
Dla porzucenia wszelkiego cierpienia;
On ustanowił mnie w prawdzie.
Co do istot przebywających wśród form,
I tych w niematerialnym –
Nie zrozumiawszy wstrzymania,
Przychodzą znów do odnowy istnienia”.
Wtedy Mara Zły rozpoznawszy: Mniszka Cala zna mnie”, smutny i rozczarowany, od razu zniknął.
SN 5: 6
Widzisz, jaka jesteś zdolna, młoda Magnolio. Występowałaś na scenie. Zawsze można podjąć próbę powrotu, chociażby amatorsko, teatr to prawdziwa magia.
Wydaje mi się, że nie ma prawnej możliwości przymusowej hospitalizacji. Tylko po próbie samobójczej niedoszły denat jest straszony, że jak się sam nie zgodzi, to przyjedzie sędzia i desperat zostanie na podstawie decyzji tego rycerza Temidy osadzony w kukułczym gnieździe.
Wiadomość od Ciebie napełniła mnie goryczą, ale nie stanowiła zaskoczenia. Nie będę powtarzać tego, co Ci pisałam wcześniej – jeśli nie zakończysz tej wampirycznej relacji, to się zniszczysz. I tak właśnie się stanie. I nie będzie romantycznie. Twoje życie, Twoje decyzje.
Nie wiem, czy powiesz, jakimi to preparatami pragnie Cię nafaszerować pani doktor. Często skuteczność „uczonych” psychiatrów jest taka, jak afrykańskich czarowników.
Także zalecałam Ci długie spacery. Podrobię dyplom i otworzę gabinet.
Niestety, aż wstyd opowiadać, jaka jestem nieprzystosowana. Przypuszczam, że dzisiejszy potworny ból głowy (który będzie trwał co najmniej trzy dni), to wynik uderzenia stresu spowodowanego wizytą w teatrze (może też poalkoholowych stanów lękowych). Jak się spotykałam randkowo, to miałam tak prawie za każdym razem. Także dlatego przestałam się spotykać. Jak nic
mnie nie boli, to jestem prawie happy.
Jutro rano spróbuję się przerowerować, będzie wóz albo przewóz. Pogoda jak marzenie, ciemno, zimno i mokro.
A Ty powinnaś dbać o siebie i intensywnie się wietrzyć
Uciekam do łóżka i pozdrawiam
Mam przepisany odpowiednik hydroksyzyny, który mam brać albo 3 po jednej, albo doraźnie i doraźnie lorafen. Wcześniej już go używałam, ale jakiś czas temu poprosiłam o mocniejsze benzo, dostałam Sedam. Byłam nim rozczarowana, dziś dopiero się dowiedziałam, że działa słabiej, ale dłużej, natomiast lorazepam jest z krótko działających i dlatego tak dobrze. Ona jest dobrym psychiatrą, ustabilizowała mnie już raz. Dziś jakby chłodniej się do mnie odnosiła, chyba była rozczarowana, że zaprzepaściłam odstawieniem leków dwa lata wypracowanej z trudem, ale jednak równowagi.
Jestem skrajnie zmęczona emocjonalnie. Znowu czekam na telefon. Wiem, że to wampir, ale jednak kocham … Choć dziś w pełni do mnie dotarło, co mi to robi.
Skoro ból głowy może być wywołany stresem, zrelaksuj się, poleż w wannie i połóż spać, a jutro powinno być lepiej
Ten znak
Zakochanie jako choroba
Niewiele tu zmieniła nawet psychoanaliza, od początku demaskująca miłość romantyczną jako racjonalizację popędu seksualnego. Freud poszedł nawet tak daleko, że określił zakochanie się jako pewien rodzaj psychicznego zaburzenia. Jego zdaniem stan taki polega na wyzbyciu się własnego ja i zastąpieniu go obiektem miłości: „obiekt sytuuje się w miejscu ja lub ideału ja”. Ja zostaje, jeśli można tak powiedzieć, spalone na ołtarzu miłości, co daje mu poczucie spełnienia i wyzwolenia spod ciężaru własnej odpowiedzialności.
Podobnie stan zakochania rozpatruje psychoterapeuta M. Scott Peck. W książce pod tytułem Droga rzadziej wędrowana pojawia się taki opis: „zakochanie się jest to gwałtowne załamanie pewnych granic ego, pozwalających połączyć się z tożsamością ukochanej osoby.
Nagłe uwolnienie się od ograniczeń – gdy jak po przerwaniu tamy niepohamowany nurt naszych uczuć przelewa się na ukochaną osobę, a załamanie ego kładzie kres samotności – większość z nas wprowadza w stan ekstazy. Ja i ukochana osoba stanowimy jedność! Koniec samotności!”.
