Archiwum bloga

sobota, 16 grudnia 2017

Samotni w zmarzlinie


Samotni w zmarzlinie


Paul Celan

MY, PRZEGŁĘBIENI, wysamotnieni
w zmarzlinie.
Każda wisząca dolina przytacza rzęsę
do odcisku oka
i jego
skamieliny.

Przełożył Ryszard Krynicki

WIR ÜBERTIEFTEN, geeinsamt
in der Gefrornis.
Jedes Hängetal karrt eine Wimper
an den Augenabdruck
und seinen Steinkern
heran.

***

Komentarz Kornelii: Wiersze Paula Celana to zdumiewające, krótkie ciągi dziwnych słów, często geologiczno-glacjologicznych. Interpretacja nie jest łatwa. Powyższy utwór tłumaczony jest niekiedy jako ministudium samotności. Ja widze to tak: Ludzie samotni, ze skutymi lodem uczuciami, pogrążają się w swej samotności i smutku coraz głębiej. Nie ma między nimi kontaktu, aczkolwiek wiedzą o swym istnieniu. Wisząca dolina to może symbol istniejącego zagrożenia, albo pozornie stabilnej egzystencji, która wkrótce runie w przepaść. Oczy skamieniały, nie ma w nich iskier życia. Nie pomogą żadne próby reanimacji – rzęsa jest martwa.
Zastanawiam się, czy poeta, gdy w kwietniu 1970 roku rzucił się do Sekwany, próbował się jeszcze ratować – wola życia jest przecież silna, a śmierć przez utonięcie – okropna.

3 myśli nt. „Samotni w zmarzlinie”

  1. Ja chyba tego wiersza nie rozumiem zupełnie. Ludzie samotni wprawdzie mają jakieś mgliste pojęcie o swoim istnieniu, o tym, że mogliby siebie nawzajem wyciągnąć z tej samotności, ale gdy przychodzi do praktyki, staje się to abstrakcją. Wisząca dolina to raczej życie w zawieszeniu – na krawędzi samobójstwa. Podobno każdy samobójca w ostatnim momencie przed śmiercią żałuje. Ja próbowałam jakiś czas temu sobie przeciąć tętnice promieniowe. Rozmasakrowałam żyły wzdłuż, moja mama wpadła do łazienki, zaczęła histeryzować, coraz bardziej kręciło mi się w głowie – dominowała wściekłość, ale ją pominąwszy – lęk. Poeta wybrał sposób, z którego nijak się nie mógł wyratować. Może specjalnie – był zdecydowany, ale bał się, żeby w ostatniej chwili nie zdominował go lęk.
  2. Utwory Paula Celane’a nie są łatwe do zrozumienia. Ale mi się podobają, takie zwięzłe i pełne terminów geologicznych, które kojarzą mi się z martwotą mojego umysłu. Te zmarzliny są znakomite. Szukam interpretacji w internecie, ale nie zawsze znajduję. Może kupię książkę w Niemczech, jak wyjdę z finansowej mizerii ponoworocznej. Znam język, ale nie odważyłabym się tego tłumaczyć. Mam tom z przekładami Krynickiego.
    W każdym razie utwór ponury, o samotności, a te wiszące doliny nie wróżą nic dobrego.
    Aj, przeczuwałam, że urządzałaś takie rzeczy. Oczekuję, że już tego nie powtórzysz. Twoi rodzice wyłożyli co najmniej 160 tysięcy na koszty Twego wychowania, wypada więc nieco się odwdzięczyć, a nie wyprawiać dramaty.
    Motywuję Cię na różne sposoby – z małym Jezusem to był mało fortunny pomysł, do dziś mi niemądrze, ale może uda się z pieniędzmi…
    Uważaj na siebie – należałoby skończyć studia i wziąć się do pracy – życie może być dłuższe, niż sobie wyobrażasz.
    Paul Celan wcześniej usiłował się zabić ciosem noża w pierś – może wybrał Sekwanę jako ostateczne wyjście, ale zapewne w ostatnich chwilach walczył o oddech. Podobno angielscy policjanci rozróżniają tych, którzy skończyli życie w Tamizie z nieszczęśliwej miłości od desperatów, których popchnęła w objęcia śmierci nędza. Zakochani bronią się przed mrokiem do końca, czepiają filarów mostów. Ubodzy idą na dno jak kamień.
  3. Może Twoje własne przekłady pozwoliłyby Ci dostrzec więcej w utworach poety, może rzuciłyby Ci na nie inne światło.
    Raz urządziłam, zwykle cięcie to tylko sposób na redukcję stresu. Acz słaby, bo mam bardzo wysoki próg bólu. Obecnie staram się jak najszybciej wygoić nadgarstki, bo gdy ktoś ważny przyjedzie i przypadkiem dotknie zaschniętych ran … nawet nie chcę o tym myśleć, byłabym stracona.
    Pomysł z małym Jezusem był znacznie trafniejszy od tego z pieniędzmi, przynajmniej nie wywoływał poczucia winy, więc niech nie jest Ci głupio :)
    Skończę studia, wezmę się do pracy, a kto wie, może wtedy moje życie nabierze sensu.
    Może zakochanych jeszcze trzymają resztki nadziei …
    Czekam na Moich. W nocy nie mogłam zasnąć – ze szczęścia. Nie zasłużyłam na takich przyjaciół. Chciałam nawet się spacyfikować sedamem, ale przecież to byłaby głupota – brać benzodiazepiny z radości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...