Invictus
William Ernest Henley
Z nocy, co wokół mnie zapada,
Czarnej jak samo piekła łono,
Bogu czy bogom – dzięki składam
Za duszę swą niezwyciężoną
W tego, co cierpię tu, okowach
Ani się krzywię, a pod chłostą
Trafu krwią spływa moja głowa,
Lecz ją niezmiennie trzymam prosto.
Poza padołem tym goryczy
Tylko się Strach przed cieniem czai,
Grozie lat, chociaż z nią się liczę,
Przystępu w serca głąb nie daję.
Nieważne, jak jest wąska brama
I spis kar jak się ciągnie zwojem,
Bo swego losu jestem panem
I kapitanem duszy swojej.
Psychiatrzy właściwie testują te antydepresanty na ludziach, jak na królikach i nie wiedzą, jak co zadziała. Te najbardziej konwencjonalne, jak zoloft czy bioxetin, często są najlepsze, a zamożniejsi lub wyrafinowani pacjenci biorą effectin. Lekarze najczęściej sami funkcjonują na zolofcie, tak, że może Ciebie też ustabilizowałoby ten specyfik i zlikwidował epizody? Ja też brałam zoloft i jeszcze mam zapasy.
Tak, jak Ci wcześniej pisałam, jak się nie wyrwiesz z tej relacji, która może kiedyś była dobra, ale teraz jest toksyczna, to się zniszczysz. Twój przyjaciel to zapewne zachłanny wampir psychiczny, który nie może żyć, jak nie wyssie z kogoś całej energii i radości. Ale to twoje życie i Twoje decyzje. Mimo to byłoby Cię szkoda…Ech, jakieś bezsensowne to wszystko…
Trzymaj się bardzo dzielnie, wracam do siebie, wczoraj zostałam zapędzona do grabienia liści i jeszcze mnie ciarki przechodzą od tego fizycznego mozołu. Pamiętam, jak zachwalałaś zalety pracy fizycznej, ale to coś okropnego. Okien to nie myłam ze trzy lata
Bądź dzielna i już się nie dręcz i nie uszkadzaj i może uda Ci się ograniczyć konsumpcję produktów przemysłu farmaceutycznego.
Pozdrowienia
Zalety pracy fizycznej doceniam, aczkolwiek wyłącznie gdy mam na to siłę. A moi współlokatorzy, którzy codziennie myją podłogi, gdy zobaczyli, że robię kawę w szklance po kawie, nie umywszy jej przedtem, nazwali mnie fleją. Zatem wszystko jest kwestią poglądu, a i nie zamierzam się im zwierzać ze swoich depresyjnych stanów, gdyż są to ludzie o wrażliwości ameby.
Twoja wzmianka o myciu okien przypomniała mi pewną anegdotę: dwa lata temu mieszkałam z ludźmi, którzy wiedzieli o moich trudnych dniach i jeden z kolegów regularnie starał się mnie mobilizować sprzątaniowo i ogólnożyciowo. I pewnego dnia wymyślił misterny żarcik: zasugerował, że trzeba koniecznie umyć okna, podczas gdy temperatura na zewnątrz wynosiła dziesięć stopni na minusie. A więc wyobraź sobie, jak wyglądały szyby po spryskaniu płynem i potarciu, gdy niemal od razu zamarzły
Życzę udanego powrotu, jeśli jedziesz samochodem, to nie piratuj bardziej niż zwykle
Do rodziców mam 80 minut komunikacją miejską, ale dziś mnie tatuś odwiózł mnie samochodem, ponieważ sponiewierana grabieniem liści nie zamierzałam wziąć tych wszystkich wiktuałów na plecy.
Lorafen też brałam, był niezły. Wcześniej lekarze też chcieli dać mi supermocne środki i osadzić w wariatkowie, ale powiedziałam, że wyłącznie prozak, ponieważ muszę wrócić do pracy. nie pracowałem nieco ponad dwa tygodnie. Jeżeli będzie z Tobą niedobrze, może spróbuj tego bioksetinu – i niczego więcej. kto wie, co z tego wyniknie?
Współlokator czyścioch to prawdziwy dopust Boży. Mam nadzieję, że masz swój własny pokój.
