Jak przerażająca ryba
Zwierciadło
Sylvia Plath
Srebrzyste i dokładne jestem. Nie mam uprzedzeń.
To, co widzę, wchłaniam w siebie bez zwłoki
takie, jakie jest. Nie mąci mnie miłość czy niechęć.
Nie jestem też okrutne, lecz tylko prawdziwe —
oko małego boga czworokątne.
Przeważnie spoglądam na ścianę naprzeciw.
Jest różowa, upstrzona plamkami. Tak długo na nią patrzę,
że stała się, jak sądzę, częścią mojego serca migotliwą.
Twarze ludzkie i ciemność dzielą nas od siebie.
Teraz jestem jeziorem. Pochyla się nade mną kobieta.
Pragnie dowiedzieć się z toni, jaka jest naprawdę,
a potem odwraca się ku tym kłamcom — świecom lub księżycowi.
Widzę jej plecy, które odbijam jak umiem najwierniej.
Nagradza mnie łzami swoimi, trzepotem rąk przestraszonych.
Ważne jestem dla niej. Przychodzi tu i odchodzi.
To jej twarz właśnie co rano ciemność mi zastępuje.
Utopiła we mnie młodą dziewczynę, teraz ze mnie wyłania się ku niej
dzień po dniu stara kobieta jak przerażająca ryba.
Przełożył Tadeusz Rybowski
Kilka dni temu, będąc w bibliotece, natrafiłam na ilustrowaną książkę dla dzieci autorstwa Sylvii Plath. Zdumienie. Nie miałam pojęcia, iż tworzyła ona i takie dzieła.
Pozdrawiam Cię wieczornie, młoda duchem Kornelio!
Donko, przykro mi, nie mogę tu wstawiać pogodnych wierszy, byłoby to fałszerstwo i manifestowanie nieprawdy. Jedynym rozwiązaniem może stać się unicestwienie bloga albo zamknięcie go hasłem (żeby nie wciągać w depresyjne bagno blogowiczek młodej generacji). Nie wiem, jak postąpię, działam pod wpływem impulsów, nastrojów.
Nie ma najmniejszych wątpliwości, że starość to potworne doznanie. Ciało rozsypuje się za życia, sprawność fizyczna i często także intelektualna doznają coraz poważniejszego uszczerbku, każdy dzień przybliża Nieuniknione, Koszmarna proteinowa materia ulega dezintegracji. Seniorzy w poczekalniach przychodni lekarskich walczą o każdy dzień. Nie ma już żadnych opcji, poza złudną nadzieją na życie wieczne.
Ach, lepiej o tym nie pisać…