Hi, hi…
Strasna zaba
Konstanty Ildefons Gałczyński
wiersz dla sepleniących
Pewna pani na Marszałkowskiej
kupowała synkę z groskiem
w towazystwie swego męza, ponurego draba;
wychodzą ze sklepu, pani w sloch,
w ksyk i w lament: – Męzu, och, och!
popats, popats, jaka strasna zaba!
Mąz był wyżsy uzędnik, psetarł mgłę w okulaze
i mowi: – Zecywiście cos skace po trotuaze!
cy to zaba, cy tez nie,
w kazdym razie ja tym zainteresuję się;
zaraz zadzwonię do Cesława,
a Cesław niech zadzwoni do Symona -
nie wypada, zeby Warsawa
była na „takie coś” narazona.
Dzwonili, dzwonili i po tsech latach
wrescie schwytano zabę koło Nowego Świata;
a zeby sprawa zaby nie odesła w mglistość,
uządzono historycną urocystość;
ustawiono trybuny,
spędzono tłumy,
„Stselców” i „Federastów”
– Słowem, całe miasto.
Potem na trybunę wesła Wysoka Figura
i kiedy odgzmiały wsystkie „hurra”,
Wysoka Figura zece tak:
- Wspólnym wysiłkiem ządu i społecenstwa
pozbyliśmy się zabiego bezecenstwa -
panowie, do gory głowy i syje!
A społecenstwo: – Zecywiscie,
dobze, ze tę zabę złapaliście,
wsyscy pseto zawołajmy: „Niech zyje!”
https://www.youtube.com/watch?v=0RoESGVCMzk&index=8&list=LLTW67nqdPmbOdomU7pwhZXQ
Już na samą wzmiankę o winie też mi się pić zachciało, a nie mogę aż do piątku, może nawet do soboty, która zapowiada się pracująco.
…Śmieszny fragment piosenki Młynarskiego o powieszonym wujku…
Odpocznij sobie dobrze, może uda Ci się wyjść jutro do szkoły. Znalazłam w sieci jeden wiersz poetki Rytelewskiej, ale dziś go nie zamieszczę, ponieważ smętny i zresztą nie najwyższej próby… Ale jak ty, biedna istoto, możesz odpocząć, jak lokatorzy czynią hałas i pewnie blokują łazienke
Spróbuję dzisiaj poczytać, coś pooglądać, może jakoś przetrwam.
Dobrego dnia, zapracowana Kornelio.
Dobrze, że Ci trochę lepiej, ale szkoda, że nie poszłaś do szkoły. Zawsze w ruchu, w wirze obowiązków, można zapomnieć o smutkach. Ale rozumiem, że jest granica, za którą już niewiele można. Może na spacer wyjdź. Wyborne chmury i ciemno…
Spróbuj się jakoś pozbierać i w piątek się uaktywnij.
Z takimi współlokatorami to bym zwiała do mamusi. Też się nie uczą, tylko grają radiem? Ale rozumiem, że masz swój pokój i tylko do łazienki stoisz w kolejce? Twoje pytanie pozostanie bez odpowiedzi. Bądź bardzo dzielną młodzieżą akademicką…
Dziś tak sobie pomyślałam o tym co kiedyś pisałaś – że źle się czujesz nie wiedząc, czy osoba, która niegdyś zniknęła z internetu, żyje. Ze mną tak nie będzie, wiem że to byłoby nie fair. Jeśli coś mi się stanie, tudzież opuszczę ten świat, dowiesz się z komentarza u siebie, tudzież z wpisu u mnie. Także możesz być spokojna w tej kwestii.
U mnie czyste, pogodne niebo, ale i takie może być. Od dni kilku zbieram się wyjść do księgarni po książkę, na którą bardzo czekałam, ale nawet na to brak mi motywacji i sił. Powoli dochodzę do wniosku, że ta książka mi po nic …
Na moje pytanie już odpowiedziałaś
Do łazienki kolejek nie ma, jakoś tak się mijamy w tej kwestii. Za to jest śmieszny (jak dla mnie) problem z naczyniami. Umówiliśmy się, że kto widzi, że zmywarka jest pełna, włącza ją i później ta sama osoba wypakowuje z niej naczynia. A ponieważ nie spieszno im żeby tych kilka naczyń przełożyć do kredensu, zwykle stoi sobie pełna, aż ja ją włączę. Była raz sytuacja, że załączyłam wieczorem, kładąc się spać, a rano, gdy tylko wstałam i poszłam do kuchni, już miałam aferę, że jej nie wypakowałam
Na szczęście oni mają zajęcia przed południem, więc poranki mam ciche i spokojne. Oj, no tak, to już nie poranek. Uznajmy więc, że południa
W pożegnalnym liście powinnaś obwinić niecnych współlokatorów, to będą mieli poważne kłopoty
Z pewnością macie dyżury sprzątania toalety, jaki horror… Współlokatorka nie podbiera Ci rajstop?
A tak poważnie to sądzę, iż nie masz powodów do tak rozpaczliwych kroków. Bardziej się obawiam, że serce odmówi Ci posłuszeństwa albo przez pomyłkę weźmiesz za dużo alchemii.