Cóż, najczęściej jest tak, że prawdziwy wampir psychiczny udaje przed światem, że nim nie jest. Wybiera sobie jedną, nieasertywną i słabą ofiarę, i ją wykorzystuje – co nie znaczy, że niekiedy nie ma innych ofiar. Ale cóż mogę powiedzieć? Mam nadzieję, że wszystko Ci się dobrze ułoży i nie zostaniesz zniszczona.
Niedobrze mi, mam pracę do wykonania, jutro znowu niewolnictwo, .
Bądź wytrwała, może zajęcia szkolne odwrócą twoją uwagę od bardziej bolesnych spraw.
Pozdrowienia dobre
Nic dzisiaj nie brałam, za to znowu zmieniam się w pełne boleści czekanie. Kiedyś nie byłam słaba, przeciwnie. Moja osoba poznała mnie jako stanowczą i silną, taką mnie pokochała, a ja taka jestem, o ile relacja jest stabilna i pewna. Czyli coraz rzadziej.
Dotychczas zawsze miałam współlokatorów bałaganiarzy, więc cóż, zaciskałam zęby i sprzątałam, nawet to było w pewien sposób terapeutyczne. Ale nie mogę znieść, gdy ktoś wyzywa mnie od najgorszych brudasów tylko dlatego, że zostawiłam łyżeczkę na blacie, zamiast włożyć do zmywarki.
Odsunęłam się od ludzi myśląc, że druga osoba też jest sama, opuszczona, chciałam poświęcić jej cały mój czas. Teraz ten człowiek ma wszystko, i jak się okazuje – miał zawsze, a ja zostałam z niczym i ze strzępkami samej siebie. Jakież to żałosne, tak żebrać o miłość …
Strasznie chaotycznie pisze, wiem. Może to zbliżający się atak paniki. Cały dzień grzebię sobie przy komputerze, programowanie uspokaja, w swojej monotonii i przewidywalności. Wymyśliłam sobie, że przesiadując w bibliotekach zacznę przepisywać co ciekawsze wiersze, może przy tej okazji podrzucę Ci coś wartego uwagi na bloga, bo tak dla samej siebie mi się nie chce.
Owocnej pracy życzę.
Likwidował wszelkie hamulce moralne…
Nie musisz dziś jechać na studia?
Spokojnie, nie wpadaj w panikę. Najlepiej jest w takiej sytuacji odejść od komputera,może poczytać dobrą, nową książkę. Ja sobie kupiłam biografię Plantagenetów, jeszcze kupię nową książkę o Borgiach . Internet ogólnie działa bardzo negatywnie na psychikę, trzeba się umieć oderwać…
W bibliotekach właściwie nie ma dobrych wierszy. Wiesz, jak naprawdę zamierzam zamknąć bloga – który mnie niszczy i nie pozwala na izolację . Nie wiem, nie chcę też Cię zostawiać w tym epizodzie. Nie wiem, jak w końcu postąpię. Może jeszcze poprowadzę do stycznia.
Ech, te relacje…. Nic już dobrego zapewne dla Ciebie z tego nie wyniknie. Trudno mi coś powiedzieć sensownego. Życzę Ci jak najlepiej
Dlaczego uważasz, że blog Cię niszczy? Przecież nawet ludzie, którzy tu zaglądają, niczego od Ciebie nie wymagają, żadnej uwagi, czy odpowiedzi. Ważne jest dla mnie, że jesteś, ale w dowolnym momencie możesz zrezygnować z tego kontaktu, ja to zrozumiem.
Niszczy mnie, jak pisałam już wcześniej, za bardzo utożsamiam się z tą poezją i swoim wirtualnym obrazem, nie mam lepszych dni. Oprócz tego nie mogę nieustannie pisać, że mi się to życie i świat nie podoba. Nie wypada przecież tak lamentować przez następne pięć dekad. Zobaczę, zazwyczaj decyduję impulsywnie, poprzednie próby zamknięcia się nie udały, ale nic nie trwa wiecznie, jak wiesz. Dopóki noce się wydłużają i mam jeszcze kilka wierszy to może jeszcze zostanę.
