Archiwum bloga

wtorek, 12 grudnia 2017


Płacz nieustanny


Łzy
Walt Whitman
Łzy! Łzy! Łzy!
W nocy, w samotności – łzy.
Spadające na biały brzeg, wessane przez piach.
Łzy – ani jednej gwiazdy – ciemność i opuszczenie.
Łzy z wilgotnych oczu osłoniętej twarzy;
Kim jest ta zjawa, ten kształt w ciemności, w łzach?
Bezkształtna postać, zgięta, przykucnięta na piachu,
Szlochająca, lejąca w cierpieniu łzy, dławiąca się
dzikim płaczem?
O burzo wcielona, wznosząca się, pędząca szybkimi
krokami wzdłuż brzegu!
O dzika, posępna, nocna nawałnico, rzygająca wiatrem,
zrozpaczona!
O cieniu tak stateczny, przyzwoity za dnia, ze spokojną
twarzą, wymierzonym krokiem!
Nocą w oddaleniu – gdy uciekasz tam, gdzie nikt nie
patrzy – o, wtedy przerwane tamy oceanu
Łez, łez, łez!

Przełożyła Ludmiła Marjańska

Jedna myśl nt. „Płacz nieustanny”



U mnie też łzy, ukojone lekami. Czy mogę zapytać, co jest powodem Twojego tak głębokiego smutku?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...