Kornelia w szpitalu psychiatrycznym
Dzwoniąc
Anne Sexton
I w taki właśnie sposób dzwonią
dzwonki w Wariatkowie,
a to jest dzwoneczkowa dama,
co przychodzi tu co wtorek rano,
by dać nam lekcję muzyki
i ponieważ pielęgniarki każą nam iść,
a my słuchamy instynktownie
jak pszczoły złapane w obcy ul,
jesteśmy kółkiem zwariowanych kobiet,
co siedzą w salce Psychiatryka
i uśmiechają się do uśmiechniętej pani,
która każdej z nas podaje dzwonek,
która wskazuje moja rękę,
co trzyma dzwonek, E z bemolem,
a obok mnie siedzi ta szara suknia,
co zrzędzi jakby była czymś szczególnym
starość, starość,
a z drugiej strony jak wiewiórka
ta mała garbata dziewczyna,
co szarpie włoski nad swoją wargą,
co szarpie włoski nad swoja wargą cały dzień,
i właśnie w taki sposób dzwonki brzmią naprawdę,
tak beztroskie i czyste
jak zadbana kuchnia,
i to właśnie mój dzwonek odpowiada zawsze
mojej dłoni, która odpowiada tej pani,
co wskazuje na mnie, E z bemolem;
i chociaż nie zmieniamy się przez to na lepsze,
każą nam iść. A my idziemy.
Tłumaczyła Maria Korusiewicz
Anne Sexton
I w taki właśnie sposób dzwonią
dzwonki w Wariatkowie,
a to jest dzwoneczkowa dama,
co przychodzi tu co wtorek rano,
by dać nam lekcję muzyki
i ponieważ pielęgniarki każą nam iść,
a my słuchamy instynktownie
jak pszczoły złapane w obcy ul,
jesteśmy kółkiem zwariowanych kobiet,
co siedzą w salce Psychiatryka
i uśmiechają się do uśmiechniętej pani,
która każdej z nas podaje dzwonek,
która wskazuje moja rękę,
co trzyma dzwonek, E z bemolem,
a obok mnie siedzi ta szara suknia,
co zrzędzi jakby była czymś szczególnym
starość, starość,
a z drugiej strony jak wiewiórka
ta mała garbata dziewczyna,
co szarpie włoski nad swoją wargą,
co szarpie włoski nad swoja wargą cały dzień,
i właśnie w taki sposób dzwonki brzmią naprawdę,
tak beztroskie i czyste
jak zadbana kuchnia,
i to właśnie mój dzwonek odpowiada zawsze
mojej dłoni, która odpowiada tej pani,
co wskazuje na mnie, E z bemolem;
i chociaż nie zmieniamy się przez to na lepsze,
każą nam iść. A my idziemy.
Tłumaczyła Maria Korusiewicz
Krótkie życie pełne strachu
miałam sen
przedziwny sen
byłam muchą i latałam
latałam bezustannie
bez wytchnienia
bo bałam się
bałam
muchołapek
i latałam
latałam
aż bardzo szybko
zalatałam się na śmierć
Było to
krótkie życie pełne strachu
A w muszym niebie
dowiedziałam się
że nie jestem pewnie
żadną muchą
bo muchy
nie mają pojęcia
o istnieniu
muchołapek
i mogłabym
dłużej
i bez strachu żyć
bo nie wszystko
na czym się siada
jest muchołapką
Ja jednak
jeszcze i w muszym niebie
bałam się
muchołapek.
Anonimowa autorka, popełniła samobójstwo w wieku 22 lat, tłumaczyła z niemieckiego Liliana Barańska
Nie otworzyć ust
Biała osłona
Kateřina Rudčenková
Potrafię cały dzień przeczekać i w ogóle nie wyjść na zewnątrz.
Potrafię cały dzień myśleć o zgubionych rzeczach
i do nikogo nie otworzyć ust.
Wieczorem zaczął padać śnieg
i nocą całe podwórko było przykryte i z samochodami.
Dopiero kilka godzin później pojawiły się w śniegu
ślady, po tym jak przebrzmiały głosy.
Rano dalej padał śnieg lecz wyszło słońce,
za chwilę woda stukała w parapety.
