Archiwum bloga

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Widma, Anne Sexton



Świąteczne życzenia od Kornelii

Czytałam dzieło Emilia Ciorana „Na szczytach rozpaczy” i zastanawiałam się nad tymi słowami posępnego filozofa: „To, że ja istnieję, dowodzi, że świat nie ma sensu. Jakże bowiem można odnaleźć sens w wewnętrznym zamęcie człowieka, istoty nieskończenie dramatycznej i nieszczęśliwej, dla której wszystko koniec końców sprowadza się do nicości i dla której prawem tego świata jest cierpienie? Skoro świat zezwolił na zaistnienie kogoś takiego jak ja, dowodzić to może tylko tego, że plamy na słońcu życia są tak wielkie, iż z czasem zupełnie stłumią jego światło”.
Ach, podobnie gorzkie uczucia paraliżującej pustki są również moim udziałem! Można postawić pytanie, dlaczego się nie zabiję, skoro nieznane mi są wszelkie doznania oprócz lęku, mimo wszelkich podejmowanych wielokrotnie prób znieczulenia się nic mnie nie cieszy, zaś każde ranne przebudzenie jest jak zejście do ołowianej otchłani pełnej mściwych demonów i szyderczego śmiechu siarkowych zmor.
Odpowiadałam na to już wcześniej – teraz dodam tylko, że w pewnym sensie codziennie umieram zasypiając, zaś fantazje, zwidy i majaki na pograniczu snu są dla mnie pewnym refugium i niekiedy nawet ukojeniem. Pewność, że czas udania się na spoczynek po trudach i trwogach nadejdzie, jak dotąd pomagała mi przetrwać dzień i oprzeć się nawałnicom rozpaczy.
Zapewne popełniłam błąd, odstawiając przed wieloma miesiącami tabletki antydepresyjne, z którymi żyłam przez całe lata. Teraz jest już za późno – przed Wigilią nie odczuję anestetycznego ich skutku. Ale może jedynym postanowieniem noworocznym Kornelii stanie się szukanie ukojenia w psychotropowej alchemii.
Wyjeżdżam na Święta, jak się wydaje, wrócę w pierwszych dniach stycznia. Jak każdego roku mam takie widzenie – siedzę, uśpiona grzanym winem, na odludnej zimowej plaży, obejmuję kolana ramionami i czekam smagana wichurą, aż zabierze mnie mróz. Ale zawsze wracałam i tak stanie się z pewnością również tym razem. Zabieram ze sobą książki – żadnej poezji!! Zamierzałam umieścić w bożonarodzeniowy czas kolekcję moich najbardziej smutnych, piołunowych, niekiedy przerażających wierszy. Nie uczynię tego – jeszcze jakaś nadwrażliwa osoba przeczyta? A Święta, Sylwester to najbardziej niebezpieczna część roku.
Wiem, że są ludzkie monady odbierające świat podobnie jak ja. Pewna internautka napisała, że została obdarzona istnieniem wbrew swej woli i czuje się przez to tak, jakby została zgwałcona. Mogę tylko powiedzieć, że nie jest samotna w swym cierpieniu.
Przez najbliższe dni nie będę szukała dostępu do komputera. Wszystkim więc życzę już teraz spokojnego, dobrego, bezbolesnego a może nawet, jeśli to możliwe, rozświetlanego błyskami radosnych iskier czasu Świąt i Nowego Roku. Następujący wiersz zostawiam pod choinką jakże licznym udręczonym duszom, a także sobie samej:
Dorothy Parker
Résumé
Żyletka? – krew, nieporządek;
Rzeka? – moczy;
Tabletka? – zła na żołądek;
Kwas? – szczypie w oczy;
Rewolwer? – a zezwolenie?
Pętla? – pęka w pierwszym użyciu;
Gaz? – czuć go wszędzie szalenie;
Lepiej już pozostać przy życiu.
tłum. Stanisław Barańczak

Wydrążeni ludzie


T.S. Eliot
Wydrążeni ludzie
Pan Kurtz – on umrzeć
„A penny for the Old Guy”
I
My, wydrążeni ludzie
My, chochołowi ludzie
Razem się kołyszemy
Głowy napełnia nam słoma
Nie znaczy nic nasza mowa
Kiedy do siebie szepczemy
Głos nasz jak suchej trawy
Przez którą wiatr dmie
Jak chrobot szczurzej łapy
Na rozbitym szkle
W suchej naszej piwnicy
Kształty bez formy, cienie bez barwy
Siła odjęta, gesty bez ruchu.
A którzy przekroczyli tamten próg
I oczy mając weszli w drugie królestwo śmierci
Nie wspomną naszych biednych i gwałtownych dusz
Wspomną, jeżeli wspomną,
Wydrążonych ludzi
Chochołowych ludzi.
Tłum. Czesław Miłosz

Widmo


Widma
Anne Sexton
Niektóre widma to kobiety,
ani bezcielesne ani blade.
Ich piersi są miękkie, jak śnięte ryby.
Nie czarownice, ale widma,
które przechodzą, poruszając niepotrzebnymi ramionami
jak zapomniane służące.
Nie wszystkie widma to kobiety,
widywałam inne.
Tłustych mężczyzn o białych brzuchach
z genitaliami jak stare szmaty.
Nie diabły, ale widma.
Jeden z nich przyczłapawszy bosymi stopami
pochyla się nad moim łóżkiem.
To jeszcze nie wszystko.
Niektóre widma to dzieci.
Nie anioły, ale dzieci.
Układają się podobne do różowych filiżanek,
na każdej napotkanej poduszce,
albo kopią nogami i ukazują przy tym
swoje niewinne tyłki, wzywając rozpaczliwie Lucyfera.
Przeł. Julia Hartwig

Ostatnie zapiski


Adrienne Rich
Ostatnie zapiski
To nie będzie proste to nie będzie długie
zajmie tylko chwilę zajmie twoje myśli
zajmie twoje serce odbierze ci oddech
Tak to będzie krótkie to nie będzie proste
Przejmie cię do kości zagarnie ci serce
to nie będzie długie zajmie twoje myśli
jak zajmują miasto jak zajmują łoże
zajmie twoje ciało to nie będzie proste
Kiedy w nas wstępujesz któż by cię powstrzymał
kiedy w nas wstępujesz któż powstrzymać chciałby
zabierasz nas w miejsca nigdy nie zwiedzane
odchodzisz daleko z cząstką naszych istnień
Tak to będzie krótkie odbierze ci oddech
to nie będzie proste i przystaniesz na to
przeł. Julia Hartwig

Śmierć nauczy


Bez
Błaga Dimitrowa

Całe życie uczę się żyć 
bez strachu – z godnością,
bez szlochania – z bólem,
bez środków nasennych – z bezsennością,
bez towarzysza – z samotnością.
Tylko bez jednego nie mogę jeszcze:
bez powietrza.
Ale tego mnie śmierć nauczy.
Przełożył Jan Zych

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...