Archiwum bloga

czwartek, 14 grudnia 2017

Pokrzepiający wiersz dla Magnolii




Invictus

William Ernest Henley

Z nocy, co wokół mnie zapada,
Czarnej jak samo piekła łono,
Bogu czy bogom – dzięki składam
Za duszę swą niezwyciężoną
W tego, co cierpię tu, okowach
Ani się krzywię, a pod chłostą
Trafu krwią spływa moja głowa,
Lecz ją niezmiennie trzymam prosto.
Poza padołem tym goryczy
Tylko się Strach przed cieniem czai,
Grozie lat, chociaż z nią się liczę,
Przystępu w serca głąb nie daję.
Nieważne, jak jest wąska brama
I spis kar jak się ciągnie zwojem,
Bo swego losu jestem panem
I kapitanem duszy swojej.

25 myśli nt. „Pokrzepiający wiersz dla Magnolii”

  1. Być panem swego losu … chyba już zapomniałam, co to znaczy, od lat podporządkowując się żądaniom i prośbom drugiej osoby. I chyba już za bardzo się boję wziąć los w swoje ręce – zbyt wiele mi odebrał.
  2. Bardzo się cieszę, Magnolio, że trochę Ci lepiej, aczkolwiek nie zazdroszczę współlokatorów :)
    Psychiatrzy właściwie testują te antydepresanty na ludziach, jak na królikach i nie wiedzą, jak co zadziała. Te najbardziej konwencjonalne, jak zoloft czy bioxetin, często są najlepsze, a zamożniejsi lub wyrafinowani pacjenci biorą effectin. Lekarze najczęściej sami funkcjonują na zolofcie, tak, że może Ciebie też ustabilizowałoby ten specyfik i zlikwidował epizody? Ja też brałam zoloft i jeszcze mam zapasy.
    Tak, jak Ci wcześniej pisałam, jak się nie wyrwiesz z tej relacji, która może kiedyś była dobra, ale teraz jest toksyczna, to się zniszczysz. Twój przyjaciel to zapewne zachłanny wampir psychiczny, który nie może żyć, jak nie wyssie z kogoś całej energii i radości. Ale to twoje życie i Twoje decyzje. Mimo to byłoby Cię szkoda…Ech, jakieś bezsensowne to wszystko…
    Trzymaj się bardzo dzielnie, wracam do siebie, wczoraj zostałam zapędzona do grabienia liści i jeszcze mnie ciarki przechodzą od tego fizycznego mozołu. Pamiętam, jak zachwalałaś zalety pracy fizycznej, ale to coś okropnego. Okien to nie myłam ze trzy lata :)
    Bądź dzielna i już się nie dręcz i nie uszkadzaj i może uda Ci się ograniczyć konsumpcję produktów przemysłu farmaceutycznego.
    Pozdrowienia :)
  3. Ja brałam przez dwa lata Paroxinor antydepresyjnie, Ketilept na wyciszenie nadmiaru myśli i na dobry sen, a Lorafen doraźnie, który później trzeba było zamienić na Sedam. Przy czym były momenty, że doraźnych nie brałam miesiącami. Gdyby mój przyjaciel był wampirem, działałby też w ten sposób na innych, natomiast ludzie go uwielbiają, ma wielu przyjaciół, których zna o wiele dłużej, niż mnie.
    Zalety pracy fizycznej doceniam, aczkolwiek wyłącznie gdy mam na to siłę. A moi współlokatorzy, którzy codziennie myją podłogi, gdy zobaczyli, że robię kawę w szklance po kawie, nie umywszy jej przedtem, nazwali mnie fleją. Zatem wszystko jest kwestią poglądu, a i nie zamierzam się im zwierzać ze swoich depresyjnych stanów, gdyż są to ludzie o wrażliwości ameby.
