Archiwum bloga

sobota, 16 grudnia 2017

Wolno ci mieć grób


Wolno ci mieć grób


Z lekkim bagażem

Hilde Domin

Nie przyzwyczaj się
Nie wolno ci się przyzwyczaić.
Róża jest różą.
Ale dom
nie jest domem.
Nie daj zabawki pieskowi
który merda do ciebie
z okna wystawy.
Piesek się myli.
Nie pachniesz jak ten,
który ma tu zostać.
Jedna łyżka jest lepsza niż dwie.
Zawieś ją sobie na szyi.,
wolno ci mieć jedną łyżkę,
ponieważ trudno się czerpie ręką
gorące jedzenie.
Cukier przepływa ci przez palce,
jak pocieszenie,
jak życzenie dnia,
w którym stanie się twój.
Wolno ci mieć łyżkę,
wolno ci mieć różę,
może także serce,
i może grób.

Przełożyła kora-kora-kora

Komentarz Kornelii: Wiersz niemieckiej poetki interpretowany jest jako myśli wygnańca, który nie ma ojczyzny i musi zawsze być gotów do ucieczki. Może zabrać ze sobą tylko najbardziej niezbędne przedmioty i swój ukochany język, czyli różę. Żydówka Hilde Palm musiała przecież uciekać przed hitlerowcami na Dominikanę.
Dla mnie to także alegoria samotności i tymczasowości, tragicznej przemijalności życia. Nigdy nie zdobędziemy upragnionego cukru, czyli trwalej przyjemności albo też spokoju. Ale wiersz nie jest całkowicie dołujący – w końcu łyżka, róża i serce to bardzo wiele. Poetka napisała ten utwór już po powrocie do Niemiec. Daję więc poza kategorią.

Mit leichtem Gepäck

Hilde Domin

Gewöhn dich nicht.
Du darfst dich nicht gewöhnen.
Eine Rose ist eine Rose.
Aber ein Heim ist kein Heim.
Sag dem Schoßhund Gegenstand ab
der dich anwedelt aus den Schaufenstern.
Er irrt. Du riechst nicht nach Bleiben.
Ein Löffel ist besser als zwei.
Häng ihn dir um den Hals,
du darfst einen haben,
denn mit der Hand
schöpft sich das Heiße zu schwer.
Es liefe der Zucker dir durch die Finger,
wie der Trost,
wie der Wunsch,
an dem Tag
da er dein wird.
Du darfst einen Löffel haben,
eine Rose,
vielleicht ein Herz und, vielleicht,
ein Grab

6 myśli nt. „Wolno ci mieć grób”

  1. Wygnańca, a może wiecznego tułacza … W obliczu życiorysu autorki zapewne pierwsza opcja. Przypomina mi ten wiersz los dwójki moich przyjaciół, lecz oni są uciekinierami poniekąd z wyboru. Jako alternatywę samobójstwa traktuję rzucić wszystko, wyłączyć telefon i jeździć z nimi. Gdybym miała możliwość kontaktu, pewnie już bym to zrobiła.
    W życiu jesteśmy niczym przechodnie, zatem wszelkie gromadzenie przedmiotów materialnych uderza swoją bezsensownością.
    Dobrego dnia, Kornelio.
  2. Lepiej śpiewać w chórze i czytać książki (aczkolwiek może nie koniecznie Sapkowskiego, to makulatura), niż się zabijać lub prowadzić dworcowe życie nomadyczne :)
    Niestety, z upływem czasu człowiek otacza się licznymi przedmiotami, aczkolwiek miło kupić sobie nowy krem do twarzy. Ja mam za wiele książek, nie wiem, czy czytać je jeszcze raz, żeby zdążyć, czy też poznawać nowe.
    Wiersz melancholijny, ale nie całkowicie smutny, wędrowiec nie tylko z łyżką, ale także z różą.
  3. Jutro przyjeżdżają do mnie! :) I nie obchodzi mnie, co na to moi chorzy współmieszkańcy. I nie wiem, co zrobię. Może nacieszę się ich obecnością, a potem wrócę do codzienności, a może wślizgnę się w jakąś szczelinę rzeczywistości.
    Z Sapkowskiego przeszłam na Muminki.
    Mam podobny dylemat co do książek – chciałoby się wrócić do czegoś znanego, a jednak nowe kusi nieznanym. Pojawiają się wyrzuty sumienia – moich rodziców każdy z tych przedmiotów będzie bolał, kiedy mnie już nie będzie.
  4. Aj, tylko nie popełnij żadnego głupstwa, taka nomadyczność wydaje się romantyczna, ale może mieć fatalne następstwa. Jak to mówili mądrzy Rzymianie: Najpierw żyć, a potem filozofować. Studia też same się nie skończą.
    Jestem pewna, że przeżyjesz swych rodziców i będziesz miała kłopoty ze spadkowymi przedmiotami. Tak naprawdę nie ma co liczyć na zgon, każdy by tak chciał, a tu trzeba się starać i egzystować…
    Muminki to nie makulatura, ale infantylne strasznie…Jeśli się boisz „W kleszczach lęku” Henry’ego Jamesa, aczkolwiek w ogóle nie ma czego, to spróbuj tego autora „Daisy Miller”.
  5. Mam wrażenie, że im bardziej staram się nie popełniać głupstw, tym głupiej żyję. Nie chcę przeżyć moich rodziców. Pamiętam, że w dzieciństwie, gdy tylko babcia mnie nauczyła się modlić i wytłumaczyła, że można o coś prosić, prosiłam, żebym umarła wcześniej, niż moi rodzice. Może choroba jest spełnieniem moich próśb.
    Studia … Lecz czy jestem gotowa na to, by być odpowiedzialną za ludzkie życie, skoro z własnym nie potrafię sobie poradzić?
    Muminki infantylne … Może i ja jestem infantylna. Próbowałaś kiedyś społeczno-obyczajowych książek Ewy Ostrowskiej? Ciężka lektura, ale warto. Mam jeszcze Hellingera, o umieraniu i reportaż na temat czarnego rynku organów. Przy najbliższej bytności w bibliotece poszukam tego James’a.
  6. Uważaj jednak, ponieważ łatwo jest sprawy popsuć a trudno naprawić.
    Twoja choroba nie jest taka, że szybko wysyła na drugą stronę, moja dawna znajoma z tą samą dolegliwością pod każdym względem kwitnie.
    Rodzice chcą oglądać Cię żywą, a modlitw zapewne nikt nie słucha.
    Wiesz, ja w zasadzie nie czytam teraz powieści, za bardzo się angażuję, wszystko mnie irytuję i nie odpoczywam podczas lektury. Książki historyczne mnie uspokajają i wiersze. W zasadzie przeważnie śpię. Może tego śmiesznego Anglika poczytaj zamiast nieco trudnego Jamesa: P.D. Wodehouse, Dziękuję Jeeves :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...