Archiwum bloga

czwartek, 14 grudnia 2017

Skrzypiący szyld – przerażenie


Skończony człowiek

Pierre Reverdy

Wieczorem wyprowadza na deszcz i nocne niebezpieczeństwa swój bezkształtny cień
i to wszystko, co go uczyniło gorzkim.
Przy pierwszym spotkaniu drży – dokąd schronić się przed rozpaczą?
Tłum snuje się na wietrze, który torturuje gałęzie, a Władca nieba wodzi za nim wściekłym okiem.
Skrzypiący szyld – przerażenie. Zakołysały się drzwi i okiennica na górze uderza o mur; biegnie i zostawia za sobą skrzydła, które unosiły czarnego anioła.
A potem, w korytarzach bez końca, na udręczonych polach nocy, w ciemnych granicach przenikają przez przepierzenia, chwieją się źle zbudowane idee, rozbrzmiewają dzwony dwuznacznej śmierci.

Przełożyła Julia Hartwig

Hologramy minionych chwil


Nagi klient na krześle – siedzę na jego kolanach w stroju Ewy, mam na sobie tylko tylko bransoletki na kostkach nóg, wydające metaliczne dźwięki przy każdym ruchu.
Zwrócona tyłem do mężczyzny. Między moimi nogami pręży się butnie jego penis, wyglądający tak, jakby stanowił część mojego ciała. Mogłabym odczuwać niejaką ekscytację ze względu na moje zaburzenia tożsamości genderowiej, a raczej powinny przeszywać mnie dreszcze wstrętu. Ale jestem obojętna – wcześniej wychyliłam trzy szklanki dżinu i wzięłam kilka tabletek.
Pobudzam umiejętnie, nieustannie, słowami i ruchem palców.
Chcę widzieć wytrysk spermy…
Chcę widzieć wytrysk spermy…
Już, już, już…
W chwili kulminacji zręcznie lekko przyciskam, aby fontanna strzeliła wysoko.
Chcę widzieć wytrysk spermy…
Chcę ją zjeść…
Mniam, mniam…
Zbieram ją do szklanki z dżinem i piję teatralnym gestem.
Noc wydaje się nie mieć końca.
Hałaśliwa muzyka nie pozwala przejść w stan somnambulizmu.
Kamera pracuje przez cały czas.
**
Dobrym zakończeniem wpisu byłby wiersz, ale żaden odpowiedni utwór nie przychodzi mi do głowy.

Nie cierpię dżinu.

Już twoje imię ma kamień


Viola Fischerová

*

JUŻ MAM NA JĘZYKU TWOJE NICE
swoją bezsenną samotność
Przy drodze pod tują
uprzejmy stary człowiek
sprzedaje mi z bliska czarną dziurę
Tanio z podstawą pod pomnik
Twój grób
i mój
*
JUŻ TWOJE IMIĘ MA KAMIEŃ
W ranie jak ciało pomiędzy skrzydłami
wożę ci sypię miękką ziemię
i uklepuję rękoma czarną babę
na nagim grobie sadzę oczy i drzewo
lepsze jest karłowate
dziś cię nie muszę podlewać Gdzie tam
będzie lało jak z cebra
Wody ci nie zabraknie
Przełożyła z języka czeskiego Dorota Dobrew