Samotność zresztą to klucz do zrozumienia romantycznej miłości. Moim zdaniem odrobina samotności jest niezbędnym warunkiem zdrowia psychicznego. Dla większości jest jednak czymś nieprzyjemnym, a często wręcz nieznośnym. Zakochanie się jest jedną ze strategii radzenia sobie z tym stanem.
Dla Pecka jest to strategia nad wyraz mało skuteczna. Po pierwsze stan zakochania ma charakter doraźny i tymczasowy, o czym świadczy fakt, że wcześniej czy później się kończy. Po drugie jest on formą regresji, która wyraża się w chęci powrotu do okresu niemowlęctwa, kiedy stanowiliśmy jedność z matką. Jak zauważa Peck towarzyszy temu poczucie wszechmocy, które tworzy złudzenie, że jesteśmy w stanie pokonać wszelkie trudności i rozwiązać wszystkie problemy tu i teraz. Świat jawi się wówczas jedynie w jasnych barwach.
Osoba zakochana ma wrażenie, że jej wybranek (wybranka) są zdolni znieść cały nagromadzony bagaż bólu i cierpienia, a jednocześnie zapobiec ich pojawieniu się w przyszłości. Kryje się tu nadzieja na wyzbycie się odpowiedzialności za własne życie i możliwość przeniesienia jej na drugą osobą. Rzeczywistość wdziera się do tej sielanki zazwyczaj szybciej, aniżeli spodziewają się tego jej uczestnicy. Oto okazuje się, że nie zawsze podzielamy ten sam punkt widzenia, nie zawsze mamy te same potrzeby, nie zawsze dążymy do tego samego celu. Odkrywamy, że się różnimy, że mamy różne pragnienia, upodobania, czy nawet uprzedzenia. Dla niektórych będzie to oznaczało koniec, dla innych początek.
Czasami może być to początek „prawdziwej miłości”. Peck utożsamia ją z „wolą poszerzania własnej jaźni w celu wspierania własnego lub cudzego rozwoju duchowego”, co w zasadzie jest dla niego tym samym. Osobiście nie jestem o tym do końca przekonany, gdyż definicje rozwoju (tym bardziej duchowego) mogą być rozbieżne, a poza tym odnoszę się raczej podejrzliwie do terminu miłość. Współczesne jak dawne stosowanie tego słowa odbywało się w tak różnych kontekstach, tak często i w sposób zupełnie nieodpowiedzialny, że doprowadziło do jego głębokiego deficytu.
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,6189
Fernando Pessoa:
Dwukrotnie w czasach mej młodości – którą odczuwam jako tak odległą, że wydaje mi się cudzą prozą; relacjonowaną mi przez kogoś historią – miałem okazję cieszyć się bólem poniżenia jakie daje miłość.
Oczywiście Magnolio sama miłość nie jest zła, można na przykład pokochać Mądrość i Prawdę
Pozdrawiam Magnolię
Nic nie poradzę…
Lorafen jest OK, może to tylko wystarczy….
Twojej lekarz się nie dziwię, wciąż wpadasz w tę kałużę.
Niektóre panie z problemami próbują się psychoterapeutyzować, ale to bardzo drogie i trwa latami. Zazwyczaj niewiasty wyżalają się na kozetce na problemy w relacji, zaś panowie na kłopoty z mamusią.
Należy unikać kukułczego gniazda, ale gdybyś miała się znowu uszkodzić, to może lepiej…
Nie wiadomo, co tu powiedzieć. Studiów też szkoda. Całego życia nie spędzisz w klinice.
Niestety, stopień mojego nieprzystosowania wymyka się wszelkim opisom. Skutki uderzenia stresu to co najmniej trzy dni, może nawet tydzień. Po stopniu bólu oceniam, że trzy-cztery dni. Leżenie w wannie, zioła, lekarstwa, inne środki, nie pomogą.
Jestem zła, ponieważ to nawet nie była randka. Fakt, że musiałam konwersować, ale sponsorkę biletu znam od bardzo dawna, wykorzystuje mnie czasami jako zapchajdziurę imprezową. Była biseksualna, lecz jej się nie podobałam, od lat zresztą jest z różnymi mężczyznami. Dostać ataku stresu od wizyty w teatrze to naprawdę już czas umierać.
Przynajmniej dbaj o siebie i dużo spaceruj, może zahartujesz się trochę w tej przyjemnie mrocznej jesieni.
Dobrej nocy
Niestety, jak Ci pisałam, nie jestem zdolna do żadnego wysiłku, także umysłowego, i marzę o spaniu, zanim jeszcze wstanę z łóżka, najczęściej zresztą coś mnie boli, tak jak dziś.
