Śmieci w szybowym grobie
Paul Celan
CHÓRY-ZSYPÓW NA ŚMIECI, srebrzyste:
gorączka prosówkowa
wciąż obiega, obiega szybowy grobowiec,
kto
o tym grudniu pomyśli, temu
spojrzenie zwilża
mówiące czoło.
Przełożył Ryszard Krynicki
**
MÜLLSCHLUCKER-CHÖRE, silbrig:
Das Frieselfieber
läuft und läuft um das Schachtgrab,
wer
diesen Dezember denkt, dem
feuchtet ein Blick
die redende Stirn.
**
Komentarz Kornelii: Jak zazwyczaj w przypadku niełatwych utworów Celana zamieszczam także oryginał. Tematem tego wiersza utworu jest śmierć Wolfganga Amadeusza Mozarta 5 grudnia 1791 roku (czyli dziś mamy tę posępną rocznicę). Według pierwszego orzeczenia, przyczyną zgonu była gorączka porosówkowa (wysoka gorączka z wysypką), obecnie panuje raczej opinia, że twórcę „Don Giovanniego” zabiła gorączka reumatyczna z powikłaniami. Według legendy, Mozart pochowany został w grobie dla ubogich (w rzeczywistości w zwykłym grobie, odpowiednim do jego pozycji społecznej).
Taki tytan muzyki zjawia się raz na kilka stuleci. Jaka potworna strata, że umarł w wieku niespełna 36 lat. Jakie cuda mógłby jeszcze stworzyć!
Ale dla mnie to także wiersz o wszystkim pospolitej śmierci. Każdy skona na jakąś gorączkę i zazwyczaj zostanie złożony w zwykłym grobie (szkoda, że nie szybowym, brzmi romantycznie). Niemal wszyscy wegetują w szarej rzeczywistości, jak w zsypie na śmieci, i to raczej nie srebrzystym. Tylko, że, w przeciwieństwie do Mozarta, nic po nas nie zostanie.
Zamierzałam uczcić pamięć kompozytora, oglądając wieczorem operę w przyjaznym towarzystwie cydru – ale czuję się mocno wyczerpana. Melatonina zadziałała niedobrze – w hiacyntowym jeziorze snu tonęłam zbyt szybko i głęboko, a potem nagle wyskakiwałam na powierzchnię jak korek, dławiąc i krztusząc się jawą. Może po prostu wieczorem od razu pójdę spać.
Jeśli lubisz Mozarta, polecam również współczesne wariacje na temat jego twórczości
Dzisiaj bardzo nie chce mi się żyć.
Nie przesadzaj z tym cydrem, mogę się założyć, że niespokojny sen jest przynajmniej po części jego zasługą.
A teraz wyjdź się trochę przewietrzyć i pomyśl, że wielu innych ma gorzej (dość podły sposób pocieszania się, ale skuteczny).
Nie piłam niczego od niedzieli, więc kłopoty ze snem mają inną przyczynę. Zapewne przelękłam się, że za szybko zasypiam i chciałam zachować kontrolę nad sytuacją.
Sprawdziłam na niemieckiej stronie, co poeta Paul Celan miał w tym wierszu na myśli, i teraz wiem. Ale wcześniej też tak przypuszczałam, ponieważ Frieselfieber najczęściej wymieniana jest w związku ze zgonem Mozarta. Wolę słuchać utworów mistrza w oryginale, mam opery na DVD. właściwie wszystkie widziałam też na żywo..
Życzę Ci dobrego dnia i żeby Ci się trochę żyć zachciało
, aczkolwiek życzę z ogromną niechęcią, ponieważ się gniewam.
Będę się stabilizować chyba li i jedynie melatoniną, bo ten gówniany neuroleptyk nie dość, że nie pomaga zasnąć, to jeszcze budzę się przed świtem i filmy oglądam, dziś jestem na nogach od 6:00. Trudno powiedzieć, jak wpływa na myślenie, czy rzeczywiście ogranicza objawy wytwórcze.
To, że inni mają gorzej, jedynie mnie przygnębia.
Przy stanach lękowych dużym problemem jest właśnie nagłe przerywanie ciągłości snu. Miałam tak kilka lat temu, gdy żyłam w poczuciu bezustannego zagrożenia, zrywał mnie każdy szmer.
Dobrego dnia, nie gniewaj się na mnie. Nie potrafię być bardziej poukładana.
Nadal się gniewam okropnie. I to jeszcze z chorym sercem tak nieodpowiedzialnie się zachowujesz!