I mój lęk, że gdybym była chora
lub umarła, nikt nie podejdzie do łóżka.
Ponieważ świadomie wszystkich odpędziłam,
żeby już więcej nikogo nie stracić.
Tłum. Franciszek Nastulczyk
Kornelia w hotelu
W hotelu
John Fuller
Więc gdzie ujrzałam zmarłego przyjaciela?
W hotelu ze śniadaniami pod spiralą schodów?
W hotelu pod okapem i chlupiącą rynną?
W hotelu ciemności? W hotelu z czarnego marmuru?
W hotelu martwej skapującej wody i blizn
I kikutów prowizorycznej sieci ołowianych rur?
Wszystkie nasze dni kwitły w ich oprawnym rejestrze!
Rachunki czekają otwarte na ten nieprzewidziany
Lecz absolutnie niezbędny wydatek.
Nie mogąc zasnąć, myślimy, że jedziemy we śnie,
Aby na koniec dotrzeć do hotelu komiwojażerów
Z kruchym balkonem nad pustymi ulicami.
Nie mogąc zasnąć, a jednak śpiąc i nie śpiąc,
W pokoju duszno, na umywalce trochę drobnych,
Rury przez całą noc wzdychają wodą lub powietrzem
W hotelu, nieważne jakim, w którym ujrzałam przyjaciela,
Gdzie sami się musimy zbudzić w ostatecznym dniu
W ostatnim i najmniej pamiętanym hotelu ze wszystkich.
Tłum. Piotr Sommer
Jak czarny słonecznik
Z czwartego piętra
Małgorzata Hillar
W dole
ruda kura
kręci głową
Dziecko
w niebieskiej sukience
goni łaciatego kota
Na czwartym piętrze
samotność
dojrzała
jak czarny słonecznik
Palisz papierosa
patrzysz w sufit
Trzymam w dłoniach
parapet okna
W dole
ruda kura
niebieskie dziecko
Wystarczy
tylko trochę
się przechylić
A listy wciąż przychodzą
Pani G. Watters
Frank Ormsby
Listy do pani Watters przychodzą niezmiennie,
Przecież żyła tu kiedyś, jak my
Ocieplając ten dom. Wciąż sprawy codzienne -
Zwinięty kalendarz, co, gdyby tu była,
Wisiałby tam, skąd wyrwałem zardzewiały gwóźdź,
Katalogi, rachunek za gaz, którego nie zapłaciła.
I zawsze pani Watters. Dlatego dla mnie
Duch tego domu zawsze jest kobiecy;
Jego szept o tej, która nieustannie
Przyciąga tutaj listy, jakby była jeszcze.
Co tydzień piszę na nich, choć bez przekonania:
„Adresat nieznany, nie wiemy gdzie mieszka”.
Przełożył Jarosław Anders
Frank Ormsby
Listy do pani Watters przychodzą niezmiennie,
Przecież żyła tu kiedyś, jak my
Ocieplając ten dom. Wciąż sprawy codzienne -
Zwinięty kalendarz, co, gdyby tu była,
Wisiałby tam, skąd wyrwałem zardzewiały gwóźdź,
Katalogi, rachunek za gaz, którego nie zapłaciła.
I zawsze pani Watters. Dlatego dla mnie
Duch tego domu zawsze jest kobiecy;
Jego szept o tej, która nieustannie
Przyciąga tutaj listy, jakby była jeszcze.
Co tydzień piszę na nich, choć bez przekonania:
„Adresat nieznany, nie wiemy gdzie mieszka”.
Przełożył Jarosław Anders
Przy jego zimnych ustach
Ostatnie honory
Ian Hamilton
Twój oddech zmiata delikatnie
Pojedynczy rząd płatków
Kiedy pochylasz się nad nim. Twoje palce
W powietrzu, ponad jego twarzą,
Są eleganckie i zakłopotane. Zatrzymują się
Przy jego zimnych ustach
Ale nie dotykają; dym świecy
Wplątuje wątłe cienie w jego włosy.
Twój przyjazny dotyk
Odrywa więcej płatków:
Panika barw.