Kora nie ma dość siły


Słabość
Zsófia Balla
Nie mam dość siły,
żeby podnieść na siebie rękę,
niosę przyszłość jak garb.
Przez palce przeciekają mi
kartki, płonące żywioły,
w moich oczach kamienieją pomniki,
muzyka rozpuściła całą sól,
czuję, jak gdybym w swoim ciele
nosiła martwe dziecko.
Przełożył Bogdan Zadura
****
Komentarz Kornelii: Przepisałam z tomu: Węgierskie lato. Przekłady poetów węgierskich (Bogdana Zadury). Biuro Literackie, Wrocław 2010. Doskonale nasycony smutkiem i zmęczeniem utwór urodzonej w 1949 roku węgierskiej poetki, laureatki licznych nagród. W znacznym stopniu liryczna opowieść także o mnie. Ja również nie mam dość siły, aby podnieść na siebie rękę, przyszłość, o ile potrafię ją sobie w ogóle wyobrazić, jest ciężarem. Kamienieją pomniki – uczucia, ludzie i rzeczy stają się dla mnie martwe. „Muzyka rozpuściła całą sól” oznacza, że osoba nadwrażliwa utraciła zdolność do życia.
czuję, jak gdybym w swoim ciele
nosiła martwe dziecko.
Cóż, może nie do końca. Nie nosiłam w sobie żadnego dziecka i nigdy tego nie chciałam. Cała fizjologia ludzkiej reprodukcji to aberracyjna okropność. Może jednak martwe dziecko to trupy, które noszę w sobie jak wbijające w ziemię brzemię– ale to nie były dzieci. W każdym razie wiersz znakomity, wybornie licujący z nastrojem blogu. Często powtarzałam, że Madziarzy jednak potrafią po mistrzowsku smęcić. Może to te wiatry, smagające pusztę.
Czołgam się z nużącym śmiertelnie mozołem do jesiennej zmiany czasu, a jeszcze tak daleko…

Asfalt cały w cykucie

Po katastrofie

Louis MacNeice

Kiedy doszedł do siebie wiedział
Że czas musiał minąć ponieważ
Asfalt był cały w cykucie
Przez którą pełzł do swego
Kasku co przypominał kask nie bardziej
Niż jego pomarszczona ręka jego rękę.
A jednak życie jakby toczyło się dalej:
Słyszał sygnały odbijające się
Od księżyca i kury
Wystrzeliwujące się na czarno w bateriach
I milczenie małych ślepych kotów
Debatujących nad tym czy skoczyć.
Potem podniósł wzrok i zauważył
Ogromną wagę w niebie,
Na lewej szali martwa pustka,
I na prawej szali martwa pustka
I wiedział w tym śmiertelnym chłodzie, śmiertelnym chłodzie,
Że jest za późno żeby umrzeć.
Przełożył Bohdan Zadura

*****

Komentarz Kornelii: Równie znakomity, co piołunowogorzki wiersz wybitnego irlandzkiego poety. Brzmi jak zapis katastrofy motocyklowej, ale dla mnie jest to alegoria traumy po wielkiej życiowej tragedii. Asfalt jest pokryty trującą cykutą – to znak, że wprawdzie ocalałeś, ale twoje życie będzie jednym wielkim pasmem bólu i cierpienia. Strzaskany kask nie zapewni ochrony.
Kury znoszą czarne jaja – po przyszłości nie można oczekiwać niczego dobrego.
Koty są ślepe, to symbole twoich życiowych występków, które nakłaniają cię do samobójstwa. („Debatujących nad tym czy skoczyć”.)
Ogromna waga na niebie – Według wierzeń chrześcijańskich, archanioł Michał podczas Sądu Ostatecznego będzie ważyć dusze – duszę lżejszą czeka potępienie. Tu jednak na obu szalach jest pustka – nie ma zbawienia ani piekła – jest tylko martwa bezuczuciowość i śmiertelny chłód. I jest za późno, aby umrzeć.
Cóż, ta pustka na obu szalach wagi bardzo mi się podoba. Przynajmniej nie będzie infernalnych tortur. Od dawna jestem pustką i niczego nie czuję. Też przeżyłam katastrofę i od dawna pełznę po kałużach cykuty, nawet, jak przebywam 12 tygodni nad morzem, to i tak pełznę. Za późno, aby umrzeć. Komu teraz pomogłaby moja śmierć? A rodzinie to nawet może zrobiłoby się smutno. Zresztą, przede wszystkim powodowana lękiem, będę odwlekać przeprawę przez Styks do ostatniego momentu. Kupiłam los, który wyciągnęła papuga; „Będziesz żyła 81 lat”. Myślałam, że 88, ale 81 też dobrze, zostało jeszcze czasu. Mam 38 lat.
Wróciłam do rodziców i wiele czasu spędzam w pozycji kołdrowo-embrionalnej. Jest w miarę dobrze, aczkolwiek wciąż za wiele słońca, za dużo zieleni i dnie wciąż za długie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...