    Twoja wzmianka o myciu okien przypomniała mi pewną anegdotę: dwa lata temu mieszkałam z ludźmi, którzy wiedzieli o moich trudnych dniach i jeden z kolegów regularnie starał się mnie mobilizować sprzątaniowo i ogólnożyciowo. I pewnego dnia wymyślił misterny żarcik: zasugerował, że trzeba koniecznie umyć okna, podczas gdy temperatura na zewnątrz wynosiła dziesięć stopni na minusie. A więc wyobraź sobie, jak wyglądały szyby po spryskaniu płynem i potarciu, gdy niemal od razu zamarzły :)
    Życzę udanego powrotu, jeśli jedziesz samochodem, to nie piratuj bardziej niż zwykle :)
  4. Hi, hi, jak mogłaś pomyśleć, że taka lękliwa osoba jak ja potrafi prowadzić samochód? Dla mnie auta są jak ludzie, wrogie, niezrozumiałe, obce obiekty, stworzone po to, aby mnie krzywdzić (auta: ochlapać, potrącić, przejechać). Rowerem jeżdżę, ale tylko w lesie, pełna wściekłości i lęku..Raz usiadłam za kierownicą samochodu, po dwóch minutach byłam całkowicie mokra.
    Do rodziców mam 80 minut komunikacją miejską, ale dziś mnie tatuś odwiózł mnie samochodem, ponieważ sponiewierana grabieniem liści nie zamierzałam wziąć tych wszystkich wiktuałów na plecy. :)
    Lorafen też brałam, był niezły. Wcześniej lekarze też chcieli dać mi supermocne środki i osadzić w wariatkowie, ale powiedziałam, że wyłącznie prozak, ponieważ muszę wrócić do pracy. nie pracowałem nieco ponad dwa tygodnie. Jeżeli będzie z Tobą niedobrze, może spróbuj tego bioksetinu – i niczego więcej. kto wie, co z tego wyniknie?
    Współlokator czyścioch to prawdziwy dopust Boży. Mam nadzieję, że masz swój własny pokój.
    Cóż, najczęściej jest tak, że prawdziwy wampir psychiczny udaje przed światem, że nim nie jest. Wybiera sobie jedną, nieasertywną i słabą ofiarę, i ją wykorzystuje – co nie znaczy, że niekiedy nie ma innych ofiar. Ale cóż mogę powiedzieć? Mam nadzieję, że wszystko Ci się dobrze ułoży i nie zostaniesz zniszczona.
    Niedobrze mi, mam pracę do wykonania, jutro znowu niewolnictwo, .
    Bądź wytrwała, może zajęcia szkolne odwrócą twoją uwagę od bardziej bolesnych spraw.
    Pozdrowienia dobre :)
  5. Prozac obecnie nie jest stosowany, ponieważ powodował gwałtowny wzrost nastroju, a później gwałtowne pogorszenie, w wielu przypadkach doprowadzając do samobójstwa. Wiem o tym coś niecoś, gdyż znam tę branżę i od drugiej strony, co zapewne zdążyłaś zauważyć :)
    Nic dzisiaj nie brałam, za to znowu zmieniam się w pełne boleści czekanie. Kiedyś nie byłam słaba, przeciwnie. Moja osoba poznała mnie jako stanowczą i silną, taką mnie pokochała, a ja taka jestem, o ile relacja jest stabilna i pewna. Czyli coraz rzadziej.
    Dotychczas zawsze miałam współlokatorów bałaganiarzy, więc cóż, zaciskałam zęby i sprzątałam, nawet to było w pewien sposób terapeutyczne. Ale nie mogę znieść, gdy ktoś wyzywa mnie od najgorszych brudasów tylko dlatego, że zostawiłam łyżeczkę na blacie, zamiast włożyć do zmywarki.
    Odsunęłam się od ludzi myśląc, że druga osoba też jest sama, opuszczona, chciałam poświęcić jej cały mój czas. Teraz ten człowiek ma wszystko, i jak się okazuje – miał zawsze, a ja zostałam z niczym i ze strzępkami samej siebie. Jakież to żałosne, tak żebrać o miłość …
    Strasznie chaotycznie pisze, wiem. Może to zbliżający się atak paniki. Cały dzień grzebię sobie przy komputerze, programowanie uspokaja, w swojej monotonii i przewidywalności. Wymyśliłam sobie, że przesiadując w bibliotekach zacznę przepisywać co ciekawsze wiersze, może przy tej okazji podrzucę Ci coś wartego uwagi na bloga, bo tak dla samej siebie mi się nie chce.
