Gazela umarłego dziecka
Federico García Lorca
Co wieczór tutaj, w Granadzie,
co wieczór umiera tu dziecko.
Co wieczór, pośród przyjaciół,
woda zasiada, gawędząc.
Umarli mają omszałe skrzydła.
Wiatr czysty i wiatr deszcze niosący,
to dwa bażanty, które lecą przez wieże,
zaś dzień to zraniony chłopczyk.
Nie pozostał w powietrzu ani ślad skowronka
gdy cię spotkałem w winorośli grotach.
Nie pozostał na ziemi ani strzępek chmury,
gdy pochłonęła cię woda.
A na góry wodny olbrzym runął.
Z irysami, z psów wyciem wirowała dolina.
Twe ciało w cieniu fiołkowym mych dłoni,
martwe na brzegu, było archaniołem zimna.
2 myśli nt. „Omszałe skrzydła umarłych”
The greatest gift
is the gift of forgiveness
for the unforgivable sin.
Receive then from me
this beneficence today—
the gift of my mercy.
I have taken from your shoulders
the burden of guilt.
Go on your way now.
See!—the cities of Satan
where the evil tree Zaqqum
offers its bitter fruit
to the lost. Spare a thought, friend,
for those who fester in chains
at the foot of the tree, gorging
the devilheaded fruits—
the fruits that feed
the appetite for more evil.
L. Darkmoon
Akurat nie potrzeba takich potwornych ndiańskich historii, żeby mnie przekonać do niebezpieczeństw narodzin. Nigdy nie chciałam istnieć, czemu stanowczo i wielokrotnie dawałam tu wyraz. Nie dość, że zostałam „obdarzona” bytem i do tego skonstruowana absolutnie wadliwie, zwłaszcza pod względem umysłu, to jeszcze mam zostać osadzona w piekielnych otchłaniach. Uważam to za skandalicznie krzywdzące i absolutnie niesprawiedliwe. Czy to moja wina, że się boję ludzi, a więc, niezwykle łagodnie mówiąc, ich nie lubię?
Cała nadzieja, że umieramy in toto, tak więc wszystko zgaśnie.