Zawsze możesz spróbować czytać jakąś łatwą książkę, jak zacznie parzyć to odłożysz…
Tych wierszy, „niewyskrobanych”, które ci są potrzebne jeszcze nie znalazłam, ale pamiętam.
To okropne takie jechanie bladym świtem, to połóż się wcześniej, żeby się wyspać, i nie wpadaj w lęki :).
Wzruszające, że pamiętasz o tym nieosiągalnym tomiku, wspomnianym mimochodem
Wysoka emocjonalność boli. U mnie skończyło się to absolutną pustką. Zresztą u mnie to był tylko lęk, i nadal jest.
Te wiersze są w zasadzie niedostępne. W okolicznych bibliotekach mają trochę poezji, ale już ją znam. To, co było oryginalnego, wypożyczyłam i wykorzystałam. Spodziewałam się, że Elegia będzie na Allegro, ale nie ma…
Jeszcze zapytam w antykwariacie.
Bibliotekarki mówią, że nie mają poezji, ponieważ nikt nie czyta.
Odnośnie relacji – wszystko się zmienia z czasem. Rozsądny człowiek powinien w długim życiu spróbować może trzech, czterech, ale nie kończyć na jednej, ponieważ to prawie zawsze fiasko i klęska.
Wiem, że to nie moja sprawa…
Przykre jest to, że ktoś za pośrednictwem wierszy obnaża swoją duszę, a później nikt nie potrafi tego docenić. Teraz, gdy już straciłam co miałam do stracenia, nadmiar wolnego czasu pozwoli mi na samodzielne przeczesywanie bibliotek pod kątem poezji.
Ależ mnie to życie przerasta … W tym momencie znowu oczekiwanie.
Rozumiem Cię, moja Pustka jest swego rodzaju ucieczką w głupotę czy raczej brak myśli…
A co takiego straciłaś, że masz nadmiar wolnego czasu? Relacja jeszcze nie zginęła, przecież jeszcze nie.
Cóż, ludzie zazwyczaj nie czytają poezji, a polscy twórcy często wydają własnym nakładem – 200 egzemplarzy to już dużo. Obawiam się, że niczego nie znajdziesz w bibliotekach. Owszem, jest Mickiewicz, Milosz, Poświatowska, Tetmajer, ale nowoczesnych poetów zagranicznych prawie nie ma. Widziałam Eliota, ale w okropnym tłumaczeniu. Ostatnio czytałam akmeistów, ale prawie nie było dołujących utworów dla mnie, tylko same cierpienia miłosne…
Uciekam zaraz do łóżka, zaczynam się bać. Dobrej podróży i nie załamuj się. Widać już światło.
Jej, jaka ja stara jestem, czterdziestka na karku
….
Stara, pomarszczona i zawsze wystraszona…
Nawet znanych poetów trudno jest zdobyć, a cóż mówić o niszowych.? Może sama wezmę się za tłumaczenie? Ale nie mam odwagi ani siły. Może przetłumaczę pewien wiersz Anne Sexton. Albo poetów niemieckich?
Często mam wrażenie, że niszowi twórcy nie błyszczą talentem.
O relacji już mówiłaś, że wygasła, lecz wciąż odradza się jak Feniks z popiołów. Nie trać otuchy i nie siedź za długo, bo się na komunikację poranną spóźnisz
To niedobrze tak mieszać.
Byłaś w szkole?
Ale zapewne tego pragniesz.
To bardzo smutne, że w rodzinnym domu zostać nie możesz, nie chcesz, a obce miasto jest samotne.
Jeśli pijesz wino, to przynajmniej przy stole usiądź, tak na leżąco nie wypada.
Jeśli byłaś w szkole, to kontaktowałaś na zajęciach?
Czy mogę coś uczynić, żeby Cię trochę zmotywować?
To prawda, że wewnętrzny spokój jest potrzebny, tym niemniej w tej konstelacji o spokój będzie niełatwo. Miłość jest jak choroba psychiczna, burza mózgu, która u mężczyzn uspokaja się szybciej. Sama musisz rozstrzygnąć, co dalej.
Mam nadzieję, że jutro jednak uda Ci się iść do szkoły. Dobre masz wino?