    Owocnej pracy życzę.
  6. Nie wiem, nie studiowałam zbyt intensywnie teorii. Psychiatrka (prywatna, 130 zł za godzinę już z rabatem, 2007 rok) powiedziała mi, że prozak sprzedawany jest w Polsce pod nazwą bioxetin. Bardzo mi pomógł, aczkolwiek rzeczywiście potrafił rozhuśtać nastrój, aż za bardzo….
    Likwidował wszelkie hamulce moralne…
    Nie musisz dziś jechać na studia?
    Spokojnie, nie wpadaj w panikę. Najlepiej jest w takiej sytuacji odejść od komputera,może poczytać dobrą, nową książkę. Ja sobie kupiłam biografię Plantagenetów, jeszcze kupię nową książkę o Borgiach . Internet ogólnie działa bardzo negatywnie na psychikę, trzeba się umieć oderwać…
    W bibliotekach właściwie nie ma dobrych wierszy. Wiesz, jak naprawdę zamierzam zamknąć bloga – który mnie niszczy i nie pozwala na izolację . Nie wiem, nie chcę też Cię zostawiać w tym epizodzie. Nie wiem, jak w końcu postąpię. Może jeszcze poprowadzę do stycznia.
    Ech, te relacje…. Nic już dobrego zapewne dla Ciebie z tego nie wyniknie. Trudno mi coś powiedzieć sensownego. Życzę Ci jak najlepiej :)
  7. Grzebanie przy komputerze mnie uspokaja, nie siedzę w internetach, tylko piszę program. Na studia jadę jutro bladym świtem. Do książek dziś nawet nie zajrzałam – trochę się obawiam, że litery mi zatańczą walca przed oczami, jako że po tym całym maratonie lekowym, wstając ledwie się trzymam na nogach.
    Dlaczego uważasz, że blog Cię niszczy? Przecież nawet ludzie, którzy tu zaglądają, niczego od Ciebie nie wymagają, żadnej uwagi, czy odpowiedzi. Ważne jest dla mnie, że jesteś, ale w dowolnym momencie możesz zrezygnować z tego kontaktu, ja to zrozumiem.
  8. Zdolna jesteś, jeśli potrafisz pisać programy komputerowe :) Może to rzeczywiście jest jakaś terapia.
    Niszczy mnie, jak pisałam już wcześniej, za bardzo utożsamiam się z tą poezją i swoim wirtualnym obrazem, nie mam lepszych dni. Oprócz tego nie mogę nieustannie pisać, że mi się to życie i świat nie podoba. Nie wypada przecież tak lamentować przez następne pięć dekad. Zobaczę, zazwyczaj decyduję impulsywnie, poprzednie próby zamknięcia się nie udały, ale nic nie trwa wiecznie, jak wiesz. Dopóki noce się wydłużają i mam jeszcze kilka wierszy to może jeszcze zostanę.
    Zawsze możesz spróbować czytać jakąś łatwą książkę, jak zacznie parzyć to odłożysz…
    Tych wierszy, „niewyskrobanych”, które ci są potrzebne jeszcze nie znalazłam, ale pamiętam.
    To okropne takie jechanie bladym świtem, to połóż się wcześniej, żeby się wyspać, i nie wpadaj w lęki :).
  9. I cóż mi z tych wszystkich zdolności … Wolałabym być pierwszą lepszą idiotą o maksymalnie płytkiej emocjonalności i przewegetować życie u boku równie mdłego partnera, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, co tracę.
    Wzruszające, że pamiętasz o tym nieosiągalnym tomiku, wspomnianym mimochodem :)
  10. Zdolności i inteligencja to, niestety, także większa wrażliwość na cierpienie, Ale dobrze jest być zdolnym. Może łatwiej znajdziesz dobrą pracę, a sukces zawodowy stabilizuje.
    Wysoka emocjonalność boli. U mnie skończyło się to absolutną pustką. Zresztą u mnie to był tylko lęk, i nadal jest.
    Te wiersze są w zasadzie niedostępne. W okolicznych bibliotekach mają trochę poezji, ale już ją znam. To, co było oryginalnego, wypożyczyłam i wykorzystałam. Spodziewałam się, że Elegia będzie na Allegro, ale nie ma…
    Jeszcze zapytam w antykwariacie.