Zawsze można pocieszać się nadzieją, że światopogląd materialistyczny jest słuszny i wraz z tym aberracyjnym ciałem zniknie też świadomość. Ale też teologią apokastazy czyli pustego piekła.
Jak już mnie wystraszyłeś opowieścią o okropnych Indianach, to może podeślesz mi jakąś historię o piekle? Mam inklinacje masochistyczne, może mi się spodoba (aczkolwiek wątpię, są jednak pewne granice). Albo mnie zmotywuje do życzliwości i filantropii? (Też trudno w to uwierzyć…)
Mnisi, są trzy charakterystyki mądrego człowieka, atrybuty mądrego człowieka. Jakie trzy? Tu mądry człowiek jest tym który myśli dobre myśli, mówi dobre słowa i czyni dobre działania. Gdyby mądry człowiek nie był taki, jak mądry człowiek poznałby go w ten sposób: „Ta osoba jest mądrym człowiekiem, prawdziwym człowiekiem”? Ale ponieważ mądry człowiek jest tym który myśli dobre myśli, mówi dobre słowa i czyni dobre działania, mądry człowiek wie o nim w ten sposób: „Ta osoba jest mądrym człowiekiem, prawdziwym człowiekiem”.
Mądry człowiek odczuwa przyjemność i radość tutaj i teraz na trzy sposoby. Jeżeli mądry człowiek siedzi w zgromadzeniu, czy idzie ulicą czy skwerem i ludzie dyskutują pewne stosowne i mające znaczenie sprawy, wtedy jeżeli mądry człowiek jest tym, który powstrzymuje się od zabijania żywych istot, od zabierania tego co nie dane, od błędnego prowadzenia się co do zmysłowych przyjemności i zadowalania się winem, likierami i środkami oszałamiającymi, które są podstawą zaniedbania, myśli on: „Ci ludzie dyskutują pewne stosowne i mające znaczenie sprawy, te rzeczy nie są do znalezienia u mnie i nie jestem widziany jako angażujący się w te rzeczy”. To jest pierwszy rodzaj przyjemności i radości który mądry człowiek odczuwa tutaj i teraz.
I znów, kiedy winny bandyta jest złapany, mądry człowiek widzi wiele rodzajów tortur stosowanych na nim przez króli: ( …) (Cenzura, patrz Apacze)
Wtedy mądry człowiek myśli w ten sposób: „Z uwagi na takie złe działania kiedy winny bandyta jest złapany, królowie stosują na nim wiele rodzajów tortur: (…)
Te rzeczy nie są do odnalezienia u mnie i nie jestem widziany jako angażujący się w te rzeczy”. To jest drugi rodzaj przyjemności i radości który mądry człowiek odczuwa tutaj i teraz.
I znów, kiedy mądry człowiek siedzi na swym krześle czy łóżku, czy odpoczywa na ziemi, wtedy dobre działania które wykonał w przeszłości – jego cielesne, werbalne i mentalne dobre zachowania – przykrywają go, rozchodzą się po nim i obejmują go. Tak jak cień wielkiej góry wieczorem przykrywa, rozchodzi się i obejmuje ziemię, tak też kiedy mądry człowiek siedzi na swym krześle czy łóżku, czy odpoczywa na ziemi, wtedy dobre działania które wykonał w przeszłości – jego cielesne, werbalne i mentalne dobre zachowania – przykrywają go, rozchodzą się po nim i obejmują go. Wtedy mądry człowiek myśli: „Robiłem to co dobre, robiłem to co korzystne, uczyniłem sobie schronienie od niepokoju. Nie robiłem tego co złe, nie robiłem tego co okrutne, nie robiłem tego co niegodziwe. Kiedy umrę, pójdę do destynacji tych którzy robili to co dobre, robili to co korzystne, którzy uczynili sobie schronienie od niepokoju. Robili to co dobre, nie robili tego co okrutne, nie robili to co niegodziwe”. Nie żali się, nie smuci i nie lamentuje, nie płacze bijąc się w piersi i nie staje się zaniepokojony. To są trzy rodzaje przyjemności i radości które mądry człowiek odczuwa tutaj i teraz.
Mądry człowiek który zaangażował się w dobre zachowanie ciałem, mową i umysłem, po rozpadzie ciała, po śmierci, pojawia się ponownie w szczęśliwej destynacji, nawet w niebiańskim świecie.
Niebiański świat
Gdyby słusznie o czymś powiedzieć: „To jest całkowicie chciane, całkowicie pożądane, całkowicie miłe”, to o niebiańskim świecie mówiąc słusznie, powinno to być powiedziane. Tak bardzo, że jest trudno znaleźć porównanie na szczęście w niebiańskim świecie”. Kiedy to zostało powiedziane, mnich spytał Zrealizowanego: „Czcigodny panie, czy może być dany przykład?”