O Twoim związku nie chcę pisać, wiesz, co myślę. Wydawało mi się, że jeśli przez kilka lat poważnie się nie uszkodzisz, to może staniesz się silniejsza i jakiś Verstand odnajdziesz i stanie się lepiej, ale jak nie będziesz nad sobą pracować, to wcześniej nastąpi destrukcja.
Odezwę się dziś może jeszcze raz, ale tylko wtedy, jak mi opowiesz o swoim spacerze i jak się za bardzo nie zmodyfikuję cydrem. Życzę Ci spokoju i lepszej równowagi, ale bardzo wściekłym głosem.
Melatonina jest niegroźna, to hormon odpowiedzialny za rytm snu i czuwania, wytwarzany przez szyszynkę, hamowany światłem słonecznym. Raczej nie ma prawdopodobieństwa, żeby Ci zaszkodziła, aczkolwiek skoro źle się po niej czujesz, to i nie ma po co brać.
Mama mnie wysłała do biblioteki, co zapewne było jedynie pretekstem, abym wyszła z domu. Gdy szłam przez wioskę przypomniała mi się przyjaciółka z dawnych lat, z którą wiele spacerowałyśmy, właśnie podobnymi trasami. Była ode mnie jedenaście lat starsza, chorowała na bardzo silną depresję, czasami tygodniami nie wstawała z łóżka. Mam bardzo żywe wspomnienie, gdy jechaliśmy na pogotowie, kiedy podcięła sobie żyły. Jej brat prowadził, przekraczając możliwości własne i samochodu, a ja trzymałam ją za ręce, z których lały się strumienie krwi. Strasznie za nią tęsknię. Gdyby była gdzieś obok, byłabym silniejsza.
Widzę, że nabrałaś przekonania, że rozmowy z Tobą działają na mnie terapeutycznie. Chyba słuszne przekonanie.
Usiłuję tylko wyprawiać Cię na świeże powietrze, ponieważ nic więcej nie przychodzi mi do głowy.
Aj, to okropne miałaś przejścia… Jak z takim brzemieniem normalnie żyć? Z depresyjną koleżanką mogłabyś komunikować elektronicznie, aczkolwiek nie wiem, czy okazałoby się to korzystne. Ogólnie rzecz biorąc dla osób neurotycznych wskazana jest raczej kompania ludzi mniej neurotycznych, czyż nie?
Z melatoniną jeszcze później spróbuję. Może te dziwne nocne wrażenia były następstwem herbatki z alg morskich?
Naprawdę jesteś wielkoduszna. Słowa otuchy „Inni mają gorzej” działają prawie na wszystkich.
Odpocznij sobie, poczytaj może książki z biblioteki, jeśli potrafisz. W ciemnej porze roku mam nieco lepszą koncentrację. Skończyłam wreszcie tę cegłę o Borgiach. Autor G.J. Meyer, wywodzi, że Lukrecja i Cezar wcale nie byli dziećmi papieża Aleksandra VI, tylko jego siostry. Zadziwiające…
Cóż, zapalam świece, włączam DVD i rozpoczynam piątkową sesję…
Właśnie ja nie miałam okropnych przejść. Gdybym miała, moje stany depresyjne byłyby w pełni uzasadnione, ja natomiast, na własne życzenie, pogrążyłam się, tonąc w niszczącej relacji, która zniszczyła mi życie.
Gdyby jakikolwiek kontakt z tamtą osobą był możliwy, to by BYŁ. Ta więź była bardzo mocna i specyficzna, a moja przyjaciółka bynajmniej nie neurotyczna. To jedna z najsilniejszych osób, jakie kiedykolwiek znałam.
W krajach dalekiego wschodu dość znana jest herbatka z serc pewnego gatunku chrząszcza (nie przypomnę teraz łacińskiej nazwy), wycinanych spod chitynowych pancerzyków i unurzanych w wanilii. Rarytas na miarę Twoich kulinarnych upodobań, może nim zastąp nieszczęsne algi :>
Szczerze mówiąc, nie rozumiem mechanizmu kierującemu ludźmi, którym pomaga myśl, że inni mają gorzej. Ani na poziomie intelektualnym, ani, tym bardziej, emocjonalnym. Choć nieraz z takim typem pocieszania się spotykałam. Z czegóż się cieszyć? Że życie skopało kogoś bardziej, że komuś jeszcze trudniej wziąć oddech? Przecież to okrutne.
Udanej sesji zatem … Acz nie pochwalam.