    Bibliotekarki mówią, że nie mają poezji, ponieważ nikt nie czyta.
    Odnośnie relacji – wszystko się zmienia z czasem. Rozsądny człowiek powinien w długim życiu spróbować może trzech, czterech, ale nie kończyć na jednej, ponieważ to prawie zawsze fiasko i klęska.
    Wiem, że to nie moja sprawa…
  11. Z nadmiaru intelektu, marzę o głupocie. Uspokoiła mnie nieco długa rozmowa ze współtowarzyszką z wakacyjnego raju wariatów, na tyle, że nawet zdecydowałam się posilić jogurtem.
    Przykre jest to, że ktoś za pośrednictwem wierszy obnaża swoją duszę, a później nikt nie potrafi tego docenić. Teraz, gdy już straciłam co miałam do stracenia, nadmiar wolnego czasu pozwoli mi na samodzielne przeczesywanie bibliotek pod kątem poezji.
    Ależ mnie to życie przerasta … W tym momencie znowu oczekiwanie.
  12. Wiesz, powinnam jeszcze powiedzieć, że wcale nie jesteś w beznadziejnej sytuacji, jeśli tylko nie zatrujesz się lekarstwami lub w inny sposób nie uszkodzisz. Potrzeba tylko wytrwać te kilka lat. Jak pisałam, ludzie, (a zwłaszcza kobiety), prawie zawsze stabilizują się do 30 roku życia. Praca zawodowa stwarza inne perspektywy, obraz świata się zmienia, nie ma czasu na myślenie o różnych dziwnych rzeczach. Wtedy, czy zostaniesz przy relacji wampirycznej, czy też nie, na pewno sobie poradzisz. Jesteś już blisko wierzchołka góry, potem będzie lżej, należy tylko te ostatnie metry wytrzymać i dbać o siebie. Życie jest długie, byłoby szkoda.
    Rozumiem Cię, moja Pustka jest swego rodzaju ucieczką w głupotę czy raczej brak myśli…
    A co takiego straciłaś, że masz nadmiar wolnego czasu? Relacja jeszcze nie zginęła, przecież jeszcze nie.
    Cóż, ludzie zazwyczaj nie czytają poezji, a polscy twórcy często wydają własnym nakładem – 200 egzemplarzy to już dużo. Obawiam się, że niczego nie znajdziesz w bibliotekach. Owszem, jest Mickiewicz, Milosz, Poświatowska, Tetmajer, ale nowoczesnych poetów zagranicznych prawie nie ma. Widziałam Eliota, ale w okropnym tłumaczeniu. Ostatnio czytałam akmeistów, ale prawie nie było dołujących utworów dla mnie, tylko same cierpienia miłosne…
    Uciekam zaraz do łóżka, zaczynam się bać. Dobrej podróży i nie załamuj się. Widać już światło. :)
  13. Ja nie jestem blisko trzydziestki … Relacja się kończy, taka jest przykra prawda. Wolę się zacząć na to nastawiać i przecierpieć. Średnio interesują mnie wiersze znanych, chętniej sięgnęłabym właśnie po tomiki niszowych, mających coś do powiedzenia artystów. Spokojnej nocy, Kornelko.
  14. Trzydziestka to umowny punkt, często stabilizacja następuje już po podjęciu pracy zawodowej, a do tego zapewne Ci bliżej, czyż nie?
    Jej, jaka ja stara jestem, czterdziestka na karku
    ….
    Stara, pomarszczona i zawsze wystraszona…
    Nawet znanych poetów trudno jest zdobyć, a cóż mówić o niszowych.? Może sama wezmę się za tłumaczenie? Ale nie mam odwagi ani siły. Może przetłumaczę pewien wiersz Anne Sexton. Albo poetów niemieckich?
    Często mam wrażenie, że niszowi twórcy nie błyszczą talentem.