„Może być, mnichu. Mnisi, załóżmy, że Obracający Kołem Monarcha posiadający siedem skarbów i cztery rodzaje sukcesu, z tego powodu doświadcza przyjemności i radości.
Jakie jest te siedem skarbów?
[Tu, nie chcąc Kornelii zanudzać, podaję tylko jeden skarb Uniwersalnego Monarchy, co może Kornelię zainteresować, albo i rozbawić:]
I znów kobieta-skarb pojawia się Monarsze Obracającemu Kołem, urodziwa, pełna wdzięku, posiadająca najwyższej piękności cerę, ani zbyt wysoka, ani zbyt niska, ani zbyt chuda ani zbyt gruba, ani zbyt ciemna ani zbyt jasna, przewyższająca piękność ludzką bez osiągnięcia boskiej piękności. Dotyk kobiety-skarbu jest tak jak pęczek kapoku czy pęczek waty. Kiedy jest chłodno, jej ciało jest ciepłe; kiedy jest ciepło, jej ciało jest chłodne. Z jej ciała wydobywa się zapach drzewa sandałowego i z jej ust zapach lotosów. Wstaje przed Monarchą Obracającym Kołem i udaje się na spoczynek po nim. Chętnie służy, miła w zachowaniu i słodka w mowie. Skoro nie jest wiarołomna Monarsze Obracającemu Kołem nawet w myśli, jak mogłaby być ciałem? Taka jest kobieta skarb, która pojawia się Monarsze Obracającemu Kołem. (…)
Jak myślicie mnisi, czy Monarcha Obracający Kołem, doświadczałby przyjemności i radości z uwagi na posiadanie tych siedmiu skarbów i tych czterech sukcesów?” „Czcigodny panie, monarcha Obracający Kołem doświadczałby przyjemności i radości posiadając nawet jeden skarb, nie mówiąc nic o siedmiu skarbach i czterech rodzajach sukcesu?”
Wtedy biorąc mały kamień rozmiaru jego ręki, Zrealizowany odezwał się do mnichów tak: „Jak myślicie mnisi? Co jest większe, ten mały kamień rozmiaru mojej dłoni który podniosłem, czy Himalaje, król gór?”. „Czcigodny panie, mały kamień rozmiaru dłoni Zrealizowanego, który Zrealizowany podniósł nie liczy się wobec Himalajów, króla gór, to nawet nie ułamek nie ma tu porównania”.
„Tak też mnisi, przyjemność i radość, którą by doświadczał Monarcha Obracający Kołem z uwagi na posiadanie siedmiu skarbów i czterech sukcesów, nie liczy się wobec świata niebiańskiego, to nawet nie ułamek, nie ma tu porównania.
Jeżeli tego czy innego czasu, na końcu długiego okresu, mądry człowiek wraca ponownie do ludzkiego stanu, to odradza się w rodzinie z wyżyn społecznych – w rodzinie zamożnych szlachetnych czy zamożnych braminów czy zamożnych gospodarzy – rodzinie która jest bogata z dużym bogactwem, o wielkich posiadłościach, z obfitością złota i srebra, z wieloma posiadłościami i środkami, z obfitością pieniędzy i ziarna. Jest przystojny, urodziwy i pełen wdzięku. Uzyskuje jedzenie i picie, ubrania i girlandy, perfumy, balsamy, łóżka, mieszkanie i światło; właściwie prowadzi się ciałem, mową i umysłem i czyniąc tak, po rozpadzie ciała, po śmierci pojawia się ponownie w szczęśliwej destynacji, nawet w świecie niebiańskim.
Mnisi, załóżmy, że gracz swoim pierwszym szczęśliwym rzutem wygrał wielką fortunę, taki szczęśliwy rzut jak ten, jest jednak bez znaczenia; to znacznie bardziej szczęśliwy rzut gdy mądry człowiek który dobrze prowadzi się ciałem, mową i umysłem, po rozpadzie ciała, po śmierci pojawia się w szczęśliwej destynacji, nawet w świecie niebiańskim”.
Tyle na temat motywacji pozytywnej
Powstrzymywanie się od kłamstwa + cztery inne rzeczy stanowią element treningu umysłu. Patrząc od strony negatywnej, zabezpiecza to nas przed zejściem do niższych światów, patrząc pod kątem celu nadrzędnego, umysł oczyszczony przez takie zachowanie staje się spokojniejszy i możliwe jest dzięki temu osiągnięcie głębszych stanów medytacji, dzięki którym może pojawić się bezpośrednia wiedza.