Przełożył Piotr Sommer
Przechodząca koło cmentarza
Piękna młoda dziewczyna przechodząca koło cmentarza
Charles Bukowski
zatrzymałem się na czerwonym świetle
i zobaczyłem, jak idzie koło cmentarza-
szła obok żelaznego ogrodzenia,
przez które widziałem
nagrobki
i trawę
jej ciało przesuwa się wzdłuż ogrodzenia
nagrobki trwają nieruchomo.
zastanawiam się:
czy nikt inny tego nie widzi?
zastanawiam się:
czy ona widzi te nagrobki
jeśli tak,
to jest w niej mądrość, której nie ma we mnie
bo zdaje się zwracać na nie uwagi.
jej ciało płynie w
magicznej aurze
a jej długie włosy rozjaśnia
słońce godziny 3 po południu.
światła się zmieniają
przechodzi przez ulicę w kierunku zachodnim
i ja jadę na zachód.
zjeżdżam ku morzu
wysiadam
i przez 35 minut biegam po brzegu
tu i tam widzę ludzi
z oczyma, uszami, palcami u nóg
i różnymi innymi częściami ciała.
wydaje się, jakby nikt się nie przejmował.
Charles Bukowski
zatrzymałem się na czerwonym świetle
i zobaczyłem, jak idzie koło cmentarza-
szła obok żelaznego ogrodzenia,
przez które widziałem
nagrobki
i trawę
jej ciało przesuwa się wzdłuż ogrodzenia
nagrobki trwają nieruchomo.
zastanawiam się:
czy nikt inny tego nie widzi?
zastanawiam się:
czy ona widzi te nagrobki
jeśli tak,
to jest w niej mądrość, której nie ma we mnie
bo zdaje się zwracać na nie uwagi.
jej ciało płynie w
magicznej aurze
a jej długie włosy rozjaśnia
słońce godziny 3 po południu.
światła się zmieniają
przechodzi przez ulicę w kierunku zachodnim
i ja jadę na zachód.
zjeżdżam ku morzu
wysiadam
i przez 35 minut biegam po brzegu
tu i tam widzę ludzi
z oczyma, uszami, palcami u nóg
i różnymi innymi częściami ciała.
wydaje się, jakby nikt się nie przejmował.
Póki mnie nie wchłonął mrok
Moje myśli coraz ciaśniejsze,
coraz bardziej ślepy wzrok,
przeraźliwe przeznaczenie
z dnia na dzień popędza los.
Życie wlecze mnie za sobą
jak bezwolny, nędzny strzep,
bez radości i nikogo,
kto by poznał ogrom klęsk.
Moja śmierć mi świadkiem będzie
jak mój każdy życia krok
blisko grobu był krawędzi.
Póki mnie nie wchłonął mrok.
**
Anonimowy autor, samobójca, zostawił ten wiersz zamiast listu pożegnalnego. Przełożyła z niemieckiego Liliana Barańska.
Kornelia podróżuje pociągiem
Pociąg z miejscówkami
Carl Sandburg
Jadę ekspresem z miejscówkami, jednym
z pierwszorzędnych krajowych pociągów.
Wali poprzez prerie w błękitną mgłę i ciemną dal
piętnaście wagonów, całych ze stali,
mieszczących tysiąc ludzi.
(Wszystkie wagony staną się złomem i rdzą, a
wszyscy mężczyźni i kobiety śmiejący się w
wagonach restauracyjnych i sypialnych –
obrócą się w proch.)
Pytam człowieka w przedziale dla palących,
dokąd jedzie, a on odpowiada: „Omaha”.
Tłumaczył Krzysztof Mętrak
Carl Sandburg
Jadę ekspresem z miejscówkami, jednym
z pierwszorzędnych krajowych pociągów.
Wali poprzez prerie w błękitną mgłę i ciemną dal
piętnaście wagonów, całych ze stali,
mieszczących tysiąc ludzi.
(Wszystkie wagony staną się złomem i rdzą, a
wszyscy mężczyźni i kobiety śmiejący się w
wagonach restauracyjnych i sypialnych –
obrócą się w proch.)
Pytam człowieka w przedziale dla palących,
dokąd jedzie, a on odpowiada: „Omaha”.
Tłumaczył Krzysztof Mętrak