    O relacji już mówiłaś, że wygasła, lecz wciąż odradza się jak Feniks z popiołów. Nie trać otuchy i nie siedź za długo, bo się na komunikację poranną spóźnisz :) Dobranoc…
  15. Ja jestem równie stara, jak Ty, z tym, że duchowo. Studia to ponoć najlepszy okres w życiu, cóż, nie doświadczyłam tego. Chciałabym już pracować zawodowo, lecz i tego się boję. Że z mojego powodu ktoś może umrzeć. Tłumacz, jeśli potrafisz, ja do angielskiego zupełnie nie mam głowy. A może to kwestia zaległości wynikająca z tego, że rzadko chodziłam do szkoły, nie wiem. Komunikacja poranna na szczęście podjedzie po mnie pod dom, w najgorszym razie poczeka :) A ja tymczasem czekam na wiadomość, oby nie bezsensownie. Śpij dobrze i nie dawaj się lękom ;*
  16. Otchłań. Leżę, piję wino, łykam sedam, a w środku boli nadal. Współlokatorzy za ścianą wesoło rozmawiają. Dzieciaki, które niczego w życiu nie przeszły, zazdroszczę. Potrzebuję człowieka. Kogokolwiek. Żeby posiedział przy mnie, potrzymał za rękę, zrobił herbatę. Nikogo nie ma.
  17. Ojej, to fatalnie. Bardzo Ci współczuję. Coś się stało nadzwyczajnego? Przynajmniej zdecyduj się na jedno, wino albo alchemię.
    To niedobrze tak mieszać.
    Byłaś w szkole?
  18. Nie byłam, nie mam siły. Nic nowego się nie stało, rozmowa z ważna osobą dziś była zwykła, nawet miła. Ale dawne słowa bolą. Tak bardzo. Ten mrok jest we mnie. Dzwoniłam do mamy, nie mogła rozmawiać, prosiłam ją żeby tylko nie odkładała słuchawki, robiąc to, co aktualnie robi, ja nie potrzebuję słów, tylko czuć obecność. Niestety się nie dało nawet tak na dłużej. Próbowałam dziś opowiedzieć to wszystko osobie, której ufałam, kazała mi nie pier dolić melodramatów. Zawiodłam się bardzo. Samotne miasto.
  19. Nie martw się za bardzo, jeśli rozmowa z ważną osobą była miła, to może jeszcze w relacji powieją pomyślne wiatry. Obawiam się, że będziesz się jeszcze miotać w tym dziwnym układzie przez najbliższe lata.
    Ale zapewne tego pragniesz.
    To bardzo smutne, że w rodzinnym domu zostać nie możesz, nie chcesz, a obce miasto jest samotne.
    Jeśli pijesz wino, to przynajmniej przy stole usiądź, tak na leżąco nie wypada. :)
    Jeśli byłaś w szkole, to kontaktowałaś na zajęciach?
  20. Przepraszam, przecież napisałaś, że nie byłaś. Aż się boję czytać Twoje słowa. Za dużo wzięłam pracy do domu, nie kontaktuję.
  21. Na przerwie wróciłam do domu i przerowerowałam się – nagle okazało się, że prawie już nie ma liści na drzewach. Ale teraz mam kłopoty z percepcją, nie potrafię pracować wieczorem, jestem senna.
    Czy mogę coś uczynić, żeby Cię trochę zmotywować?
  22. Motywuje mnie że jesteś i że musiałam się zwlec dać znak życia. A to już chyba coś. Chyba nie chodzi o miasto, nigdzie mi nie będzie dobrze, jeśli mi nie będzie dobrze wewnętrznie. Relacja trwa i potrwa, ale się będzie rozluźniać, a ja czuję, jak przestaje mnie kochać, to okropne. Bierz się do pracy i nie zaprzątaj już dziś mną głowy, zresztą sama widzisz, że nie do końca do mnie dociera co piszę. Fizycznie sobie nic nie zrobię, bo mimo bólu wewnętrznego zwyczajnie nie mam siły.
  23. Wstawiłam śmieszny wiersz dla Ciebie.
    :)
    To prawda, że wewnętrzny spokój jest potrzebny, tym niemniej w tej konstelacji o spokój będzie niełatwo. Miłość jest jak choroba psychiczna, burza mózgu, która u mężczyzn uspokaja się szybciej. Sama musisz rozstrzygnąć, co dalej.
    Mam nadzieję, że jutro jednak uda Ci się iść do szkoły. Dobre masz wino?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...