Gdy podeszwy moich stóp ostygną
Ostatnie słowa
Sylvia Plath
Nie chcę zwykłej skrzyni, chcę sarkofagu
W tygrysie pręgi, z twarzą na wierzchu
Krągłą jak księżyc, wpatrzoną ku górze.
Chcę patrzeć na nich, gdy nadejdą
Wyrywając korzenie wśród niemych minerałów.
Już widzę ich – - blade, odległe jak gwiazdy twarze.
Teraz są niczym, nie są nawet dziećmi.
Wyobrażam ich sobie bez ojców i matek, jak pierwszych bogów.
Będą się zastanawiać, czy miałam znaczenie.
Powinnam zakonserwować w cukrze swoje dni jak owoce!
Moje lustro pokrywa się mgłą –
Jeszcze kilka oddechów, a już nic się nie odbije.
Kwiaty i twarze stają się białe jak płótno.
Nie ufam duchowi. Ulatnia się jak para
We śnie przez usta i oczodół. Nie mogę go zatrzymać.
Pewnego dnia nie wróci. Rzeczy są odmienne.
Pozostaje ich szczególny połysk
Ogrzany dotykiem. Wydaje się, że mruczą.
Gdy podeszwy moich stóp ostygną,
Modre oczko mego turkusu mnie pocieszy.
Pozwólcie mi zachować miedziane rondle, niech słoiki z różem
Kwitną wokół mnie jak kwiaty nocy o pięknym zapachu.
Zawiną mnie w bandaże, a serce przechowają
W zgrabnym zawiniątku u moich stóp.
Z trudem rozpoznam się. Będzie ciemno.
A blask tych drobiazgów będzie milszy od twarzy Isztar.
Przełożyła Teresa Truszkowska
4 myśli nt. „Gdy podeszwy moich stóp ostygną”
Nawiązania do starożytności sprawiają, że wiersz staje się ponadczasowy, oczekiwanie śmierci powoduje trwogę w każdej epoce. Jak dla mnie wiersz mroczny, cmentarny, przygnębiający, taki, jakie do mnie pasują.
Cóż, mimo obowiązującego kultu szczupłości wydaje mi się, że lepiej mieć kilka kilogramów za dużo niż za mało. Pamiętam, jak zaczęłam brać antydepresanty to miałam znakomitą linię. Ale potem to minęło.
Marzę, że jest już piątek wieczór, zapalam świece i otwieram pierwszą butelkę cydru.
Podobno muzyka Mozarta generuje szlachetne uczucia, może potraktuj lokatorów „Eine kleine Nachtmusik” albo Requiem”?
Ten młody, współczesny poeta, też to potwierdza:
Lubię patrzeć
na jesienne liście
kiedy to z drzew
ulatują bez żalu
łzy srebrnoszarej nie roniąc
ni jednej
w niemym kornym zachwycie
po rdzawym niebios błękicie
szybują by potem
umrzeć
tak naturalnie i
oczywiście
O gdyby człowiek
śmierci tak bać się nie musiał
i taki zachwyt w duszy
rozpowinąć umiał
i śnić o świtaniu potrafił
wiedząc
że świtu nie będzie
że to sen ostatni
z utrudzonych pierzcha
powiek…
Tomasz Nakielski
Tomasz Nakielski powinien jeszcze udoskonalić swój talent, ale znakomicie ujął istotę rzeczy. Właściwie osoba z czystym sumieniem nie powinna obawiać się śmierci, tym niemniej dla każdej inteligentnej istoty sama myśl o tym, że płomień zgaśnie, jest przerażająca. Groza śmierci. Tylko się pod kołdrę schować…