Archiwum bloga

czwartek, 14 grudnia 2017


Gdy podeszwy moich stóp ostygną


Ostatnie słowa

Sylvia Plath

Nie chcę zwykłej skrzyni, chcę sarkofagu
W tygrysie pręgi, z twarzą na wierzchu
Krągłą jak księżyc, wpatrzoną ku górze.
Chcę patrzeć na nich, gdy nadejdą
Wyrywając korzenie wśród niemych minerałów.
Już widzę ich – - blade, odległe jak gwiazdy twarze.
Teraz są niczym, nie są nawet dziećmi.
Wyobrażam ich sobie bez ojców i matek, jak pierwszych bogów.
Będą się zastanawiać, czy miałam znaczenie.
Powinnam zakonserwować w cukrze swoje dni jak owoce!
Moje lustro pokrywa się mgłą –
Jeszcze kilka oddechów, a już nic się nie odbije.
Kwiaty i twarze stają się białe jak płótno.
Nie ufam duchowi. Ulatnia się jak para
We śnie przez usta i oczodół. Nie mogę go zatrzymać.
Pewnego dnia nie wróci. Rzeczy są odmienne.
Pozostaje ich szczególny połysk
Ogrzany dotykiem. Wydaje się, że mruczą.
Gdy podeszwy moich stóp ostygną,
Modre oczko mego turkusu mnie pocieszy.
Pozwólcie mi zachować miedziane rondle, niech słoiki z różem
Kwitną wokół mnie jak kwiaty nocy o pięknym zapachu.
Zawiną mnie w bandaże, a serce przechowają
W zgrabnym zawiniątku u moich stóp.
Z trudem rozpoznam się. Będzie ciemno.
A blask tych drobiazgów będzie milszy od twarzy Isztar.

Przełożyła Teresa Truszkowska
 
4 myśli nt. „Gdy podeszwy moich stóp ostygną”
  1. Ten wiersz analizowano i interpretowano na wiele sposobów. Niewątpliwie trawiona bólem istnienia poetka przeczuwa nadchodzącą śmierć, zdaje sobie sprawę, że zostało jej niewiele czasu na samorealizację. Wizualizuje również plastycznie własny pogrzeb, odgradza się od świata. („Ja” i „oni”).
    Nawiązania do starożytności sprawiają, że wiersz staje się ponadczasowy, oczekiwanie śmierci powoduje trwogę w każdej epoce. Jak dla mnie wiersz mroczny, cmentarny, przygnębiający, taki, jakie do mnie pasują.
    Cóż, mimo obowiązującego kultu szczupłości wydaje mi się, że lepiej mieć kilka kilogramów za dużo niż za mało. Pamiętam, jak zaczęłam brać antydepresanty to miałam znakomitą linię. Ale potem to minęło.
    Marzę, że jest już piątek wieczór, zapalam świece i otwieram pierwszą butelkę cydru.
    Podobno muzyka Mozarta generuje szlachetne uczucia, może potraktuj lokatorów „Eine kleine Nachtmusik” albo Requiem”? :)
  2. Cytuję Cię Kornelio „Nawiązania do starożytności sprawiają, że wiersz staje się ponadczasowy, oczekiwanie śmierci powoduje trwogę w każdej epoce.” –
    Ten młody, współczesny poeta, też to potwierdza:
    Lubię patrzeć
    na jesienne liście
    kiedy to z drzew
    ulatują bez żalu
    łzy srebrnoszarej nie roniąc
    ni jednej
    w niemym kornym zachwycie
    po rdzawym niebios błękicie
    szybują by potem
    umrzeć
    tak naturalnie i
    oczywiście
    O gdyby człowiek
    śmierci tak bać się nie musiał
    i taki zachwyt w duszy
    rozpowinąć umiał
    i śnić o świtaniu potrafił
    wiedząc
    że świtu nie będzie
    że to sen ostatni
    z utrudzonych pierzcha
    powiek…
    Tomasz Nakielski
  3. Przepraszam za wczorajszy wpis. Skutki alkoholizmu i zarazków. Ale mi wstyd. Już więcej nie będę…
    Tomasz Nakielski powinien jeszcze udoskonalić swój talent, ale znakomicie ujął istotę rzeczy. Właściwie osoba z czystym sumieniem nie powinna obawiać się śmierci, tym niemniej dla każdej inteligentnej istoty sama myśl o tym, że płomień zgaśnie, jest przerażająca. Groza śmierci. Tylko się pod kołdrę schować…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...