Relacja z całą huśtawką nastrojów potrwa jeszcze lata, praca zawodowa Cię wzmocni. Zresztą Twoich rodziców byłoby trochę szkoda, a na Twój grób poza wielkimi świętami nie przyjdzie piesek z kulawą nogą, chyba, że będzie kości szukał…
Ja wolałabym naprawdę o niczym nie wiedzieć, kolejnego samobójstwa to już nie wytrzymam, nawet, jeśli jesteśmy dla siebie tylko istotami wirtualnymi, a ja nie mam uczuć.
Musiałam rozpoznawać zwłoki, byłam dwa razy przesłuchiwana, innym razem moja koleżanka wysłała mi pożegnalnego esemesa, zaczęłam się bezradnie miotać. Chciałam zadzwonić na policję, ale nie potrafiłam, poprosiłam kogoś w pracy, ale i tak to ja musiałam rozmawiać z dyżurnym, wszyscy patrzyli jak na idiotkę. Koleżanka w końcu nie skoczyła z wysokości, złapali ją na barierce, osadzili w wariatkowie, policjanci nie mogli jej znaleźć…
W Twoim przypadku tak by nie było, tym niemniej proszę oszczędź mi takich emocji, i tak się trzęsę, zrób coś dla mnie i jeszcze trochę pożyj…. Może być tylko lepiej, ponieważ z wiekiem człowiek staje mądrzejszy…
Był taki moment, kiedy poważnie rozważałam dosypanie im do cukru środka na przeczyszczenie, ale potem sytuacja się trochę uspokoiła, więc moje niecne zamiary nie doszły do skutku
Ściemniasz, że nie masz uczuć. Przekonujesz sama siebie, żeby łatwiej Ci było przetrwać rzeczywistość, żeby nie doznawać rozczarować. Też tak próbowałam. Ale się nie sprawdziło, bo czucia niestety się nie da wyłączyć.
Przedostatni akapit poruszył w mym sercu najgłębsze struny, przypomniał jedną z najboleśniejszych sytuacji. Z tym że ja za próbę pomocy zostałam bezwzględnie osądzona. Nie opiszę Ci tu tej sytuacji, gdyż czasem mam wrażenie, że moja osoba od trudnej relacji zna cały internet na wylot, a bardzo bym nie chciała, by do tego dotarła.
Nie denerwuj się tak bardzo o mnie, Kornelko. Teraz nawet nie mam siły się zabić, a dziś nie łyknęłam ani jednej tabletki. Wbrew pozorom trzymam się życia …
Inna sprawa, że niekiedy nietrudno się puścić, ale w odmiennym sensie…
Szansa, że Twoja relacja tu zajrzy, jest równa zeru, blogów nikt nie czyta. Zresztą dobrze by jej zrobiła wiedza, że jest wampirem, w najlepszym wypadku narcyzem.. Albo też wampirem narcyzowatym, co jest najbardziej prawdopodobne.
Zresztą myślę, że wiem, o co chodzi. Moja miła niedoszła skoczka bardzo się na mnie rozgniewała, ponieważ szukająca jej policja wszczęła alarm, objawiła się w jej miejscu pracy, u znajomych, tak, że wszyscy się dowiedzieli o jej pełnym desperacji stanie ducha. Ale ja też wtedy się wściekłam, ponieważ ten lęk absolutnie mnie wyczerpał, i palnęłam, przezornie po pewnym czasie, moją tradycyjną kwestię: „Na drugi raz skacz, idiotko, i nie zawracaj ludziom głowy”. Na szczęście ta nie posłuchała mojej życzliwej rady, w nagrodę przyniosłam jej papier toaletowy…Zresztą w wariatkowie trudno sobie zrobić krzywdę…
Ach, naprawdę nie mam uczuć, poza lękiem, ale ale to zbyt przerażające, aby opowiadać.
Gratuluję kupna chleba. Ja sobie niekiedy zamawiam dostawy z Almy, żeby nie stresować się w sklepie. W tej sytuacji powinnaś pilnować skarpet przed lokatorami…
Lęk to też uczucie, czasami tak dojmujące, że nie dopuszczające żadnych innych.
Gdy będę w Twoim wieku, też będę zamawiać dostawy z Almy, a odżywiać się wyłącznie belgijskimi czekoladkami
osobistą lodówkę.
Moja skoczka przynajmniej próbowała. A ponieważ pochodzi z rodziny związanej z władzą, policja też tropiła ją w kilku województwach.
*** Dobrze, że nie bierzesz już tabletek, ale przy okazji pomyśl o tych konwencjonalnych antydepresantach jako ochronie .
Niestety, o łatwości puszczenia się pisałam z doświadczenia…. Niekiedy jest tak, że w Almie jest taniej, niż w sklepach, np. nad morzem.
Dobrej nocy, odpływam, wyśpij się relaksująco
Myślę, że to o czym pisałaś z doświadczenia, wynikało z próby poradzenia sobie z czymś, każdy człowiek potrzebuje bliskości, a to w końcu taka namiastka uczucia. Mam nadzieję, że nie osądzasz siebie z tego powodu.
Zauważyłam, że w Almie bywa czasem taniej nawet niż w pierwszym lepszym sklepie, pewnie to kwestia poszczególnych produktów. I mają porządne promocje, nie mówiąc już o niezastąpionej czekoladzie o smaku czekolady
Spokojnej nocy