Archiwum bloga

środa, 13 grudnia 2017

Epitafium dla samej siebie


Epitafium dla samej siebie


Pod tym kamieniem leży Kora,
która na głowę była chora,
był to przypadek bardzo rzadki
psychopatycznej wariatki.
Miast serca kamień w piersi miała
nikogo w życiu nie kochała
tylko się nieustannie bała
i pod kołdrą się chowała.
Jeździła sama na wakacje
miała potworne menstruacje
i absurdalną deflorację
świat budził w niej abominację.
Cierpiała na nim więc szalenie
i przeklinała swe istnienie.
We śnie było jej schronienie.
Płakała przy rannym wstawaniu
i się ćwiczyła w umieraniu.
Nie z potrzeby lecz dla rozrywki
Spróbowała kariery dziwki -
stała się bardzo sprawną lalą
wypiła spermy cały galon
a z moczem nawet dwa galony
każdy klient zadowolony
i było naprawdę dramatycznie,
erotycznie, masochistycznie.
Żałosny upadek i zło, nowa „Historia O”.
Kornelia, wciąż melancholijna
i maniakalno-depresyjna
ze wstrętem myślała o świecie
kiedy siedziała w toalecie.
Chciała stać się duchem z eteru
odrazę czuła do genderu.
Na słońce patrzyła ze złością
poezja była jej radością.
Odrzuciła przeszłość całą
Została katarską Doskonałą
Ale niczego to nie zmienia
To były tylko urojenia.
Lecz teraz wreszcie w ziemi gnije
dla wszystkich lepiej, że nie żyje.
Przechodniu, odejdź swoją drogą
gdyż modlitwy jej nie pomogą.

******************

Komentarz Kornelii: Nie, nie zamierzam się zabijać i wszystkim energicznie odradzam taką ostateczną solucję. Można przecież trafić z deszczu pod rynnę, będę więc trwała jak najdłużej – aczkolwiek z bezgraniczną odrazą do bycia, otoczenia i bliźnich. A także do samej siebie. Epitafium jest uwieńczeniem bloga, także na wypadek, gdybym doznała ostatecznego rozpadu osobowości. Wyjeżdżam na miesiąc, może mnie to uratuje. Będę mimo to zaglądać do zaprzyjaźnionych blogowiczek.
Epitafium zgrabne, czyż nie? Niestety, niepełne. O moich najbardziej koszmarnych życiowych osiągnięciach nie mogę napisać, przez co utwór właściwie traci sens. „Rozrywki” rymuje mi się dobrze do „dziwki”, ale nurzanie się w erotycznym bajorze nie wynikło z szukania przyjemności – rozkoszne to wcale nie było. Może powodowało mną pragnienie zniszczenia się, wymierzenia sobie kary? A może próba wykrzesania z siebie jakichś uczuć? Nie pamiętam już, przeszłość zniknęła w opalizującej mgle i przyszłość też nie istnieje. To nie byłam ja. Może tylko śniłam to wszystko? Nie wiem, kim jestem. Muszę zagryzać usta aż do bólu, aby przywołać jakieś obrazy. Nie odczuwam wstydu. Jeśli tak rzeczywiście się stało, z pewnością musiało się stać. Nie pragnęłam znaleźć się na tym świecie, wydarzyło się to wbrew mojej woli. Pożądam nicości, otula mnie pustka.
 
4 myśli nt. „Epitafium dla samej siebie”
  1. Kornelio, co się dzieje? Gorzej się czujesz? Zaniepokoiło mnie to, co napisałaś o rozpadzie osobowości. Mam nadzieję, że wyjazd pomoże Ci się wyciszyć i złagodzić emocje.
  2. Cioran znakomicie potrafi określić stan rzeczy. jestem ukrzyżowanym owadem…
    Kosmiczny dramat cierpiącej drobiny świadomości.
    .
    Dziękuję za piosenkę :), ładna, aczkolwiek fałszywie optymistyczna. Wydaje mi się, że ostatnio mam suche oczy, aczkolwiek trudno nie płakać w złośliwym blasku letniego słońca.
  3. Co prawda „Optymizm jest jak tlenek węgla: zabija, odciskając na trupach różowe piętno”, jednak jak powiada pewien obsesjonat: „Pesymizm, podobnie jak optymizm, jest znakiem umysłowej nierównowagi”. Więc piosenka była takim antidotum, by zrównoważyć nastrój Kornelii, a zresztą może i nie, tak mi przyszła do głowy, więc podałem linka. W ogóle jestem nikim ciekawym i w większości posługuję się cytatami, sam z siebie mam pustkę w głowie:)
    Ale nie rozpaczam, a może właśnie dlatego nie rozpaczam:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...