Archiwum bloga

czwartek, 14 grudnia 2017

Życie wypełnione nędzą


Zaduszki

Georg Trakl

Karlowi Hauerowi

Chłopy i baby, smętni towarzysze,
Sypią dziś modre i czerwone kwiatki
Na ich grobowce, co świecą lękliwie.
Są wobec śmierci niby biedne lalki.
O! ileż jest w nich pokory i lęku,
Jak cienie stoją pośród krzewów czarnych.
Nienarodzonych skargi w wichrze jęczą
I widać też światełka błądzące w oddali.
Szloch kochających wieje przez konary,
A tam rozkłada się matka z dzieciątkiem.
Korowód żywych zda się nierealny
I dziwnie rozsypany w tym wietrze wieczornym.
Ich życie tak zawikłane, wypełnione nędzą.
Zmiłuj się Boże nad kobiet cierpieniem,
Nad beznadziejną ich skargą trumienną.
Samotne idą cicho pod gwiezdnym sklepieniem.
Przełożył Andrzej Lam


Jedna myśl nt. „Życie wypełnione nędzą”

  1. No drodze wolnego skojarzenia od Trakla przez kruki dochodzę do poniższego cytatu, który może się Korneli spodoba, z blogu pana Lebiody;
    Kruk jest ptakiem chtonicznym, łączącym w swej egzystencji niebo i ziemię, uczestniczącym w makabrycznych ucztach pośród trupów, na polach bitewnych i na cmentarzach, ale jest też inteligentną, nieustannie poruszającą się świadomością, zapisująca nieistniejącą lirykę pośród jałowego powietrza. Jego upuszczone pióro może posłużyć do napisania wiersza na piasku, ale jest też znakiem zbrodni i przemijania, chwili nieustannie powracającej w gestach i zamyśleniach, w iłach ciszy i w huku wiatru. Będąc zbrodniarzem, staje się czystym symbolem, szarpiąc mięso, miażdżąc kości, zyskuje zarazem, w ludzkim świecie, wymiar transcendentny, staje się kwintesencją lotu, zawieszenia nad pustynią i ciągłego przemieszczania między bytami, odradzania się i ginięcia w jakże różnych świadomościach i skrajnie przeciwstawnych tezach.
    Poezja jest rodzajem kalectwa duchowego i cielesnego, bywa niemożnością dotarcia do istoty rzeczy, ale jest też obietnicą ostatecznego zrozumienia siebie i świata – jakże sprzecznego w swych odsłonach, skomplikowanego w wewnętrznej strukturze i jakże dalekiego od ludzkiego doświadczenia bytu. Taka liryka, jak esencja filozofii jońskiej, jak wiara pierwszych wyznawców nowego boga, staje się modlitwą do sowy o złamanym skrzydle i do żywiołów, do iskier i do rozniecających je wiatrów. Ogarnia swoim zasięgiem kosmiczne ogromy, pozwala zrozumieć ruchy planet i logikę nieuchronnych śmierci. Płonie w świadomości i spala się w powstałym wierszu, staje się zaprzeczeniem tego co ją poczęło – myśli i pióra ptaka, kartki papieru, atramentu i kałamarza. Domaga się modlitwy do tego, co nie istnieje i nie jest w stanie generować jakiejkolwiek energii, wpływać na ludzkie losy i ciąg zdarzeń we wszechświecie. Choć wie, że jest to niemożliwe, pragnie być idealna, docierać tam, gdzie nikt jeszcze nie dotarł, chce wniknąć w samą siebie i stać się materią każdej przestrzeni, każdej kosmicznej drobiny, każdej chwili i każdego dnia. Jej wewnętrzna dynamika jest maksymalistyczna, a jednocześnie stale spowalnia ją refleksja ontologiczna, wciąż wpływ na nią ma bolesna epistemologia, doświadczenie śmierci i zła, obrazy przelewanej krwi i ptaków chtonicznych, ucztujących pośród rozkładających się ciał. Stale dąży i wciąż modli się do tego, co nie zna modlitwy, odnajduje elementarne kształty, zatrzymuje się przy cząstkach pozornie nie pasujących do siebie i odpychających się jak przeciwne bieguny magnesu. Stając między nimi powoduje zmianę ich istoty, pojawienie się czystej energii intelektualnej, zaistnienie wiersza, w którym jest schemat i kształt, informacja o pojedynczym atomie i o najbardziej złożonej strukturze molekularnej. Taka poezja staje się samym bytem, odpowiada na wszystkie pytania i domaga się zamilknięcia w obliczu grozy eschatologicznej, unosi w magiczny sposób zgubione pióro kruka i pisze nim niewidzialnymi zgłoskami na rozpadających się barchanach sypkich ergów, na suchych jak pragnienie kewirach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tak, to już jest koniec

Daphne Todd Martwy sezon Rafał Wojaczek Zjechałem tu nie w porę Sezon jeszcze nie otwarty a już miejscowi mów...