mamo
Charles Bukowski
leżę tu
w ziemi
z otwartą
gębą
i
nie mogę nic powiedzieć
nawet mamo
psy podbiegają zatrzymują się i szczą
na mój nagrobny kamień; mam wszystko
może z wyjątkiem słońca
mój garnitur nie wygląda za
dobrze
a wczoraj znikła reszta
mojej lewej ręki
zostało ze mnie bardzo niewiele, jestem jak harfa
na której nikt nie gra.
A taki pijak
co leży w łóżku z papierosem
może sprowadzić 5 wozów
strażackich z
33 strażakami.
Ja nie
mogę
zrobić
nic.
Jeszcze ps – Hektor Richmond ten z sąsiedniego
grobu myśli tylko o Mozarcie i gąsienicach
z cukru.
wpadłem
jak śliwka
w kompot.
Przełożył Piotr Madej
Nawiążę od razu do Twojego ostatniego komentarza u mnie w blogu, do wiersza Długosza / też w nim trochę swoistej kpiny autora /
Koro starzenie się i ten ostatni etap, a właściwie ostateczny nie są powodem do paniki. Też boję się różnych niedogodności związanych z wiekiem – np. niesprawności. Staram się odsuwać takie myśli i zapobiegać niespodziankom.
Mnie ostatnio prześladuje co innego… lubię autobiografie, czy biografie / choć mniej / ale zaczynam je odbierać inaczej. Dawniej ciekawiły mnie u ludzi, o których czytałam ich reakcje na różne sytuacje, ich stosunek do życia, co ich ukształtowało itd. Teraz czytam z ciągle narzucającą się świadomością, że on, czy ona nie żyją, nie ma ich, a przecież gdy pisali o sobie nie znali jeszcze dalszego ciągu. Nie wiadomo kiedy znaleźli się po drugiej stronie… i co z tego, że chcemy czerpać z nich wzorce czy ich potępiamy, to wszystko się robi nieważne – oni już byli, byli tak jak my jesteśmy – jeszcze.. Właściwie to nie bardzo potrafię wytłumaczyć o co mi chodzi…. Chyba konkluzja miała być taka, Koro byś nie podchodziła tak emocjonalnie do tego co może być, tzn do starości i śmierci, bo Cię to wykończy. To niepostrzeżenie samo przyjdzie, nie wiadomo kiedy… żyj teraz. Jeśli potrafisz.
Pozdrawiam,